<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826</id><updated>2011-10-02T11:21:16.136-07:00</updated><title type='text'>Najśw. Dusza Chrystusa Pana</title><subtitle type='html'>Matka Paula Tajber - apostołka Duszy Chrystusowej</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>13</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-7697445330568350406</id><published>2011-04-05T09:53:00.000-07:00</published><updated>2011-04-05T22:29:06.439-07:00</updated><title type='text'>S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (2)</title><content type='html'>Rozmiłowana w Eucharystii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka Założycielka swą miłość do Eucharystii objawiała tym, że Mszę świętą, jako bezkrwawą Ofiarę Chrystusa Pana, będącą zasadniczym źródłem zbawienia, wyeksponowała na miejsce centralne. Zaleciła siostrom, aby na niej skupiały „całą energię ducha". Pouczała, że Boskie Misterium Eucharystii udzielające łask zbawiennych i posiadające „moc przebóstwiającą" człowieka domaga się nieustannego zgłębiania jego wartości. W szkicach do Konstytucji, które Matka nazwała „Regułą" napisała: „Chrystus ponawia na ołtarzu Ofiarę Świętą (...), staje się źródłom żywym Bosko ludzkiej rasowości, której życiodajne bogactwa z Boskiej Swej Natury wszczepia w naturę człowieka, rozlewając na całą ludzkość swoją łaskawość. Należy wżywać się ze świętą bojaźnią, z drżeniem w tajemnicę Mszy świętej, ucząc się cenić (...) wielkość ogromu Boskiej Ofiary Zbawiciela (...), wczuwając się pilnie w cel i w sposób Jego poświęcenia się". Zachęcała siostry, aby nie tylko władze duszy, ale wszystko czym dysponują i czym są ofiarowały Bogu, bo Jezus pragnie niejako „zagarnąć je w krąg Swej Ofiary", a potem żeby składały ofiarę&amp;nbsp;z chwili na chwilę na ołtarzu swoich dusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kładła nacisk na należyte przygotowanie się do misterium Eucharystii poprzez uznanie między innymi swej niegodności, a także przez okazanie wdzięczności za możliwość uczestniczenia w niej. Wdzięczność bowiem to najlepszy z czynników przygotowujących wiernych do Mszy świętej, która jest z natury swej najdoskonalszym dziękczynieniem złożonym Bogu. Eucharystia jost także najskuteczniejszym środkiem przebłagania za nasze grzechy i otrzymania łask.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka Paula dokładała starań, aby siostry wszystkie święta i uroczystości zgromadzenia przeżywały w duchu liturgii, w połączeniu ze Mszą świętą. Do należytego jej przeżycia przygotowywała je już w wigilię świąt. Wszystkie siostry od początku ich formacji wdrażała do świadomego, pobożnego i czynnego uczestniczenia we Mszy świętej. Niejednokrotnie w przeddzień dawała wyjaśniający komentarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako Założycielka zgromadwnia o charakterze apostolskim poczuła się odpowiedzialna za obecność na Mszy świętej osób świeckich. Już z chwilą założenia stowarzyszenia w 1923 roku siostry ścieśniła&lt;br /&gt;w jednym pokoju, większy odstępując na kaplicę,, aby umożliwić Prądniczanom uczestniczenie we Mszy świętej. Wielu z nich nie uczęszczało na nią z powodu dużej odległości od kościoła. Potem, po wybudowaniu własnego domu i urządzeniu kaplicy starała się o binację Mszy świętej, żeby w dogodnych warunkach wierni mogli w niej wziąć udział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. Paula rozumiała znaczenie dzisiejszego określenia ,,pełne uczestnictwo we Mszy świętej". Jednak często dla lepszego naświetlenia problemu ujmowała Mszę św. i Komunię św. oddzielnie w swoich pismach. Ofiara zdąża do zjednoczenia. Od stopnia zaangażowania się, czyli od gorliwości w przeżywaniu Mszy świętej i sposobu przyjmowania Komunii świętej zależy wzrost łaski i miłości, bo Eucharystia wtedy ma moc przemieniającą człowieka aż do „utożsamiania" się z Chrystusom. Zostawiła Matka Założycielka szereg wskazań, które miały dopomóc siostrom do należytej oceny przyjmowanego Daru i godnego doń przygotowania. Intencją codziennego przyjmowania Komunii św. mogło być tylko zjednoczenie z Bogiem w miłości. Zjednoczenie oznaczające „wspólny los z Chrystusem ma mieć na celu uwielbienie Boga, składanie Mu dziękczynienia i całkowite oddanie się Jemu". Inne uboczne intencje, wypływające ze względów ludzkich muszą być wykluczone. Przestrzegała przed interesownością pisząc, że może być i tak, że dusza przyjmuje Chrystusa do siebie, zaprasza i tak długo jest Nim zajęta aż przedstawi Mu swoje wymagania, podyktuje Mu co ma dla niej uczynić, od czego ma ją uchronić, komu pomóc itp. I na tym poprzestaje. Przeciwna też była indywidualizmowi objawiającemu się w przyjmowaniu Komunii św. i w kontynuowaniu życia z Bogiem. Uważała, że jedno i drugie musi być włączone w ogólny nurt Kościoła. Zjednoczenie z Chrystusem poprzez Eucharystię zobowiązuje do ścisłej łączności i jedności&amp;nbsp;z bliźnimi, którzy z Chrystusem jako Głową tworzą wspólny Mistyczny Organizm. Utrzymanie takiej nadprzyrodzonej więzi z bliźnimi nie dokonuje się bez ofiary, której uczy Chrystus przez Swoją Boską Ofiarę. Stąd napisała: „Ofiarnie kochaj tych, którzy ci boleść sprawiają".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjmowaniu Komunii świętej powinna towarzyszyć wzrastająca gorliwość. Za wszelką cenę M. Paula starała się zapobiec obojętnemu i mechanicznemu przyjmowaniu Pana Jezusa. Taka Komunia święta jest nie tylko bezowocna, ale zupełnie hamuje Chrystusowi działanie w duszy. W różnorodnym sposobie przygotowania się do niej widziała doskonały środek przeciw rutynie. I tak podsuwała siostrom sugestie, aby przyjmowały Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jako Brata, potem znów jako Przyjaciela, Oblubieńca, Mistrza, Zbawiciela, kiedy indziej Lekarza itd. Przez to poddawała im dużą rozpiętość myśli do rozważania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkie znaczenie przywiązywała również Matka Założycielka do adoracji Pana Jezusa w Jego Sakramencie Miłości. Gorącym jej pragnieniem było, aby członkinie zgromadzenia zamieszkały z Chrystusem pod jednym dachom. O realizacji mogłai marzyć dopiero po wybudowaniu własnego domu, większego niż dzierżawiony, co miało miejsce w 1927 roku. Nie przypuszczała jednak, że na tą łaskę stałej obecności sakramentalnej Chrystusa w kaplicy, będzie musiała długo czekać. Nie mogąc początkowo zapewnić siostrom nawet minimum wygód materialnych, starając się o Najświętszy Sakrament pocieszała się myślą, że da im coś znacznie lepszego, co scementuje je w jedności i miłości siostrzanej. Gdy urzeczywistniły się jej marzenia cieszyła się, że siostry mogły bez trudności uczestniczyć w nabożeństwach eucharystycznych oraz adoracjach, a także korzystać z nawiedzeń prywatnych. Zachęcała je do adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie także w czasie pracy przez wybieganie myślą do miejsca Jego utajenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znała błogosławiony wpływ takiej modlitwy na dusze ludzkie. Rozmiłowana w Chrystusie Eucharystycznym wszyst-kich pragnęła pociągnąć do tego źródła miłości. W jej notatkach czytamy: „Kocham Pana Jezusa żyjącego na całym świecie w Najświętszym Sakramencie (...). Przenajświętszy Sakrament zajął całkiem myśl moją. O Nim, o tym Najukochańszym Jezusie wciąż rozmyślałam i chciałam pojąć i rozumieć, co mianowicie Chrystus chciał wyrazić przez ustanowienie Najświętszego Sakramentu. Zrozumiałam, że jest to źródło niewyczerpanych łask Bożych, że łącząc się z Chrystusem utajonym w Przenajświętszym Sakramencie z łaski Jego możemy stać się podobnymi Jemu (...). Gdy Cię widzę na ołtarzu utajonym w Przenajświętszym Sakramencie taką mam chęć stać się czystą, jasną jak światło Boże, którego człowiek cielesny nie może pojąć". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostawiła zgromadzeniu w spuściźnie wiele modlitw adoracyjnych, które świadczą o jej głębokiej wierze i umiłowaniu Chrystusa wyniszczającego&amp;nbsp;się w Eucharystii. Tę wiarą chciała budzić i ożywiać w każdym człowieku. Wymagała, aby kaplice zgromadzenia były pięknie przybrane, by sam ich wygląd wywierał wpływ na ludzi i pogłębiał wiarę w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Chrystusem w życie &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. Paula Zofia Tajber zdawała sobię sprawę z tego, że Chrystus przychodzi do komunikującego się nie tylko na kilkanaście minut, ale chce założyć stale mieszkanie w jego duszy. „Kto spożywa Ciało Moje i pije Moją Krew, mieszka we Mnie, a Ja w nim" (J 6, 5fi). Dlatego nie wystarczy zająć&amp;nbsp;się Chrystusem w czasie Mszy świętej i po sakramentalnym Jego przyjęciu, ale trzeba żyć w stałej łączności&amp;nbsp;z Nim. Świadomość posiadania we wnętrzu swoim Boga powinna więc przenikać wszystkie godziny dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównym rysem duchowości zgromadzenia Sióstr Duszy Chrystusowej jest właśnie „życie Jezusem zamieszkałym w duszy". Idua ta ma trwały fundament w prawdzie nauki objawionej ,,już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20), a także w słowach Chrystusa: „trwajcie we Mnie, a Ja bodę trwał w was" (J 15, 4). Wypływa wiec ona z Eucharystii i ma w niej swoje źródło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. Paula bolała nad tym, że wierni po przyjęciu Chrystusa w Sakramencie Miłości opuszczają Go i sami idą przez życie. Wiedziała, że żywa świadomość o obecności Chrystusa w nich, łączenie się z Nim, ma wpływ na ich czyny, budzi radość i poczucie szczęścia oraz prowadzi do wzrostu w miłości. Wstrząsnęły nią słowa Pana Jezusa skierowane do niej: „Jest wiele dusz, które czczą Mnie szczególnie utajonego w Najświętszym Sakramencie, ale mało kto pamięta o Mojej bytności w nich". I następne zobowiązujące słowa: „Zadaniem twoim i sióstr zgromadzenia jest także uczcić Mnie żyjącego w duszach waszych i w bliźnich", (...) „w duszach, które są żywymi tabernakulami". W hierarchii wartości wszelkich prac Matka Założycielka ten obowiązek postawiła na czele. Nazwała go „szczególnym powołaniem", powołaniem dynamicznym, skoro powiedziała, że nasze życie to „bój o los Boga żyjącego w duszy", by On miał chwałę zawsze we wszystkim. Wszelkie inne czynności miały być tylko środkami w realizowaniu tego celu. To zjednoczenie z Chrystusem wymaga w pierwszym rzędzie świadomości, że On w nas żyje. Świadomość pociągnie za sobą troskę o rzetelną współpracę z Nim, przyczyni się szczególnie do zdobywania umiejętności „czerpania z Chrystusa Boskiego życia". Trwać w Chrystusie to „wkluczyć swoje życie w Jego życie", bo „beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5). Żyć Jezusem — &amp;nbsp;mówiła M. Tajber — to razem z Nim, żyjącym w nas, kochać, myśleć, pracować, cierpieć. Wtedy taka działalność nabierze wartości bosko-zbawczych. Doskonałość współżycia z Bogiem w nas żyjącym wymaga zapominania o sobie, umierania egoistycznego „ja", ustępowania Chrystusowi w sobie miejsca, pokonywania przejawów złej natury. Ale nade wszystko — podkreślała M. Paula — należy dać się „zawładnąć Chrystusowi, niejako zatracić się w Nim". Dlatego przypominała siostrom, by nigdy nie pozostwiały Chrystusa osamotnionego, bo będzie On wówczas „bezczynny", lecz żeby przez gorliwą współpracę pozwoliły Mu być „twórczym" w swoich duszach. Bo On nas nie tylko oczyszcza, podnosi, uświęca, ale pragnie przez nas dobroczynnie działać i wpływać na otoczenie. A stanie się to wtedy, gdy „żyć będziemy w atmosferze Jego Boskiego Ducha i obracać się w środowisku Jego potęg".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka Założycielka aczkolwiek widziała pozytywne skutki praktyki tzw. Komunii św. duchowej, to jednak nie polecała jej siostrom jako koniecznego ćwiczenia. Podkreślała bardziej nie tyle potrzebę ciągłego pragnienia przyjmowania Chrystusa, ale świadome życie Nim, kiedy się Go już posiada w duszy. Była przekonana, że przyswojenie sobie przez każdego prawdy o bytowaniu Chrystusa w duszach i konsekwentne życie według niej, odrodzi ludzkość i przyniesie pokój na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do głębszego poznania Chrystusa i Jego umiłowania przyczyni się „poznawanie i zgłębianie" Jego Najświętszej Duszy. Matka Założycielka pisze, iż w Duszy Chrystusowej najdoskonalej odzwierciedla Siebie Bóg w Swoich przejawach doskonałości. Kult ten ma „wprowadzić ludzkość w życie Boga w Trójcy Jedynego, by zjednoczyć każdego człowieka z każdą Osobą Boską". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cześć oddawana Duszy Chrystusowej jest w zgromadzeniu M. Pauli zasadniczym celem szczegółowym. Zobowiązuje ona do kontemplacji tejże Najświętszej Duszy, szerzenia czci, a także naśladowania Jej cnót. Bowiem jest Ona „źródłem i zasadą życia ludzkiej natury Chrystusa i wzorem najdoskonalszego uczestnictwa w życiu Bożym". Stąd Matka Założycielka, w oparciu o Ewangelię, ukazywała konieczność ustawicznego poznawania „tajników" Duszy Chrystusowej, zgłębiania Jej przymiotów i cnót oraz wzbogacania się w Jej świętość przez wierną współpracę&amp;nbsp;z łaską. Ten najdoskonalej uczci Duszę Chrystusa — powiedziała — kto pozwoli Jezusowi żyć w sobie, a przez to lepiej doceni godność i wartość swojej nieśmiertelnej duszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Realizacja kultu Duszy Chrystusa Pana i Jego życia w nas jest ściśle związana z ideą „budowania Ciała Mistycznego", którego Głową i źródłem świętości jest Chrystus. Matka Założycielka zanotowała: „Chrystus żyje w członkach Ciała Mistycznego po to, by ich uświęcać, utrwalać w nich swój byt, a przez to przysparzać świętości Kościołowi". Nauka o Mistycznym Ciele Chrystusa uprzytamnia człowiekowi wielką odpowiedzialność za swoje postępowanie. Wszyscy ludzie są zobowiązani do współdziałania z Chrystusem w dziele rozszerzania i wzbogacania tego Ciała przez doskonalenie swego życia. Obecność zaś Chrystusa w drugim człowieku ustawia nasz stosunek do niego na płaszczyźnie nadprzyrodzonej. Wymaga w dziedzinie miłości bliźniego czystości sądów, życzliwych myśli, dobroci serca, szlachetnych czynów. Wskazuje na wielką jego godność, ponieważ jest mieszkaniem samego Boga, a nawet więcej, bo Chrystus utożsamia się z nim (por. Mt 25, 40). M. Paula często powtarzała: „Bliźni to Chrystus, ty masz Chrystusa widzieć w bliźnich, a znajdziesz Go w sobie i&amp;nbsp; w innych".&lt;br /&gt;Wzrastanie w miłości bliźniego wymaga rzetelnej wierności Bogu, umiłowania Go i dziękczynienia Mu za wszystko, co spotyka nas na drodze życia. Te cnoty według M. Tajber wytwarzają odpowiednie warunki do harmonijnego rozwoju życia wewnętrznego. Sprowadzają do duszy szczęście, radość i pokój. Powiedziała, że „cieszyć się Bogiem znaczy miłować Go, dziękować Bogu to znaczy poznawać Boga, być wierną Bogu — to przyoblekać się w Jego Wolę".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podane wyżej myśli ilustrują tylko fragmentarycznie głębię przeżyć M. Pauli Zofii Tajber. Całe jej życie, chociaż tak bardzo wewnętrzne a zarazem mistyczne było jednym wielkim apostolstwem. Otrzymywanymi od Boga oświeceniami, łaskami i darami, a także głębokim doświadczeniem pragnęła dzielić się z innymi, uprzystępniając prawdę o bytującym w nich Bogu, dzięki przyjmowanej Eucharystii. Sama mając wielką łatwość obcowania z Bogiem chciała drugim wskazać drogę prowadzącą do osiągnięcia jak najgłębszego zjednoczenia z Nim w miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziała do swoich sióstr: „Pożądaj&lt;span style="color: black; font-size: 11pt; letter-spacing: 0.6pt;"&gt;my całą duszą, aby wszyscy ludzie na &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: 11pt; letter-spacing: 0.15pt;"&gt;świecie poznali Boga Człowieka Jezusa &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: 11pt; letter-spacing: 0.35pt;"&gt;Chrystusa. W Nim jedynie widzieli Praw­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: 11pt; letter-spacing: 0.2pt;"&gt;dę, Drogę i Żywot, który ludzki ród po­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-size: 11pt; letter-spacing: 0.45pt;"&gt;prowadzi do wiecznego celu — Boga".&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-7697445330568350406?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/7697445330568350406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/s-fabiana-ptak-rozmiowana-w-eucharystii_05.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/7697445330568350406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/7697445330568350406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/s-fabiana-ptak-rozmiowana-w-eucharystii_05.html' title='S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (2)'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-6778700634358982892</id><published>2011-04-05T09:31:00.000-07:00</published><updated>2011-04-05T09:31:33.525-07:00</updated><title type='text'>S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (1)</title><content type='html'>Zofia Tajber, o której mowa w tej broszurce żyła w latach 1890—1963. Po bolesnym okresie zwątpienia i niewiary przeżytym w młodości w Żytomierzu, jedno spojrzenie na Chrystusa w monstrancji wystarczyło, by odnalazła szczęście, miłość, cel życia. Wówczas to łaska Boża mocna jak grom oświeciła jej duszę, powaliła na kolana. „Pycha moja została złamana" — napisała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odtąd Jezus Eucharystyczny stał się dla niej przedmiotem najwyższej czci i adoracji. Śledząc dalsze jej życie można dojść do przekonania, że tajemnicą jej szybkiego postępu duchowego, wzrostu w miłości, było częste uczestniczenie we Mszy św. i przyjmowanie Komunii świętej z wielką gorliwością, pobożnością i gorącym pragnieniem. Nazwała je „najwartościowszą energią otwierającą duszę na działanie Boże". Modliła się często i żarliwie. Szczególnie przed powzięciem ważniejszych decyzji cale godziny spędzała przed Najświętszym Sakramentem prosząc o światło. Tu odkryła też swoje powołanie zakonodawcze. Spotkania z Chrystusem Eucharystycznym doprowadzały ją do pogłębienia zjednoczenia z Nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubolewała, że z powodu niesprzyjających warunków związanych z surowym postem eucharystycznym, wiele dusz rzadko łączy się z Chrystusem w Komunii świętej. Odczuła to na sobie, gdyż niedomagania fizyczne nie pozwalały jej na pójście na czczo do odległego od domu kościoła w Żytomierzu. Współczuła więc całym sercem wszystkim pracownikom, chorym, starszym, również matkom rodzin, że ten przepis w wielu przypadkach paraliżował ich pragnienie częstego komunikowania się. Napełniona światłem Bożym powiedziała, że przyjdzie czas, kiedy Kościół wróci do praktyki pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wówczas przyjęcie Sakramentu Eucharystii nie będzie poprzedzał post trwający od północy. W 1933 roku ujrzała oczyma duszy cało zastępy dusz ludzkich, którym post eucharystyczny Uniemożliwia) łączenie się sakramentalne z Bogiem Człowiekiem. W tym czasie jak relacjonuje wewnętrznie odczuła, że ma tę sprawę przedstawić władzy kościelnej. Z czasem zdała sobie sprawę z tego, że skrócenie postu eucharystycznego i w ten sposób stworzenie dogodniejszych warunków do przyjmowania Komunii świętej niesie z sobą potrzebę wprowadzenia również w dni powszednie Mszy świętej o różnej porze dnia, a szczególnie wieczorem. Zwróciła się też z tym do władzy duchownej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisma Zofii Tajber, a zwłaszcza jej notatki osobiste tchną żarom kontemplacji duszy rozmiłowanej w Chrystusie, spotykanym codziennie w Eucharystii. Nazwała „dramatem" fakt, jakim jest przyjmowanie Chrystusa w Komunii świętej, a potem w ciągu dnia utracenie z Nim kontaktu. Swoim życiem poświadczyła, że nie wystarczy przyjmować Eucharystię, ale trzeba nią żyć. „Żyję życiem Boga, gdy przyjmuję Go w siebie pod postacią Chleba. On staje się Pokarmem moim dla którego chcą cała żyć, by On mnie wypełnił sobą, a ja bym cała oddała się Jemu". Stając się mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej pełna zachwytu wołała: „Moim zadaniem jest dosięgać Boga w trzech Osobach Jedynego i te wszystkie trzy Osoby pragnę kochać w oddzielności i wszystkie w Trójcy Jedności. Pragnę kochać, wiecznie kochać, by na wieki Bogiem, w Bogu żyć". &lt;br /&gt;Uszczęśliwiającego współżycia z Bogiem zamieszkałym w duszy, dzięki przyjmowanej Eucharystii, uczyła siostry założonego przez siebie zgromadzenia i tym „łatwym sposobem" prowadzącym do zażyłości z Chrystusem pragnęła dzielić się ze wszystkimi ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieciństwo, młodość, nawrócenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana Zofia Tajber (w zakonie matka Paula) była 15-tym dzieckiem bogatych rodziców właścicieli fabryki, ludzi szczerze religijnych, o wspaniałych tradycjach patriotycznych, o postawach humanitarnych względem każdego człowieka. Przyszła na świat w wigilię św. Jana Chrzciciela w 1890 r. w Białej Podlaskiej, pod zaborem rosyjskim. Zdolna, o nieprzeciętnej inteligencji wzrastała w głębokiej i zdrowej pobożności. Poznawane prawdy religijne wcielała w życie, wybierając to, co dobre, co przynosi chwałę Bogu i co jest korzystne dla bliźniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O pierwszych kontaktach z Chrystusem eucharystycznym nie pozostawiła w swoich pismach żadnych wspomnień. Musiały być jednak dla niej radosnym, wielkim przeżyciem, bo kilkakrotnie wspomina, że najmilsze chwile wczesnego dzieciństwa spędziła w Białej, gdzie chodziła z rodzicami do kościoła na Mszę świętą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkając już w Żytomierzu była pozbawiona tego szczęścia, gdyż tylko starsze rodzeństwo z matką i ojcem jeździło powozem na Mszę św. do kościoła oddalonego od ich fabryki o kilka kilometrów. Dla niej, najmłodszej najczęściej nie było w nim miejsca. Toteż z satysfakcją stwierdza, że od chwili rozpoczęcia nauki w gimnazjum regularnie uczęszczała do kościoła i widziała konieczność głębszej pracy nad sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzice dają jej staranne wychowanie i wykształcenie muzyczne. Pod wpływem brata, który zachęcał ją do czytania ateistycznych dzieł filozoficznych, w latach 1908—1915 przeżyła głęboki kryzys wiary. Zaprzestała nawet praktyk religijnych. To wprowadziło jej duszę w ogromne zamieszanie i pustkę; pozbawiło pokoju i szczęścia. Usiłowania zaspokojenia ambicji i aspiracji serca uprawianiem i kontemplacją sztuk pięknych, nie dało spodziewanych rezultatów. Pogrążała się w mrokach zwątpienia i beznadziejności. Odkrywała w sobie coraz większe zło, mimo, że usiłowała je zwalczać siłą swojej woli i energii. Toteż niezadowolona z siebie nieustępliwie szukała jakiejś nowej drogi życia, która napełniłaby jej duszę szczęściem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku latach rozterki i męki wewnętrznej zrozumiała, że jedyną Drogą, która prowadzi do celu jest Chrystus. Nawrócona pojęła, ile straciła przez ten okres. Zachwianie wiary w Boga w drugim człowieku porównała do grzechu zabójstwa mówiąc, że „odebrać komuś wiarę to zabić jego samego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odtąd ukochała Boga całym sercem i żyła tylko dla Niego. Ta miłość potęgowała się w niej z dnia na dzień. Pragnęła teraz wiernością i gorliwością wynagrodzić Mu za swoją i innych ludzi niewierność. Została wprowadzana przez Boga w głębie Jego życia, otrzymywała na modlitwie światło, doznawała przeżyć mistycznych. Przeżywszy udrękę zagubienia Boga, pragnęła teraz innych wyrywać z mocy szatana. Przyjęła Sakrament Bierzmowania, który zapoczątkował jej wielką miłość do Ducha Świętego Uświęciciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęście obcowania z Bogiem skierowało ją na drogi apostolskie. Były to czasy działań rewolucyjnych w Rosji, ostatnie lata I wojny światowej. Przemiany świata dokonywały się w przelewie krwi. Terror, gwałt oraz inne okrucieństwa niszczyły i deprawowały nie tylko ciała, ale i dusze ludzkie. Zastanawiała się, czy i ona nie przyczyniła się do tej straszliwej sytuacji swoim odstąpieniem od Boga. Widziała ludzi umierających w zaślepieniu zła. Obawiała się o ich los w wieczności. Prosiła Boga, żeby zesłał ratunek dla biednej ludzkości i aby ona sama otrzymany cenny dar życia mogła zużytkować na Jego chwałę. Pragnęła także posiąść sztukę życia, o to przecież modliła się przez wiele lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieło fundatorskie Zofii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z natchnienia Bożego postanowiła założyć zgromadzenie poświęcone czci Najświętszej Duszy Pana Jezusa. Zrozumiała, że będzie ono bardzo aktualne w dobie oddalania się świata od Boga i zaprzeczania wartościom duchowym. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej widziała siłę odrodzenia i ratunek przed przerostem materializmu i zafascynowaniem doczesnymi dobrami. Poprzez zakon rysowały się różnorakie możliwości oddziaływania na wszelkie dziedziny pracy ludzkiej, budzenia zmysłu Chrystusowego i rehabilitacji dla wartości duchowych, najcenniejszych, bo nieprzemijających.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Utrata majątku rodzinnego (został skonfiskowany) nie spowodowała u niej najmniejszego załamania. Stawka szła o sprawy daleko ważniejsze. Ludzkości zachłyśniętej kultem ciała, zmaterializowanej i merkantylnej chciała zaprezentować świętość Duszy Chrystusowej, poprzez którą docenić można wartość własnej duszy i odrodzić się w Chrystusie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyzuta wiec ze wszystkiego co ziemskie, ale bogata w Boga, nie mając żadnych warunków do misji fundatorskiej w Żytomierzu, z ogromnym trudem w 1920 roku przedostała się do Polski i zatrzymała w Krakowie. Pierwsze trzy lata były borykaniem się z wielkimi trudnościami natury materialnej, tworzeniem choćby najprostszych warunków bytowych dla nowej instytucji. Zabiegała też ona w tym czasie o uzyskanie aprobaty dla ideowej koncepcji nowej rodziny zakonnej, co łączyło się z badaniem pism Zofii Tajber przez wybitnych teologów z zakonu Księży Jezuitów. Ciężką pracą fizyczną torowała sobie drogę do zadań, które Bóg jej przeznaczył. Zaznała wtedy doli tych najbiedniejszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 1923 za pozwoleniem Księcia Biskupa Adama Sapiehy Ordynariusza Archidiecezji Krakowskiej założyła w wiosce Prądniku Białym (obecnie dzielnica Krakowa) Stowarzyszenie Katolickie ku czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Tenże Ordynariusz już jako Kardynał przekształcił stowarzyszenie w 1949) roku w zgromadzenie zakonne, a w 1981 Ojciec św. Jan Paweł II zaliczył je w poczet zgromadzeń na prawie papieskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radosne dźwiganie krzyża&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uzyskiwanie od Władzy kościelnej coraz to wyższego statusu potrzebnego do osiągnięcia tożsamości założonej przez Zofię Tajber&amp;nbsp;instytucji odbywało się nic bez cierpień, przeciwności i pokonywania piętrzących się ciągle trudności. Zresztą cała droga Założycielki była jedną Golgotą, jednak ona nie uważała jej za taką. Niemalże od chwili swego nawrócenia umiłowawszy Boga nade wszystko, nigdy w tę Jego miłość nie zwątpiła i na niej budowała swojo nowe życie. Chcąc się odwzajemnić Bogu, dawała Mu ciągle radosne dowody swojej miłości. Nawet w cierpieniu starała się okazywać Bogu wdzięczność, zachować wesele i pokój, aby miał w jej duszy zawsze „słodkie odpocznienie". Wola Boża, obojętnie czy przenosiła jej cierpienie czy radość, była dla niej umiłowanym „pokarmem i napojem". Nazwała ją oddechem duszy. W chwilach prób, myśl że widocznie Pan Bóg tak chce, przywracała jej równowagę, pokój, zaprawiała do męstwa, wielkoduszności, cierpliwości i przetrwania wielu ciosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze kilkanaście lat istnienia zgromadzenia charakteryzowało sią wielkimi brakami materialnymi. Uwłaszcza prymitywne warunki mieszkaniowe powodowały niską stopę życiową, niedostatek, częste doskwierał głód. To jednak nie zrażało M. Pauli ani sióstr formowanych w świetle jej wielkiego i wspaniałomyślnego ducha. Umiały nawet tym „minimum" dzielić się z biednymi i pracować bezinteresownie, a takie potrzeby zachodziły stale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwych cierpień czyli utrapień moralnych dostarczały Zofii Tajber okoliczności, które napotykała w rozwoju swej doktryny. Było to po części zrozumiałe. Jej koncepcja ideowa, chociaż mocno oparta o naukę objawioną, niemniej połączona z mistyką i prywatnymi objawieniami, budziła nieraz zastrzeżenia ze strony czynników kościelnych przez swoiste ujęcie, nie zawsze mieszczące się w dotychczasowej terminologii teologicznej. Mogły również razić przelane na papier jej prekursorskie myśli, które dopiero dzisiaj w świetle nauki soborowej można zrozumieć i pozytywnie ocenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka Założycielka mężnie trwała przy „sprawie", jak nazywała syntezę głoszonej przez siebie nauki. Nigdy jednak nie uczyniła nic, co by było sprzeczne z wolą hierarchii kościelnej i zawsze nakłaniała siostry do posłuszeństwa Kościołowi w sprawach doktryny wiary. Sama również zachowywała taką postawę. Różne nakazy i zakazy przyjmowała ze spokojem i wdzięcznością ufając, że jeśli Bóg powierzył jej taką „sprawę", to On sam ją przeprowadzi przez wszystkie burzliwe i niebezpieczne drogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześledzenie dziejów historii zgromadzenia od strony prezentowanej przez Matkę Paulę nauki, wskazuje na przedziwną Opatrzność Bożą, która nie pozwoliła na rozpad jej dzieła. Rosło ono w ogniu przeciwieństw, niechęci i niezrozumienia. „Sprawa" miała wielu przeciwników, a nawet zaciętych wrogów. Nie brakło jednak także od samego początku wielu światłych kapłanów, którzy umieli dostrzec w pismach Matki wiele pięknych, mistycznych myśli. Bronili dlatego ich słuszności, a także przejęli się, ich wartością, mniejszą uwagę zwracając na pewne nieścisłości. Widzieli bowiem możliwość wzbogacenia życia religijnego przez kult Duszy Chrystusowej i tajemnicę bytowania Chrystusa w duszach ludzkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią bolesną próbą Matki Zalożycielki było złożenie jej z urzędu przełożonej generalnej i przeniesienie na placówkę zgromadzenia do Siedlca. Tam zakończyła życie w 1963 roku w opinii świętości. Na Mszy św. pogrzebowej, która została odprawiona w kaplicy domu generalnego w Krakowie, ówczesny Biskup, rządca diecezji, wikariusz kapitulny Karol Wojtyła, pięknie scharakteryzował sylwetkę Matki Założycielki, wskazując na głębię jej ducha i aktualność idei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyniła wszystko na chwałę Bożą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. Paula Zofia Tajber wczuwając się w potrzeby społeczne epoki narzuciła swemu dziełu dosyć obszerny wachlarz prac o charakterze wychowawczo-oświatowym i charytatywno-społecznym. Warunki ekonomiczne: brak odpowiedniej bazy materialnej do 1939 roku, następnie okupacja i trudny okres dla rozwoju instytucji zakonnych w Polsce po II wojnie światowej, nie sprzyjały zrealizowaniu planów Założycielki. Dlatego starała się wykorzystać te możliwości, które można było urzeczywistnić i które służyły dobru społecznemu. Zakładała ochronki w nowo powstałych filiach, różne pracownie, w których dziewczęta uczyły się zawodu, kuchnie dla biednych. Roztaczała opiekę nad starcami i biednymi. Siostry zajmowały się pielęgnowaniem chorych w szpitalach i w domach prywatnych, prowadziły kolonie, katechumenat dla Izraelitek, zajmowały się wychowywaniem opuszczonych dzieci i sierot, a także prowadziły katechizację dzieci i dorosłych. W latach pięćdziesiątych włączyły się w prace przy parafiach jako katechetki, zakrystianki, organistki, kancelistki itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te prace siostry miały obowiązek spełniać z nadprzyrodzoną intencją, wnosząc wszędzie ducha Bożego, a samą pracę wykonywać tak, żeby ona była „podnoszona do godności nabożeństwa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sylwetka duchowa Matki Tajber&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę całokształt dokumentów archiwalnych zgromadzenia, zwłaszcza notatek autobiograficznych M. Tajber, wspomnienia różnych osób o niej oraz wypowiedzi sióstr, można dojść do wniosku, że Matka Założycielka reprezentowała sobą typ nowego człowieka „pławiącego" się w szczęściu. Jak do tego doszło? Przecież całe jej życie zakonne oscylowało między cierpieniami ducha, niedomaganiami fizycznymi, a ciosami zdającymi się zwiastować zagładę zgromadzenia. Cała tajemnica jej szczęścia to miłość do Chrystusa Eucharystycznego i ciągłe trwanie przy Nim żyjącym w duszy, staranie się o Jego dobry „los" w sobie i w innych, a także ustępowanie Mu miejsca, by On działał, promieniował i przejawiał się przez nią. O jej bogatej osobowości świadczy najlepiej duchowość zgromadzenia, którego była pierwszym żywym, praktycznym odbiciem. Myśli jej ciągle były zanurzone w sferach spraw Bożych. Cieszyła się, że „jest żywą myślą, myślą Stworzyciela", jest osobą pomyślaną od wieków, pożądaną przez Boga. Chciała jak najdoskonalej wypełnić plan Boga względem siebie. Wola Boża była więc jej największym umiłowaniem, bo coraz ściślej jednoczyła ją z Boskim Oblubieńcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnęła znękanej ludzkości przybliżyć Boga, wybłagać u Niego jej odrodzenie. O to modliła się przez całe życie, cierpiała, prosiła, pisała. Często słyszała głos Chrystusa, „Dajcie Mi żyć w sobie, a odnowię oblicze ziemi". W młodzieńczych latach pragnęła założyć „szkołę życia", która by zwracała uwagę na kształtowanie władz duszy: rozumu i woli, kształcenia uczuć, pamięci, wyobraźni. Myślała jak się do tego zabrać. Tymczasem tego wszystkiego nauczyła się w „szkole Boskiego Mistrza". I&amp;nbsp;dlatego tak bardzo pragnęła podzielić się tym ze wszystkimi. Zrozumiała, że świadomość o żyjącym w duszy ludzkiej Bogu skierowuje człowieka do głębin Jego życia, doprowadza do coraz większego zjednoczenia z Nim. To jest ta nowa, najlepsza pedagogia. Odczuła to na sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miała wady jak każdy człowiek, walczyła z nimi, w pierwszym rzędzie z porywczością i dumą. Ćwiczyła się w cnotach. Wiedząc, że jest za słaba, by osiągnąć doskonałość, „przyoblekała się w świętość Chrystusa", Uznała to za najlepszy środek w wyrugowaniu wad i upodobniania się do Niego. Dążyła do Chrystusa całym sercem, nie zwracając uwagi&amp;nbsp;na otchłań nędzy, własnej czy cudzej, lecz zapatrzona była w „głębię Bożą". Ponieważ oparła się jedynie na Bogu, rozliczne przeszkody i kłopoty były dla niej tylko dodatkową kuźnią cnót. Nie chciała być męczennicą trudów życia czy przeżyć wypływających&amp;nbsp;z miłości własnej, ale, jak pisze — co jest stwierdzeniem oryginalnym — „męczennicą pożądań doskonałości", wzbogacania się duchowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo kochała Matkę Najświętszą, która była dla niej Mistrzynią życia duchowego. Czciła ją szczególnie jako Matkę Ciała Mistycznego, czyli Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miała wielkie poczucie piękna i harmonii, zachwycała się przyrodą. To pomagało jej ukochać Odwieczną Harmonię — Boga. Łączyła w sobie skłonność do filozoficznej refleksji, pęd do poznawania prawdy, wielką wrażliwość na dobro, współczujące i otwarte serce na potrzeby bliźnich. Całe jej życie można by określić jednym zdaniem: było ono służbą bliźniemu i to służbą w jej różnych aspektach. Nie potrafiła nigdy przejść obojętnie wobec jakiejkolwiek potrzeby drugiego człowieka. Uczulała na to swoje siostry. Jej zasięg oddziaływania nie ograniczał się nigdy do najbliższych. Myślą, sercem, modlitwą docierała do najdalszych zakątków ziemi, do wszystkich narodów i ras. Modliła się przeważnie „za całą ludzkość" i w jej imieniu. Okazywała każdemu miłość, szacunek i życzliwość, niezależnie od stopnia wykształcenia, pochodzenia czy wyznania. Dla swoich córek duchowych była faktycznie „matką". Nie wynosiła się nad innych, była pełna prostoty i pokory.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-6778700634358982892?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/6778700634358982892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/s-fabiana-ptak-rozmiowana-w-eucharystii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/6778700634358982892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/6778700634358982892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/s-fabiana-ptak-rozmiowana-w-eucharystii.html' title='S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (1)'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-5822194742239030015</id><published>2011-04-05T08:54:00.000-07:00</published><updated>2011-04-05T09:02:17.771-07:00</updated><title type='text'>Agata Ślusarczyk: Służebnica Boża Paula Zofia Tajber rozmiłowana w Eucharystii</title><content type='html'>Edycja rzeszowska 13/2005: Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Służebnica Boża Paula Zofia Tajber rozmiłowana w Eucharystii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agata Ślusarczyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Roku Eucharystii jesteśmy zachęcani do odkrywania Eucharustii na nowo, do świadomego uczestniczenia we Mszy św. oraz do częstej adoracji Najświętszego Sakramentu. Przykład umiłowania Eucharystii dają nam święci i błogosławieni, którzy traktowali ją jako wyjątkowy dar i źródło siły w dążeniu do doskonałości. Jezus Eucharystyczny był przedmiotem najwyższej czci również dla służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zofia Tajber pochodziła z ziemi podlaskiej, a dzieciństwo i młodość spędziła w Żytomierzu. Przeżyty w latach studenckich kryzys wiary stał się dla niej inspiracją do poszukiwania nowej drogi życia. Po kilku latach wewnętrznej udręki, w Chrystusie wystawionym w Najświętszym Sakramencie, odnalazła swoje szczęście doczesne i wieczne. Zrozumiała, że jest powołana do założenia nowej rodziny zakonnej poświęconej czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdaniem służebnicy Bożej, całe życie wewnętrzne człowieka powinno opierać się na przekonaniu, że Jezus którego przyjął w Komunii św., uczestniczy w jego myślach, słowach i postępowaniu. Wiara w obecność Jezusa w duszy – według jej nauki – wydelikatni sumienia ludzkie, bowiem każdy będzie zwracał uwagę na swoje postępowanie. Idea życia Jezusem jest środkiem na odrodzenie ludzkości i zaprowadzenie Bożego pokoju na ziemi. Jest ona „szkołą życia duchowego”, która wprowadza człowieka w życie Boże, daje mu możność posiadania Boga i oddania się do Jego wyłącznej dyspozycji. Służebnica Boża podkreślała, iż trzeba dostrzegać Jezusa w bliźnich, dlatego uwrażliwiała siostry, by odnosiły się do bliźnich z wielkim szacunkiem. Mówiąc o obecności Chrystusa w duszy ludzkiej, chciała ukazać, że Pan Bóg jest nie tylko dla wybranych, ale z każdym chce nawiązać łączność i „każdego człowieka wynieść do wielkiej świętości”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pism Matki Tajber wynika, że adoracje Najświętszego Sakramentu i częste przyjmowanie Komunii św. prowadziły ją do głębokiego zjednoczenia z Chrystusem. Często powtarzała siostrom, że Pan Jezus, którego przyjmujemy w Eucharystii, przychodzi podjąć trud pracy nad naszym uświęceniem. Dlatego radziła, aby w Sakramencie Miłości przyjmować Jezusa raz jako Brata, innym razem jako Mistrza, Przyjaciela lub Lekarza czy Zbawiciela. Tylko trwanie w Chrystusie – winnym Krzewie może wydać bogate owoce w apostolstwie. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej służebnica Boża widziała antidotum na szerzące się materializm i liberalizm. Przypomina również dzisiaj, że rzeczy materialne, choć są potrzebne do godnego życia człowieka, nie mogą go zdominować i zniewolić. Źródłem siły do pokonywania w sobie trzech pożądliwości: ciała, oczu i pychy żywota jest Chrystus, którego przyjmujemy w Eucharystii. Sł. Boża Paula Zofia ukazała to wyraźnie swoim życiem. Jej posłannictwo dobrze streszcza fragment modlitwy: Boże, Źródło wszelkiej świętości (…) prosimy Cię o chwałę ołtarzy dla Twej służebnicy m. Pauli Zofii Tajber, która swoim życiem wielbiła Najświętszą Duszę Chrystusa, widząc w Niej najdoskonalszy wzór naszego zjednoczenia z Bogiem i ofiarnej miłości, i która bezgranicznie oddana była sprawie odrodzenia ludzi poprzez służbę uświęcenia nieśmiertelnych dusz ludzkich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bibliografia: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konstytucje Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, Kraków 1988; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;s. Agata Jadwiga Bartyzel CACh, Żyć Jezusem. Duchowość Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, Kraków 2002; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;s. Fabiana Ptak ZDCh, Służyła Bogu w radości i dziękczynieniu, Wydawnictwo Ojców Karmelitów Bosych, Kraków 1987; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;s. Fabiana Ptak ZDCh, Rozmiłowana w Eucharystii, Wydawnictwo Ojców Karmelitów Bosych, Kraków 1988; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Otto Filek OCD, Promieniować Chrystusem, nakładem Polonii Amerykańskiej, Rzym 1983; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/paula_tajber/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-5822194742239030015?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/5822194742239030015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/agata-slusarczyk-suzebnica-boza-paula.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5822194742239030015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5822194742239030015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/agata-slusarczyk-suzebnica-boza-paula.html' title='Agata Ślusarczyk: Służebnica Boża Paula Zofia Tajber rozmiłowana w Eucharystii'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-2488321063684575966</id><published>2011-04-05T08:49:00.000-07:00</published><updated>2011-04-05T08:49:56.601-07:00</updated><title type='text'>Dusza Chrystusa</title><content type='html'>Niedziela w Chicago 05/2004 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dusza Chrystusa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprac. A. F.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Moim jedynym pragnieniem w życiu jest, by Bóg był przez wszystkich kochany, by wszystkie narody Go poznały i nade wszystko umiłowały”. Takie skromne pragnienie miała apostołka Duszy Chrystusowej sługa Boża Matka Paula (Zofia Tajber), założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zofia Tajber urodziła się 23 czerwca 1890 r. w Białej Podlaskiej. Młodość spędziła w Żytomierzu, gdzie pod wpływem lektury filozofów ateistycznych przeżyła kryzys religijny. Nawrócona oddała się całkowicie Bogu. W swoim młodzieńczym życiu doświadczyła, jak ciężko jest żyć bez iskry wiary, a będąc świadkiem okrucieństw, zniewolenia, zdeprawowania człowieka w czasie rewolucji rosyjskiej, a następnie I i II wojny światowej, zrozumiała jeszcze lepiej, do czego zdolny jest człowiek, który odrzuci całą prawdę, Bożą prawdę o człowieku, o jego godności płynącej z faktu, że jest istotą stworzoną z wielkiej miłości Boga do człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka Paula prowadziła głębokie życie wewnętrzne, doznawała przeważnie natchnienia od Boga w sferze intelektualnej, rzadko otrzymując łaskę nadprzyrodzonych widzeń. Istotą jej posłannictwa było szerzenie kultu Najświętszej Duszy Chrystusa Pana i ukazywanie przez to wielkiej wartości duszy ludzkiej, budzenie świadomości o życiu Pana Jezusa w duszach ludzkich, pouczanie o odpowiedzialności za rozwój na ziemi Mistycznego Ciała Chrystusa Pana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę duchowość Matki Pauli wyrażają litanie i modlitwy tchnące jej żarliwą wiarą, apostolską troską, wołaniem o powszechne odrodzenie ludzi i świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apostolat Najświętszej Duszy Chrystusowej rozwijany jest obecnie w Polsce przez Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, zwane siostrami Duszy Chrystusowej. Posłannictwo założycielki propagują ludzie świeccy wraz z siostrami Zgromadzenia. W Chicago Apostolstwo Duszy Chrystusowej rozwija się od 1994 r., kiedy to karmelita bosy o. Jerzy Woźniak zaszczepił w środowisku polonijnym ducha tego Apostolstwa i zainicjował specjalne nabożeństwo, na które składa się Droga Krzyżowa, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Wystawienie Najświętszego Sakramentu i procesja wokół kościoła. Grupa Apostolstwa Duszy Chrystusowej zbiera się w każdą ostatnią sobotę miesiąca na specjalnej Mszy św. w parafii św. Jana Brebeuf w Niles, 8307 N. Harlem. Z wielkim oddaniem już od 10 lat prowadzi jedyną tego rodzaju grupę apostolską zelatorka Jolanta Dziok (tel. 1 773 792-2939).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-2488321063684575966?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/2488321063684575966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/dusza-chrystusa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/2488321063684575966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/2488321063684575966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2011/04/dusza-chrystusa.html' title='Dusza Chrystusa'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-6929990826542616824</id><published>2010-03-25T09:41:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T09:42:27.613-07:00</updated><title type='text'>Opis działania Bożego w mojej duszy (m. Tajber)</title><content type='html'>(--) Pamiętam, że od pierwszej chwili nawrócenia mego, gdy tylko raz jeden pojęłam, że Pan Bóg przyjście Swoje na świat w postaci człowieka i wszystkie inne ofiary uczynił dlatego, że tak ukochał duszę ludzką i tak wielką jej cenę nadał – gdy pojęłam, że wszelkie bogactwa duchowe wysłużył dla tejże duszy naszej ludzkiej i tylko czeka, kto by się po te bogactwa zgłaszał i sięgał po nie – o! to On już miał mnie przy nich we dnie i w nocy, bo wciąż w nie siebie przyodziewałam. A wyczuwając, że Panu Bogu to moje przystrajanie się w Jego boskie klejnoty podoba się, używałam, ile mi tylko sił duchowych i umysłowych starczyło. Doszło do tego, że nieraz, gdy tylko o czymkolwiek myślałam, np. o Męce Pańskiej, zaraz mówiłam Panu Bogu, przymilając się, że ona cała jest moją własnością, więc każde cierpienie Jezusa, które wysługiwało dla całego rodzaju ludzkiego zbawienie, uświęcenie i zjednoczenie z Bogiem; kochając je całą duszą, jakbym wchłaniała w siebie i karmiła się całym Jego bogactwem.&lt;br /&gt;Lub, gdy rozmyślałam o siedmiu darach Ducha Świętego, to zaraz mówiłam Duchowi Świętemu, że one wszystkie są moje, bo mój najmilszy Jezus je wysłużył, a On − Duch Święty w czasie sakramentu bierzmowania wlał mi w duszę i tak silnie te dary kochałam, że zdobywałam je u Boga bez wszelkiej trudności, nie tak myślą i rozumowaniem, jak miłością swoją dziecięcą, szczęśliwą i prawdziwie gorącą. Lub, gdy myślałam o przywileju Niepokalanej Dziewicy Boga Rodzicy, to tak Go w Matce Najświętszej kochałam, mówiąc do Niej, iż Ona będąc Matką mego Oblubieńca Boga, tym samym jest i moją Matką – a z Matką Boga przychodzą bogactwa i na dzieci, więc i Jej niepokalane piękno duszy i mnie się należy i jest moją własnością.&lt;br /&gt;W ten sposób zabawiając duchowo i Boga i siebie w pierwszych latach nawrócenia mego do Boga – Bóg stał się moim najmilszym i najbliższym, żywym Ojcem, Zbawicielem, Bratem, Oblubieńcem, a Matka Najświętsza prawdziwie moją ukochaną Matką i przemożną opiekunką.&lt;br /&gt;W Jezusie wszystko do mnie należało i cały rodzaj ludzki i nie tylko ta planeta, ale cały wszechświat, z nieznanymi mi tajemnicami i całym bogactwem duchowym i materialnym, a to, dlatego że Bóg w Trójcy Jedyny stał się też cały moją Najdroższą własnością.&lt;br /&gt;Otóż taka była droga mego zjednoczenia się z Bogiem i Pan Bóg zawsze gorąco mnie zachęcał, ażebym do Niego tą drogą i całą ludzkość w przyszłości przyprowadziła, bo dusze kroczące tą drogą dziecięcej prostoty, miłości, wesela i całkowitego przynależenia do Niego Boga, a i posiadania Go są Mu wielce miłe, a nawet stają się po prostu Jego rozkoszą.&lt;br /&gt;Nieraz w duszy mej również zapadała wewnętrzna duchowa ciemna noc! – lecz ja, zaraz wzorując się na ludzkim rozumie, który potrafi z nocy uczynić sobie jakby jasny dzień – używając, np. elektryczności czy innych sposobów oświetlenia, że doskonale w swoim domu wieczorem, a nawet i w nocy może pracować, a nawet, a nawet!... czas przyjemnie w rodzinie lub w innym towarzystwie spędzać. Toteż i ja zaraz sobie umyśliłam, że gdy Słońce Odwieczne − Jezus, duszy mej nie rozświetla, wtedy zapada jakby ciemna, ponura, duchowa noc – muszę też roztropnie już innym światłem, więcej sztucznym dom swojej duszy rozjaśnić i rozświetlić, bo strasznie nie lubię ciemności duchowych.&lt;br /&gt;Otóż tym światłem wewnętrznym w taką duchową noc było tak najdoskonalsze poddanie się woli Bożej, rodzące pokój ducha, cierpliwość, zrównoważenie, a nawet ciche, głębokie wesele i szczęście na myśl, taka jest wola Boga najsłodszego.&lt;br /&gt;Choć co prawda nie była to już ta jasność dnia Słońca Odwiecznego, która bije z wyczutej obecności Jego, Boga-Człowieka w duszy naszej, ale również rozkoszna, choć bez porównania mniejsza – bo w najcięższych chwilach życia – to ciche, pokorne zgadzanie się z wolą Bożą i ta usilna myśl, że taka, a nie inna jest wola Boga – przy najcięższych warunkach życia dawała mi słodycz i ubłogosławienie.&lt;br /&gt;Toteż ani miłość własna, pycha i żadne zniechęcenie, bunty, ani szatańskie pokusy, nie zdołały wytrącić mnie z równowagi, ani przyćmić na chwilę mego szczęścia należenia do Boga i posiadania Jego Najsłodszego mej duszy (--).&lt;br /&gt;Od pierwszej chwili całkowitego zwrotu mego do Boga zapragnęłam całą duszą żyć wolą Boga, a więc prawem Jego Boskiego Ducha i rozumiałam to dobrze, że o ile to prawo Ducha Bożego będzie miało we mnie moc swego prawa, wtedy dopiero i tylko wtedy będę posiadała w sobie moc Boga samego i już i ja będę miała prawo do tej mocy prawa bożego we mnie i nade mną przejawiającego się. A zatem  zaczęłam usilnie, na każdym kroku i w każdej chwili życia dbać jedynie o to, ażeby Bóg najmiłościwszy mógł, a przez to i zechciał we mnie prawo Mocy Swego Ducha zakładać w głębie mojej duszy, a przez to, ażeby sprawiedliwie miał swe prawo we mnie i nade mną stwierdzać (--).&lt;br /&gt;A wiec starałam się, ażeby moje postępowanie z bliźnim na zewnątrz i wewnątrz, całe było budowanie według woli Boga Najświętszego i tu zaraz starałam się w tę moc boską prawa Bożego wczuwać się, jak to ona moja dusze zasila i w jaki sposób czyni mnie umiłowanym dzieckiem Bożym, wierną służebnicą Bożą i rozkoszną Mu oblubienicą (--).&lt;br /&gt;Zrozumiałam rzecz bardzo ważną, że tak samo jak prawo dobra ma siłę Boga samego w sobie, tak też i prawo zła ma siłę samego szatana.&lt;br /&gt;I otóż Pan Bóg jest sprawiedliwy, dał człowiekowi rozum, wolną wolą i uzdolnienia duszy, jakich doskonałość Sam w sobie posiada – a przez to człowieka do Siebie upodobnił i przeznaczył go do tego, ażeby przeszedłszy przez czas próby, żyjąc Nim i dla Niego, znalazł swoje szczęście w upodobaniu się jak najpełniejszym Bogu, a przez to mógł dostąpić całkowitego w wieczności zjednoczenia z Nim (--).&lt;br /&gt;Otóż zrozumiawszy, że moc ducha dobra musi ściśle rozwijać się właśnie w mej duszy, która to zrozumiała, musiałam wciąż tylko czuwać i czuwać, aby wciąż i wciąż, w każdej chwili życia nie tylko że nie utracić tego prawa dobra w sobie, ale żeby ono się potęgowało w przeróżny sposób jak najszybciej, ażeby niczym nie tamować jego cudotwórczego i cudownego wzrostu (--).&lt;br /&gt;Zwracałam swoją myśl do Stwórcy Wszechmogącego i mówiłam Mu myślenie, lecz z cała potęgą mej spragnionej duszy: „Ja chcę posiadać wolną wolę, wolną od złych zamiarów, namiętności, a chcę ją mieć tylko dobrą, czystą i doskonałą. Chcę, ażeby moje zamiary podobały się Tobie, Boże, ażeby one nie były moimi, ale też i Twoimi, gdyż Ty Najmędrszy wiesz, co dobre, pożyteczne, doskonałe, a ja chcę stać się dobrą, pożyteczną i doskonałą”.&lt;br /&gt;Tego rodzaju były moje rozmowy z Bogiem i modlitwy, które zanosiłam w codziennych mych przechadzkach.&lt;br /&gt;Chcę posiadać myśli tylko czyste, wielkie, głębokie, wzniosłe, które by pochodziły od Ciebie Samego, Stwórco mój i Ojcze. Ja chcę z Tobą, bezpośrednio z Tobą obcować, boś ty mi dał życie i w Tobie moje życie, boś moim życiem!&lt;br /&gt;Ja żądam od ciebie, Stwórco, ażebyś mi dał moc woli Swojej, która by odnowiła moje życie! Ja mam prawo żądać od Ciebie tego, boś Ty mi Ojcem, a ja Twoje biedne, osamotnione dziecię! Ja muszę otrzymać od Ciebie, Boga Stworzyciela, Ojca, pomoc, bo inaczej zginę, a Ty nie chcesz, ażeby to stworzenie i dziecię zginęło, któremuś dał życie i przeznaczył do wyższych, wspaniałych rzeczy, bo ono nosi podobieństwo Ciebie Samego: ma rozum, wolę wolną i nieśmiertelność.&lt;br /&gt;Ja chcę − rozumiesz − ja pożądam, ja żądam, ażebyś mi się udzielił, bo bez Ciebie umieram! Umieram duchowo – a ja żyć chcę, żyć Tobą, w Tobie i dla Ciebie, o Dobry Boże!...&lt;br /&gt;Ja widzę wkoło zło, a ono przecież nie z Ciebie Boże wyszło, a dlatego istnieje, iż twory noszące Twój obraz nie chciały tego, czego Ty chcesz Boże, a to, co same chciały. A więc ja nie chcę z nimi mieć coś wspólnego, zatem nie chcę nic sama ze siebie, nic! kompletnie!!!, a tylko to, co Ty chcesz, o Boże. Chcę żyć Twoją wolą, Twoją myślą, Twoją mocą, Twoim duchem, Twoim życiem! I oto ja muszę to, o co cię błagam mieć, boś Ty mnie po to stworzył, ażeby to, o co Cię proszę dawać, gdyż do tego przeznaczyłeś mnie i ja po to jedynie żyję, ażeby u Ciebie brać, jak najwięcej brać to, co Ty mi dawać chcesz!&lt;br /&gt;Idąc szybkim krokiem (bo zawsze lubiłam w tym okresie prędkim chodem rozwijać w sobie energię szybszego, zdecydowanego myślenia i potęgowania w ten sposób zapału do coraz bardziej stanowczych postanowień, lecz też niekiedy na odludnym miejscu stawałam, aby lepiej zgłębić rzecz rozważaną) mówiłam dalej zapalona: „Ja chcę bystro, zdecydowanie, odważnie chodzić drogami Bożymi – chcę!, a więc już siłę woli mej potęguję i już idę a teraz Ty, Stwórco ukochany, daj mi światło, jaką drogą mam chodzić i co na tej drodze będzie Ci się podobało, bo chcę iść na przebój śmiało i gdy już raz pójdę – to chcę iść bez wytchnienia, aby tę drogę przejść i dojść do końca, do Ciebie Boże.&lt;br /&gt;Tak, Stworzycielu, mój Panie, tu musi jasno, otwarcie i zdecydowanie być mi odkryta droga, którą mam iść, bo chcę iść, iść bez oglądania się, bez wielkiego namysłu, ale raźno, z heroiczną mocą i to iść wprost ku Tobie, Boże. Ja wiem, że ty mnie słuchasz i wysłuchasz, bo lubisz słuchać mowy dzieci, które chcą Ciebie poznać, ukochać i życie swe oddać Tobie.&lt;br /&gt;Ja mam wolną wolę, wolę, którą mogę sięgać Ciebie, mego Stwórcę. Ale wola bez wyższej myśli może być najgorszym złem – widzę to wkoło, toteż chcę, pożądam i żądam od Ciebie Stwórco, ażebyś był łaskaw mi udzielić Swoje własne boskie myśli, bo ludzkie myśli, nad którymi zastanawiam się już tyle lat, a więc idee ludzkie, wszystkie choćby najwyższe, o ile od Ciebie wprost nie pochodzą, są w końcu głupie, czy mniej, czy więcej, a ja chcę posiadać Twoje myśli i Twoją ideę, bo one są mądrością samą, mocą prawa i najoczywistszym szczęściem (--).&lt;br /&gt;Chcę, Mój Boże, abyś mnie bardzo kochał, chcę ażebym Tobie wielce się podobała, więc uczyń mnie taką, iżby oko Twe najłaskawsze, najmędrsze miało upodobanie we mnie. Ja chcę i to tak musi się stać, jak ja chcę, lecz Ty, przede wszystkim Ty, te chcenia w moją duszę wlewasz.&lt;br /&gt;O Stworzycielu i Boże Odwieczny – nie umiem nikogo kochać, ani nawet Ciebie, a to rzecz straszna! – być stworzoną z miłości dla Miłości, a nie posiadać w sobie miłości i tylko mrok ducha, niechęci lub nawet nienawiść.&lt;br /&gt;O! ja tak dalej żyć nie chcę – i nie będę! musi! musi koniecznie i po stokroć i po tysiąckroć musi wszystko we mnie się zmienić – ja tak chcę i Ty Boże też tego chcesz, a więc niechże nasze chcenia zleją się w jedno wielkie chcenie i niech się stanie to, co Ty chcesz.&lt;br /&gt;Ja nie chcę tego czego chcę, bo ja nic już nie chcę, co byłoby moim chceniem, a chcę tylko to, co Ty Stwórco Najłaskawszy Mój Panie chcesz! (--).&lt;br /&gt;Otóż podobne ćwiczenia woli, myśli, uczuć i ducha w tych poprzedzających latach mego odrodzenia miewałam – i tego rodzaju modlitwa poczynała rodzić się w mojej biednej, stęsknionej za Bogiem duszy, a zamrożonej różnymi cudzymi myślami, głupich „mędrców” tego świata.&lt;br /&gt;Wtedy o Chrystusie Panu, Matce Najświętszej i świętych Pańskich jeszcze nie myślałam i wcale ich pomocy nie wzywałam, a tylko Stworzyciel, Bóg był mi Ojcem, Bratem, Siostrą, Matką, Przyjacielem, z Nim jednym obcowałam w ten sposób i przemawiałam do Niego nawet jakby zuchwale.&lt;br /&gt;Ale widać moja siła chcenia, myślenia, choć tak ostra i na pozór zuchwała, podobała się Bogu, bo widział dobrą wolę i moje pragnienie całkowitego oddania się Jemu Bogu, bo w chwilach takiego wołania duszy, niekiedy wlewała się we mnie jakoby jakaś odwieczna potęga czasów i bytu i Bóg − Stwórca wszechrzeczy i ja − stworzenie, stawaliśmy sobie jakby naprzeciw – On Wszechobecny, Wszystkowiedzący, Wszechmocny, a ja maleństwo nic niewidzące, ograniczone, słabe, otwierające na oścież swą maluchną duszę i chcące jakoby Tego Nieograniczonego Boga w sobie pochłonąć i swym maleństwem całego zebrać, aby Go posiąść na wieki (--).&lt;br /&gt;Od chwili oddania się mego Bogu – a szczególnie od chwili bierzmowania, dusza moja znalazła specjalny smak w woli Boga najdobrotliwszego, nie patrząc na to, czy przejaw tej Jego woli był miły sam w sobie dla mnie, czy przykry, a nawet bolesny – wszystko jedno, wola Boża stała się mej duszy rozkoszą i pokarmem najbardziej odżywiającym duszę moją poza pokarmem sakramentalnej Komunii świętej.&lt;br /&gt;A nawet stało się tak – że, gdy przyszło coś ścierpieć, (a było niemało co ścierpieć od samej pierwszej chwili poświęcenia się mego Bogu) to tym bardziej w takich chwilach ta wola Boża była mocą moją, bo kochałam ją jeszcze bardziej, bo jeszcze większą dawała mi ona rozkosz duszy, gdyż w takich chwilach, choćby najboleśniejszych chwilach przejawu woli Bożej, a z mej strony cichego trwania przy Bogu lub kochania Boga, Bóg stawał mi się stokroć razy droższym Ojcem, Bratem, Opiekunem, Zbawicielem, Oblubieńcem, aniżeli by mnie obdarzył największą rozkoszą miłości Swej (--).&lt;br /&gt;Myśl: „Wola Boża”, „Dopuszczenie Boże” wystarczała, ażeby największy niepokój ducha, strach, niechęć, złość, lenistwo, itp. uczucia i myśli we mnie pokonać. Toteż z tchórzliwej stawałam się mężna, z niecierpliwej, upartej – uległa, z leniwej – dzielna, ze zbuntowanej – cicha, z pysznej, zarozumiałej – pokorna, z samolubnej – ofiarna, itd., a więc jakoby jagniątkiem cichym, całkiem poddanym na ofiarę miłosną Boga i bliźniego.&lt;br /&gt;A wszystko to dlatego, że tak kochałam treść tego jednego, krótkiego zdania „Wola Boża” – i wtedy stawał mi się już obojętny sam fakt przejawu tej woli Bożej, lecz drogim mi było najdroższe „chcenie Boga”!&lt;br /&gt;Chcenie Boga skierowane do mnie i mające nade mną władzę było, (a i jest) dla mnie czymś tak wielkim, tak drogocennym, tak ukochanym, że trudno wyrazić, to moje zrozumienie słowami, gdyż ono jest zbyt mistycznym przejawem życia Boga w duszy i życia samej duszy.&lt;br /&gt;Chciałam to zrozumienie określić w ten sposób, że wolę Bożą wyrażającą się nade mną bez oglądania się na to jaka ona sama w sobie była – uważałam za największy zaszczyt dla mnie, który mnie spotkał ze strony Boga względem mnie (--).&lt;br /&gt;„Wola Boża” to tak krótkie, z dwóch zaledwie słów złożone zdanie miało nade mną, tak żywego usposobienia duszą, przedziwny, niewymowny wpływ, że mogę śmiało z całą prawdą powiedzieć, że gdy tylko sobie wspomniałam, czy to w ciężkich, czy zbyt wywyższających i wynoszących mnie chwilach, jedną tylko myśl: „Wola Boża”, a już dusza moja poczynała napawać się jakimś wspaniałym, uroczym, duchowym napojem, robiło wrażenie jakby „coś” z Boga samego wlewało się we mnie i zasilało, ubłogosławiało duszę moją (--).&lt;br /&gt;A więc praca moja nad udoskonalaniem w sobie życia wewnętrznego i pogłębiania go wcale nie polegała na tym, ażeby wyzbyć się wad i wypływających z nich wszelkich niedoskonałości przez jakieś specjalne ćwiczenia, lecz tylko na tym, ażeby wzbogacać się w miłość Boga przez ukochanie we wszystkim woli Boga najdobrotliwszego, gorejącego ku mnie odwieczną miłością, a w tym wzbogacałam się i w miłość bliźniego i w miłość ku samej sobie.&lt;br /&gt;Rozwój mego wewnętrznego życia opierał się głownie na wzbogacaniu siebie w dobra duchowe, a nie na samym wyzbywaniu się czegoś złego, niedoskonałego, gdyż nędza, uważałam, przez to wzbogacenie się duchowe samo przez się we mnie ginąć musiała. I to był system, według którego Bóg Najświętszy moją duszę prowadził od samego początku powołania mego (--).&lt;br /&gt;Uczyłam się tę wolę Bożą kochać zawsze, wszędzie, całą duszą, i to kochanie uważałam za pierwszy swój obowiązek – bo kochać Boga, a nie kochać woli Boga, która nad nami w przejawianiu się wszelkim wyraża, uważałam za kłam zadawany przez nas Bogu „niby” umiłowanemu. Bo tylko ten prawdziwie kocha Boga, myślałam, kto ukocha całą duszą wolę Tego Boga (--).&lt;br /&gt;Zaczynałam coraz lepiej rozumieć przeżywania najwyższego męczennika i Zbawiciela rodzaju ludzkiego Jezusa podczas Jego męki krzyżowej i Matki Jego Bolesnej – wczuwałam się w te przeżywania i wgłębiałam się (bo sam Pan Jezus mnie wprowadzał w te tajemnice zbawczych Jego boleści), w jaki to sposób Oni przez pełnienie woli Bożej, kochanie tej woli, przeprowadzali dzieło odkupienia.&lt;br /&gt;Rozumiałam i wyczuwałam coraz lepiej, że pełnienie woli Boga jest pokarmem duszy i słowa Pana Jezusa do apostołów: „Moim pokarmem jest, abym czynił wolę Tego, który Mnie posłał, abym wykonał sprawę Jego” (J …). Stały mi się całkiem jasną rzeczywistością duchową, przeżytą w życiu mym własnym (--).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-6929990826542616824?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/6929990826542616824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/opis-dziaania-bozego-w-mojej-duszy-m.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/6929990826542616824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/6929990826542616824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/opis-dziaania-bozego-w-mojej-duszy-m.html' title='Opis działania Bożego w mojej duszy (m. Tajber)'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-3014026181829316480</id><published>2010-03-25T09:40:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T09:41:38.197-07:00</updated><title type='text'>Notatki o przeżyciach wewnętrznych</title><content type='html'>Notatki spisane w Żytomierzu w dniach 9 VIII 1918 – 27 III 1919&lt;br /&gt;Wiem, że sama ze siebie nie mogę Ci się Panie Jezu tak podobać, więc obieram sobie za patronkę tego przypodobania się Tobie Matkę Twoją Najświętszą, Oblubienicę Ducha Świętego. Gdy Ona mnie prowadzić będzie, jestem pewna, że Ci się przypodobam, gdyż Ją, Najświętszą Dziewicę, obrałeś Sobie za Matkę. Ona zawsze mi będzie świeciła Swoją pięknością niebiańską i będzie taką mnie czyniła, jaką Ty mnie pragniesz mieć, o mój Drogi Jezu.&lt;br /&gt;Matko Pana naszego! Błagam Cię przez pamięć tej chwili, gdy Archanioł Gabriel zwiastował Ci, że staniesz się Matką Zbawiciela świata, błagam, prowadź mnie, bym stawała się Twemu Boskiemu Synowi, coraz milszą, gdyż On mnie wybiera Sobie i chce mnie mieć za Swoją oblubienicę, oblubienicę w tym zepsutym XX wieku.&lt;br /&gt;Uproś mi łaski, bym nigdy Chrystusa nie obrażała, bym Go kochała miłością seraficzną, służyła Mu z nieugaszonym zapałem, zupełnym zaparciem się siebie. Przecież i Ty, Matko ukochana, tego pragniesz od dzieci Swoich, a stworzeń Syna Twojego. Już nawet teraz dosyć często czuję się tak złączoną w duchu z Chrystusem Panem, że nie czuję żadnego przedziału między Duszą Jego Boską, a duszą moją ubogą, chwiejną i cała zatapiam się − jeśli można się tak wyrazić − w Jego miłość.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;(--) Wtedy nie umiałam się modlić, bo zapomniałam. Teraz w chwili pokusy, oschłości, czy niepokoju mam lekarstwo nadzwyczaj skuteczne. Najpierw się przeżegnam, jeżeli znajduję się sama, albo uczynię to w myśli, będąc wśród ludzi i przepraszam Pana Boga, że choć na jedną chwilę wpuściłam takiego niemiłego gościa do siebie.&lt;br /&gt;Nieproszony gość od razu wynosi się, bo mu niemiło być w domu, tj. u człowieka, który tak się stara zaszczepić jedynie tylko dobro, piękno, prawdę i przygotowując szczerze swe serce dla tak wielkiego gościa jak Chrystus Pan, prawdziwy Syn Boży, nasz Stwórca i Odkupiciel.&lt;br /&gt;Jak teraz jestem szczęśliwą, to trudno opisać, bo mogę często, a nawet co dzień zapraszać i przyjmować Ciebie, Boże, do serca mego. Tak byłam dawniej nieszczęśliwą, bo samotną, w duchu tęskniąc za czymś nieokreślonym – a teraz mogę Cię zapraszać nie tylko myślą, lecz sakramentalnie przyjmować, a to jest wielka różnica. Wierzę i to wierzę bez granic słowom Twoim: „Kto pożywa Ciało Moje i pije Krew Moją, we Mnie mieszka, a Ja w nim” [J…]. Cóż może być dla mnie milszego na świecie, jak upiększanie, przy łasce Twojej, ubogiego serca mego, w którym Ty masz zamieszkać, cnotami, a szczególnie miłością.&lt;br /&gt;Tak wielką − tak zajmującą i pochłaniającą całą mą osobę − mam pracę nad sobą, że chcę żyć jak najdłużej, żeby tę pracę doskonalić i innych pociągać, a przez to zasłużyć na śmierć świętą i życie wieczne w harmonii niebieskiej.&lt;br /&gt;Ta myśl jednak schodzi na plan drugi wobec ogromnej chęci wywdzięczenia się całym życiem moim choć w części Chrystusowi za łaski, którymi jeszcze na tej ziemi nas obdarza.&lt;br /&gt;Pięć, a nawet dwa lata temu pojęcia nie miałam, że tak można być szczęśliwą kochając Boga! Nie darmo moja dusza czuła, że człowiek zupełnie uszczęśliwić mnie nie może.&lt;br /&gt;Teraz, gdy Bóg łaskawy zawitał w moich myślach, sercu, kocham wszystkich; nawet złych zaczynam kochać, lecz naturalnie mam w sercu różne stopnie miłości.&lt;br /&gt;Kocham dlatego, bo to są dusze, tym stworzone prawem, co i ja i przeznaczone do tego samego celu – miłowania Boga, ale one biedne są w ciemności jeszcze.&lt;br /&gt;Teraz rozumiem tych wielkich myślicieli, którzy wciąż piszą o bratniej miłości, lecz oni mi jej nie dali, bo rozumem nie można miłości zaszczepić w sercu.&lt;br /&gt;Trzeba prosić i to silnie, szczerze prosić Stwórcę, Odkupiciela, ażeby mam swego ducha miłości dał, wtedy ta bratnia miłość tak się potęguje i wzrasta, ze sam się dziwisz, jak ta cnota w krótkim czasie daje wielkie owoce.&lt;br /&gt;Przedtem ogromnie brzydziłam się żebraków i zawsze miałam kłopot myśląc, czy mój pieniądz dany im nie popchnie ich w gorszy jeszcze nałóg, jak pijaństwo, itp. Dlatego też nie lubiłam udzielać jałmużny. Dziś dając komuś jałmużnę, choć on jest ohydnie brudny, albo nawet ranami okryty, nie czuję wstrętu, a przeciwnie, jest mi go żal serdecznie, że cierpi.&lt;br /&gt;Zrozumiałam teraz tych świętych, którzy mogli całymi dniami przebywać z nędzarzami, podnosząc ich ducha z upadku i krzepiąc ich wątłe siły.&lt;br /&gt;Oni czuli się wtedy daleko szczęśliwszymi, aniżeli my w najpiękniejszych salonach, słuchając cudownej muzyki wśród wykwintnego towarzystwa, rozmawiając choćby o wzniosłych, pouczających rzeczach.&lt;br /&gt;Ci święci, którzy starali się nigdy Boga nie obrażać, którzy wszystko czynili jedynie na chwałę Jego, oni byli prawdziwie szczęśliwymi w biedzie i niedostatku. Bo czyż można tego człowieka nazwać inaczej, niżeli najszęśliwszym na świecie, w którym Sam Bóg mieszka?!&lt;br /&gt;(--) Klasztor jest to zgromadzenie dusz miłujących Boga, oddanych zupełnie na służbę Jego świętą. Obowiązkiem tego zgromadzenia jest: dziękować za życie Chrystusa Pana tu z nami, Przenajświętszym Sakramencie, przepraszać za zniewagi co dzień wyrządzane Mu przez ludzi, upraszać nowe łaski, a najgłówniejsze − miłować i to miłować Go bez granic.&lt;br /&gt;Cóż to za wielki i wzniosły obowiązek, tak swoją duszę oczyszczać od najmniejszej skazy, aby żadną myślą, odruchem nawet nie obrazić Boga, który żyje wśród nich – lepiej się wyrazić − w nich samych.&lt;br /&gt;Bóg otrzymuje jednymi częściowo od tych dusz tę miłość, która należy Mu się od wszystkich ludzi. Niestety ludzkość dotychczas jest w tak małym rozwoju duchowym: Ludzie tak są bardzo pogrążeni w marności [tego] świata, że o Bogu tak mało, albo wcale nie myślą – i nie spłacają mu należnego długu miłości – i co za tym idzie – modlitwy.&lt;br /&gt;Czasami widzę w wyobraźni następujące obrazy: nastaje dzień, jedni budzą się w przygnębiającym usposobieniu, gdyż muszę ciężko pracować na kawałek chleba, i z tego powodu nie mają czasu na modlitwę poranną, rozpoczynając dzień tylko znakiem krzyża świętego i szczerym westchnieniem do Boga, prosząc o błogosławieństwo; inni w ciężkiej chorobie nie mogą wznieś swego ducha, gdyż bóle straszliwe odbierają im prawie zmysły; inni znowu – lekceważą sobie tę łączność swego ducha z Bogiem (--).&lt;br /&gt;Są też takie dusze, które wcale o Bogu i o swojej biednej duszy nie wiedzą (--). A ilu z nich umiera tęskniąc za Bogiem, lecz nie znając Go?&lt;br /&gt;Wielu chrześcijan umiera w grzechu, nie mogąc się wyspowiadać i połączyć się z Chrystusem Panem z powodu wypadku, nagłej śmierci lub jeszcze innej przyczyny.&lt;br /&gt;A wielu też bywa takich, którzy wracają nad ranem do domu, gdyż całą noc spędzili na obrażaniu Boga i pracy na potępienie swojej duszy, przemieniając swym grzesznym życiem noc w dzień, a dzień w noc. Niestety takich jest wielu. I to jest całe nieszczęście społeczeństwa każdego.&lt;br /&gt;Ileż to zabójstw i zbrodni przez jedną dobę się dzieje na tym Bożym świecie? (--).&lt;br /&gt;Wiemy z nauki, że mózg ludzi jest bardzo wrażliwy na wpływ myśli otaczających go. Popełniona zbrodnia nie szkodzi temu, który ją popełnił, lub temu na którym spełniona została, ale szkodzi całemu społeczeństwu, na które wylewa się i oddziaływa ujemnie.&lt;br /&gt;To samo dzieje się w odwrotnym kierunku: jeżeli dusza jaka zaczyna się podnosić, uszlachetniać, nie tylko ona siebie ratuje, lub otaczających ją, ale dla całego społeczeństwa jest cenną, bo żyjąc w harmonii z Bogiem wnosi na świat nasz harmonię.&lt;br /&gt;Boże drogi! Żeby to ludzie zrozumieli, jak cenne są ich dusze, gdyż w krótkim czasie, przy pomocy Twojej mogą się stać nie tylko szczęśliwe same w sobie, ale są skarbem całej ludzkości − prawdę mówiąc − Twoim skarbem, o Boże !&lt;br /&gt;Czasami tak by się chciało krzyczeć na cały świat, ażeby ludzkość się zastanowiła nad duszą, czynami swoimi, ażeby powróciła do Boga miłując Go bez granic, a tym pomagała bliźniemu. Lecz muszę się wstrzymać całą siłą i wierzyć jedynie w potęgę modlitwy (--).&lt;br /&gt;Czyż takie dusze nie są pożądane dla ludzkości; takie które by mogły z zaparciem ofiarować się Bogu na służbę, miłując Go bez granic: zasyłając i wiążąc swoje myśli, duszę z Bogiem?&lt;br /&gt;Bóg zawsze wysłucha prośbę swego stworzenia, które prosi nie tylko o zbawienie dla siebie, ale przeciwnie, nie może być szczęśliwe póty, dopóki nie zobaczy, że przez jego modlitwy, czyny lub nauki choć kilka dusz będzie zbawionych. Te ukochane dusze, z których niejedne w tym przemijającym życiu żyły tak krótko, jak np. święty Stanisław Kostka, mogą całe wieki dopomagać ludzkości.&lt;br /&gt;Czasami słyszę podobne słowa: że Chrystus mógł to wycierpieć lub cuda czynić, bo był Bogiem, a od nas tego nie można wymagać.&lt;br /&gt;Tak! Porównywać się z Chrystusem nikomu nie wolno, ale trzeba nie zapominać, że jeżeli Mu oddajemy się zupełnie, On przez nas działać może. Mamy dosyć przykładów z naszych świętych. Oni ze swojej strony jako zwykli śmiertelnicy nic nie mogli uczynić, ale jako słudzy Chrystusa mogli nie tylko uzdrawiać, ale i wskrzeszać umarłych.&lt;br /&gt;Cała tajemnica jest w tym, aby starać się nie grzeszyć. To znaczy dać drogę tylko Duchowi Świętemu, Chrystusowi Panu, a najgłówniejsze – miłować i wierzyć, wierzyć bez granic!&lt;br /&gt;Wiem jedno – nie tylko, że wierzę, ale wiem, że w Przenajświętszym Sakramencie jest Sam Chrystus Pan. Kto Go zna choć trochę, nie zaprzeczy temu, że to jest Syn Boży.&lt;br /&gt;Czyż zwykły śmiertelnik odważyłby się powiedzieć coś podobnego, jak: „Bierzcie i pożywajcie, to jest ciało Moje; pijcie, to jest krew Moja” […]. Wierzę, że nikt by nawet uwagi nie zwrócił na te słowa, gdyby ich nie wyrzekł Sam Bóg. Czyżby ludzkość na tyle naiwną była i dwa tysiące lat pożywała opłatek biorąc to za ciało święte, wierząc w słowa jakiegoś tam ubogiego syna cieśli (--).&lt;br /&gt;Gdyby Chrystus Pan nie był Bogiem i nie dawał łaski uświęcającej w Przenajświętszym Sakramencie, to słowa wyrzeczone przez Niego zatarłyby się wśród świata, jak i inne puste słowa.&lt;br /&gt;Słowo Chrystusowe – jest słowem zbawienia i nigdy wartość jego się nie zmniejszy, bo to jest słowo Siły – Boga.&lt;br /&gt;To jest Słowo, które stało się Ciałem (--).&lt;br /&gt;Bóg łaskawy obdarzył nas duchem nieśmiertelnym. I gdy ten duch, który jest maluśkim pyłkiem mgły (jeżeli można tak się wyrazić) połączy się z Duchem Chrystusowym, może się stać podobnym Bogu, bo zawiera w sobie, lepiej powiedzieć, daje w sobie miejsce wyłącznie Bogu.&lt;br /&gt;Ach! Gdyby to ludzie mieli prawdziwą wiarę w obecność Chrystusa Pan w Przenajświętszym Sakramencie przyjmując Go do swego ubogiego serca, staraliby się nie popełnić najgłówniejszych przewinień, w które są bardzo bogaci. W taki sposób daliby możność działania duchowi Chrystusa Pana w sobie i przez siebie. Chrystus Pan może swoją mocą od razu człowieka zmienić, przeistoczyć. Lecz On Bóg chce, aby z naszej strony mieć niezachwianą wiarę i szczere oddanie się Jemu; ażeby ten dar rzeczywiście był darem pochodzącym z wolnej woli dającego, a nie wymuszonym, choć Bóg przecież ma do tego prawo, ale nie chce, bo dał nam rozum i wolną wolę, którą możemy na zbawienie swoje i bliźnich swoich użyć, lub też i na wieczną naszą zgubę. Gdy człowiek choć trochę się garnie do Boga, Bóg łaskawy zaraz darzy go różnymi łaskami (--).&lt;br /&gt;Zamieszkując w takiej duszy Bóg przekształca ją w Siebie. Myśl tej duszy jest myślą samego Boga. A dlatego tak silną, że choć ta istota nie jest widzialną dla oka ludzkiego, gdyż jest ukryta w klasztorze i nie może służyć przykładem dla oka ludzkiego, działa jednak na całą ludzkość nad wyraz potężnie, nie tylko podczas swego życia w ciele, ale całe wieki w życiu innym bez końca. Mamy przecież dowody tego w naszych świętych.&lt;br /&gt;Tak by się chciało każdemu człowiekowi z osobna wytłumaczyć, jakie są najgłówniejsze obowiązki jego wobec Boga i pociągać do Niego, gdyż jestem żywym przykładem XX wieku, że Bóg nie gardzi swoim stworzeniem i jest tak hojny w swoich darach.&lt;br /&gt;Trudno by mi było zrozumieć i odczuć jakie to jest bezgraniczne szczęście, gdy Bóg raczy przemawiać do Swego stworzenia, gdybym sama tego szczęścia nie odczuła na sobie.&lt;br /&gt;Tak często! Ach! Tak bardzo często słyszę, że w klasztorach wcale nie jest tak idealnie, jak ja sobie wyobrażam.&lt;br /&gt;Wierzę temu, że nie zupełnie tak jest, lecz po cóż mi Pan Bóg daje takie pojęcie o klasztorze.&lt;br /&gt;Mówię – jeżeli Bóg mi daje pojęcie, jakie obowiązki są zakonnicy i jaką korzyść one ponoszą społeczeństwu, więc to już po części dowodzi, że jest w tym wola Boża, ażebym szła do klasztoru, bo kogo Bóg powołuje do służenia sobie, temu daje zrozumienie i pociąga do tego życia i pracy.&lt;br /&gt;Idę jedynie z zamiłowania, powołania, a nie z innych powodów. Życie piękne mogę mieć i wśród ludzi, świata, lecz przed paru laty, jak już pisałam o tym, wciąż prosiłam Stwórcę, ażeby mi ukazał miejsce, w którym żyjąc, spełniałabym wolę Jego boską i żebym mogła być szczęśliwą z tego powodu.&lt;br /&gt;Otóż Bóg łaskawy nie dał się długo prosić, ponieważ wskazał mi takie miejsce święte do pracy, że teraz przygotowując się do niego…, już czuję szczęście bez granic.&lt;br /&gt;Wiem o tym dobrze, że praca prawdziwa nad sobą i inna jeszcze dopiero teraz się rozpocznie. Lecz mam nadzieję, że Bóg łaską swoją wesprze i da siły do wytrwania we wskazanej drodze.&lt;br /&gt;Następujący obraz przedstawił się przed oczami wyobraźni mojej: wpośród miasta wielkiego stoi elektryczna stacja, w której naturalnie stoi olbrzymi akumulator. Prąd elektryczny płynie po drutach swobodnie − jeżeli wszystko jest w porządku − i daje światło całemu miastu, a również siłę na wprowadzenie w ruch tramwajów lub innych jeszcze potrzeb ludzkich. Najciemniejsze zakątki mogą być oświetlone, przemieniając ciemną noc swoim światłem prawie w dzień zupełny.&lt;br /&gt;Wśród ludzkości to samo się dzieje. W duszach ludzkich panuje straszna ciemność, pustka! Dusze, które z zaparciem się siebie oddają się na służbę Bogu, ściągają łaskę Bożą na te biedne dusze przebywające w ciemności.&lt;br /&gt;Zgromadzenie dusz, które poświęca się jedynie na to, aby Ducha Bożego w sercu nosić, zachować, są tym sposobem żywymi ołtarzami. Jedynym dążeniem Chrystusa Pana było i jest, ażeby żyć w duszach ludzkich, a nie tylko w kościołach w cyborium. Właśnie te dusze żyjąc ściśle z Chrystusem Panem, tym sposobem tworzą jakby żywy akumulator, który w sobie zawiera boską siłę, bo Ducha Bożego.&lt;br /&gt;Przecież święci na tyle byli pełni Ducha Bożego, że jednym dotknięciem ręki uzdrawiali nawet kaleki od urodzenia.&lt;br /&gt;Klasztor powinien przedstawiać sobą nie co innego, jak stację boską, w której koncentruje się Duch Chrystusowy i za pomocą modlitwy i błogosławieństwa rozpływa się na wodzów ludzkości, najgłówniej na misjonarzy, kapłanów, uczonych, myślicieli, itd., ażeby to w nich ten Duch Święty raczył zamieszkać i błogosławił ich pracom: posługiwał się nimi jako narzędziami swoimi, ażeby oni mogli prowadzić całą ludzkość i służyć jej przykładem (--).&lt;br /&gt;Jedynym zadaniem i celem tej stacji (klasztoru) jest: chwalić Boga, dziękować Mu za łaski, które daje nam za pomocą świętych sakramentów, wyraźniej mówiąc − dziękować za przyjście Syna Bożego, Matki Jego i Zesłanie Ducha Świętego itd. (--). Przebłagać zniewagi, śmiertelne grzechy, które ludzkość popełniła względem Boga, siebie i bliźniego, itd.&lt;br /&gt;Upraszać łaski dla całej ludzkości – tych biednych wygnańców, dzieci Ewy.&lt;br /&gt;Co za przestwór! Jaka to wielka, bezgraniczna praca! Jakim musisz stać się czystym w duchu i na ciele, ażeby móc te święte obowiązki spełniać!&lt;br /&gt;Bóg powołuje nawet grzesznika do służby swojej wolą Swoją świętą, czyniąc go świętym.&lt;br /&gt;Jednym słowem Bóg ulecza cielesnego kalekę, a tym bardziej kalekę duchową. Mam na sobie żywy przykład. W Bożej mocy jest zachować czyste dusze, ale też i z grzesznika uczynić świętego jest w Jego mocy! (--).&lt;br /&gt;Bóg czuwa nad tymi duszami, które Mu służą wiernie, więc tym bardziej spokojną jestem, bo nie tylko z mojej woli chcę tam iść, ale wiem i czuję, że to jest wola samego Boga.&lt;br /&gt;Nie jestem samotną, bo już nawet teraz czuję się złączona duszą z Chrystusem Panem, którego miłość jest wieczną jak On Sam.&lt;br /&gt;Ach! Jak jestem bezgranicznie szczęśliwą! Niczego nie pragnę, jedynie tylko spełniać Jego słodką wolę.&lt;br /&gt;Tak by się chciało całemu światu krzyczeć, opowiedzieć jaki Bóg jest łaskawy! Jak kocha swoje stworzenie! Lecz niestety, trzeba wciąż się powstrzymywać i w skrytości przed Nim tylko swoje uczucia wylewać, bo zaraz ludziom się wydaje, że jesteś przesadną.&lt;br /&gt;Rozumiem ich, że nie mogą tego pojąć, bo przecież nie dawno sama tego pojąć nie mogłam (--).&lt;br /&gt;Jestem bezgraniczne szczęśliwa, że mnie, marnotę, Bóg łaskawy raczy powoływać do tak wielkiej, pięknej, wiecznej służby Swej i daje Siebie miłować, i za to niech Mu będą dzięki na wieki wieczne! (--)&lt;br /&gt;Jezu! dziwne mam dziś uczucia.&lt;br /&gt;Czasami mam chwile smutne, bo żyję między ludźmi, którzy nie mogą nic wiedzieć, jak ty mnie prowadzisz i pociągasz do Siebie: zresztą nie zrozumieliby mnie może nawet, gdybym im opowiadała o tym.&lt;br /&gt;To znów jest mi przykro, że Ty obdarzasz mnie coraz większymi łaskami, a dla wielu być może nigdy znanymi nie będą – które mnie tak silnie pociągają do Ciebie, wzmacniają i pomagają do doskonalenia ducha, a które są niewidzialne dla oka ludzkiego. Tak bym pragnęła świat cały pociągnąć do Ciebie, o mój Jezu drogi!&lt;br /&gt;To mi jest ciężko, gdyż czuję się tak marną i niedoskonałą: wątpię, żeby to być mogło prawdą, że Ty, Najświętszy, mnie powołujesz do tak wielce świętej pracy.&lt;br /&gt;To mi się robi tak strasznie pusto w sercu, gdy spoglądam na życie ludzi bez Ciebie Boże i myślę, jak to ja byłam nieszczęśliwa, odchodząc od Ciebie – bez którego dziś już żyć nie potrafiłabym zupełnie.&lt;br /&gt;To mi nawet straszno, gdy patrzę na swoją nieumiejętność, słabość i niedoskonałość, a ty zaczynasz mnie prowadzić i wkładasz na mnie tak odpowiedzialną pracę. Lęk ten usuwam z mojej duszy, pamiętając na to, że Ty bardzo wiele razy posługiwałeś i posługujesz się najsłabszymi istotami, żeby wykazać moc Swoją (--).&lt;br /&gt;Dusza tęskni gdzieś w bezgraniczną dal, tam szuka w przestworzu punktu oparcia dla siebie. Wiem, że tym punktem oparcia jest Chrystus, który jest tak blisko, a przy tym czasami niedoścignienie daleko! Żeby do Niego się przybliżyć, daleką podróż odbyć trzeba.&lt;br /&gt;Ach! Jak On jest daleko! Jak daleko!...&lt;br /&gt;Nie wiem, czy to kto zrozumie, gdy powiem, żeby do Chrystusa dojść ach! Jak długo i daleko iść trzeba! Co za długa [i] bez końca prawie droga!&lt;br /&gt;On – Ten Wszechmocny Pan – On może do nas zawsze przychodzić, wtedy jesteśmy blisko, blisko Niego, lecz my do Niego tak bardzo daleką drogę odbyć mamy, gdyż doskonałość nie ma granic. A Chrystus powiedział: „Doskonałymi bądźcie, jako Ojciec wasz niebieski doskonałym jest!”[…].&lt;br /&gt;Notatki spisane w dniach 9 X 1919 – 27 II 1920&lt;br /&gt;Oblubienica Duszy Chrystusowej nie powinna mieć czasu na próżnowanie. W tym słowie „próżnowanie” wszystko się zawiera co odciąga, oddala od Chrystusa Pana.&lt;br /&gt;Oblubienico Duszy Mojej, gdy na duszę twoją nadejdzie oschłość, powiedz sobie silnie, z powagą ducha: „Nie mam czasu na oschłości… Czas jest mi dany na to, bym Boga kochała i za łaski Jego dziękowała Mu, więc precz oschłość z duszy mojej”.&lt;br /&gt;Gdy cię zacznie ospałość, oziębłość ogarniać, również powiedz sobie: „Nie mam czasu”. Wyobraź sobie gotowość duchów niebieskich, które są zawsze gotowe do spełniania woli Mojej.&lt;br /&gt;Gdy zaczniesz nieuważnie pacierze odmawiać, pobudź siebie od razu do modlitwy doskonałej, mówiąc: „Nie mam czasu na niedbałe odmawianie pacierzy; nikt mnie w tym nie zastąpi, a czas życia mego na ziemi zmniejsza się z każdą chwilą”.&lt;br /&gt;Gdy przyjdzie na cię trwoga zamieszanie jakie, również powiedz sobie: „Nie mam czasu”.&lt;br /&gt;Gdy zacznie się obawiać o los przyszły i tym sposobem niepokój w jej duszy powstanie, niech siebie w tym utwierdzi i upewni, że nie ma na to czasu.&lt;br /&gt;Gdy choroba ją przygnębi, czyniąc ją niezdolną, nie cierpliwą, niech sobie od razu powie: „Nie mam czasu na niezadowolenie i niecierpliwość”.&lt;br /&gt;Gdy sama siebie zacznie uwielbiać, niech z pośpiechem i przejęciem powie: „O głupoto moja, idź precz, nie mam na cię czasu”.&lt;br /&gt;O zmartwienie jakie zechce ją opanować, gryźć ją, pamięć zaprzątnąć i spokój duszy jej zamącić, niech sobie z siłą wewnętrznego ducha swego powie: „Na to nie mam wcale czasu”.&lt;br /&gt;Gdy pamięć o przeszłym jej życiu, o rodzinie, przyjaciołach odrywać zacznie, a tym samym ją niepokoić, niech sobie szczerze powie: „Nie mam czasu na to”.&lt;br /&gt;Gdy tęsknota ją za kimś lub za czymś ogarnie, niech żywo, z silnym postanowieniem sobie powie: „Nie mam na to czasu”.&lt;br /&gt;Gdy uczuje się osamotnioną w duszy, niech z uszanowaniem dla Chrystusa Pana powie: „Nie, mój Jezu, tego nie chcę, na to zupełnie nie mam czasu”.&lt;br /&gt;Gdy stanie cała  w płomieniach niepokoju, niech z odwagą świętą, z boską odwagą sobie powie: „Nie, na to ja nie mam ani chwili czasu”.&lt;br /&gt;A gdy złość ją ogarnie, niech z uśmiechem na twarzy, jak i na duszy, powie: „O, na to już zupełnie nie mam czasu”.&lt;br /&gt;Gdy tylko coś zacznie ją odciągać od Boga, choćby najmniejsza niedoskonałość, niech zawsze z pełnią energii i siłą ducha powie: „Nie mam na to czasu”.&lt;br /&gt;Gdy bezsenność ją trapić będzie, niech również z żywością powie: „Nie mam na to czasu, gdyż jutro muszę prawdziwie, z całą potęgą mego ducha kochać i chwalić Boga, więc czasu nie mam na bezsenność”.&lt;br /&gt;Podobne czuwanie nad duszą swoją w krótkim czasie uczyni ją zahartowaną i uczyni ją więcej skupioną.&lt;br /&gt;                                                                                                                                      19 X 1919.&lt;br /&gt;O, Boże, jak ja marnuję czas, czas tak drogi i piękny. Jestem mało zjednoczona z Tobą, o Jezu. Ty mnie obdarzasz tak potężnymi łaskami, a ja nie umiem jeszcze szczerze za nie dziękować, należycie z nich korzystać i ich używać tak dla swego dobra jak i innych dusz.&lt;br /&gt;Ach, kiedy to już całkiem będę należała wyłącznie do Ciebie mój Jezu. Czas, ten cudowny przewodnik, ten przyjaciel nieoceniony, łącznik między niebem a ziemią, jest przeze mnie tak mało ceniony. Jego ja pragnę użyć wyłącznie na to, by on mnie złączył, zjednoczył z Tobą, Chryste Panie. Kiedy to nastąpi czas taki, że umrę dla wszystkiego, co od Ciebie odciąga, odrywa, więc i dla siebie samej, a będę żyła jedynie Tobą, moim Bogiem.&lt;br /&gt;Jezu, uczyń ze mną tak, bym zapomniała, że żyję na ziemi, a żyła duchem wyłącznie w niebie z Tobą, przy Tobie, dla Ciebie.&lt;br /&gt;Tak trudno mi jest oderwać się od samej siebie, lecz ta trudność pochodzi stąd, że duch mój, moja dusza jest jeszcze ospałą, leniwą. Przecież ty takie łaski mi dajesz, że tylko westchnąć mi trzeba, a czuję od razu siebie przy Tobie. Lecz leniwą jestem, więc dużo, bardzo dużo chwili w dniu upływa bez życia duszy mojej w Twojej Boskiej Duszy. Ach, wybacz mi Jezu, moją opieszałość względem miłości Twojej. Widzisz, że pragnę sercem, duszą całą należeć wyłącznie do Ciebie.&lt;br /&gt;Wiem, że jeżeli taki czas nastanie, że zatracę swoją wolę, pamięć, świadomość, wszystko, wszystko, co w duszy posiadam w Tobie – o wtedy niebo będzie w duszy mojej, gdyż Ty Najświętszy, będziesz odpoczywał w niej jak w raju.&lt;br /&gt;Jezu, tęskno mi do nowicjatu, lecz nie ziemskiego, a takiego, w którym by dusza moja czuła, że jest pod opieką i kierownictwem samego Boga.&lt;br /&gt;Bóg mój, jedyny władca duszy mojej, niech mną kieruje, niech uczyni mnie taką, jaką mnie pragnie mieć tu na ziemi. Wiem, że Twojej Matce, mój Jezu, tylko okryć mnie swym płaszczem opiekuńczym a wszystko, wszystko co niepotrzebne z pamięci mej uleci, a Sam Bóg Ojciec z Synem i z Duchem Świętym będą żyli w duszy mojej.&lt;br /&gt;Ach, jak jestem jeszcze obojętną na wszystkie otrzymane łaski z nieba. Nie umiem ich należycie ocenić i za nie szczerze dziękować.&lt;br /&gt;Boże mój, Miłości moja jedyna, tęskno mi do całkiem innego życia, tak zewnętrznego jak i wewnętrznego. Chciałabym mieszkać w ciszy, z dala od ludzi, zgiełku i świata. Cieszyć się jedynie miłością Duszy Pana mego. To moja radość, to moje szczęście byłoby również radością i szczęściem mego Pana, gdyż jedynie miłość dusz Jego stworzeń może ugasić pragnienie Jego Duszy.&lt;br /&gt;Ach, kochać Ciebie, Jezu mój kochany – to znaczy żyć w niebie.&lt;br /&gt;Nigdy w życiu moim nie pragnęłam śmierci, a teraz bardzo jej pragnę, bo wiem, że po śmierci życie wieczne następuje i jest z Tobą w Tobie. Wiem, że jeżeli umrę, choćby w tej oto chwili – cieszyć się będę Życiem.&lt;br /&gt;Ty jesteś życiem. Więc jeżeli będę z Tobą ściśle zjednoczona miłością, już nigdy więcej nie umrę, choć dusza żyć będzie jeszcze w ciele tu na ziemi.&lt;br /&gt;Ach, wiem, że trzeba jeszcze wiele razy w życiu umierać, by dobrze umrzeć prawdziwą śmiercią, a raczej – by prawdziwie żyć zacząć, życiem prawdziwym. Pragnę umrzeć, by żyć dalej, choćby nawet na ziemi i to w ciele lecz już życiem innym, nie ziemskim, a życiem duszy zatopionej w niebie. Chcę powiedzieć, że pragnę, bym już nie ja żyła, a żył jedynie Chrystus we mnie.&lt;br /&gt;To samo pragnienie jest i Chrystusa Pana, lecz temu zjednoczeniu jedno jest przeszkodą – oziębłość, lenistwo ducha i opieszałość moja.&lt;br /&gt;Czuję, że wszyscy, wszystko czeka na mnie, kiedy to ten lód duszy mojej ruszy?... Kiedy to moje ospałe serce, leniwa wola się obudzi?...&lt;br /&gt;Wiem, że nieopisanie wielkie łaski czekają mnie, jak i inne dusze. Lecz aby to się stało, muszę się dźwignąć i umrzeć dla siebie.&lt;br /&gt;                                                                                                                                   31 X 1919.&lt;br /&gt;(--) Na początku mego nawrócenia myślałam, że dopuszczam się pewnego zuchwalstwa, pragnąc zostać służebnicą Jego [Chrystusa]. On mnie miłośnie coraz bardziej pociągał i niespostrzeżenie dla mnie samej, przemieniał mnie w służebnicę, a potem w oblubienicę Swoją.&lt;br /&gt;Dziś, czuję, że wszystko, co Jego obchodzi, jest moje, więc i mnie odchodzi żywo. Jego boleść jest moją boleścią. Jego radość staje się radością moją. Nie ma we mnie w tej oto chwili radości, która jego radością by nie była, nie ma boleści, która by nie była Jego boleścią.&lt;br /&gt;Chcę powiedzieć, że nie czuję w sobie radości i boleści, które by Jego nie były, To znaczy, że nie mam już swoich samolubnych, drobiazgowych radości ani boleści.&lt;br /&gt;Cieszy mnie to, co Jego cieszy. A Jego cieszy moja miłość ku Niemu.&lt;br /&gt;Boleję nad tym, co jest Jego boleścią. A Jego boleścią jest, że jeszcze Go nie tak kocham, jak bym mogła kochać Jego − Boga.&lt;br /&gt;Czuję, że nie tylko obchodzi mnie moja własna dusza i cieszę się jej zjednoczeniem z Bogiem, lub boleję nad jej oziębłością. Lecz dusza moja wychodzi z ograniczonych ramek duszy, ducha mego – oto ta moja dusza zatraca pamięć o sobie, a pragnie zbawienia dla wszystkich (--).&lt;br /&gt;Kochać Boga, to kochać całą ludzkość, a kochać ludzkość, to dopomagać jej i pragnąć jej zbawienia.&lt;br /&gt;Pragnąc zbawienia dla ludzkości, to przyczyniać się do uczczenia Boga.&lt;br /&gt;Kochać Boga, to ubiegać się o dusz zbawienie.&lt;br /&gt;Kto kocha Boga, ten nie próżnuje, gdyż pracuje na chwałę Jego, nad dusz ludzkich zbawieniem, chcąc w ten sposób spełnić pragnienie Jego miłości.&lt;br /&gt;Miłość Duszy Chrystusowej ku duszom ludzkim, to jedna rana boleści. Gdyż miłość Jego jest nieodwzajemniona, nie jest mu odpłacona, oddana należycie z miłością.&lt;br /&gt;On kocha nie tak krótko, jak człowiek, a całe tysiące lat, bez początku i bez końca.&lt;br /&gt;Ach, dziwne, dwa tysiące lat temu Chrystus konał z miłości na krzyżu. A dziś tak − jak gdyby w tamtej chwili − wyczuwałam to samo Jego pragnienie miłości.&lt;br /&gt;Często bywa, że w duchu staję przed Nim Ukrzyżowanym i pytam się Jego, czego od nas, oblubienic Swoich wymaga, pragnie? – I pytam, jakie wtedy było Jego pragnienie, co od nas oblubienic Duszy Jego i w jaki sposób chce, żebyśmy te Jego pragnienia dziś wypełniły.&lt;br /&gt;                                                                                                                                    13 XI 1919.&lt;br /&gt;(--). Dusza żyjąca życie zakonnym, całkiem poświęconym Bogu, to dusza, na której promień Boży może spoczywać, może życie Swoje w niej rozwinąć i prowadzić ją do ojczyzny niebieskiej, dla której ona była i jest stworzona i przeznaczona.&lt;br /&gt;Życie zakonne, to modlitwa gorąca, bezustannie unosząca się do Boga i brzmiąca w niebie, to życie duszy na ziemi, duchem przebywającej w niebie.&lt;br /&gt;Klasztor, to ogród Boży na ziemi, w którym rosną kwiaty nieśmiertelne na chwałę Jego świętą.&lt;br /&gt;Życie zakonne, to życie, które strumień łask Bożych sprowadza na ziemię z nieba.&lt;br /&gt;Bóg w tym ogrodzie duchem przebywa, ucząc Swoje dzieci miłości Boga dla Boga.&lt;br /&gt;Miłość zakonnicy to światło w zmroku ziemi, to cień promienia Bożego, który w jej duszy spoczywa. Cień to nie zmrok, smutek jaki lub ciemność, a odbicie tego, co w jej duszy żyje – świta.&lt;br /&gt;Bóg pragnie w duszy zakonnej dziewicy znaleźć dla Siebie życie.&lt;br /&gt;On chce oddychać tchnieniem jej miłości świętej. Pragnie tak jednoczyć jej duszę ze Swoją Boską Duszą, by życie jej tu na ziemi nie było bez życia… Duszy Chrystusowej w jej duszy.&lt;br /&gt;Życie zakonne, to miłość wcielona w duszę oblubienicy Bożej; [to] życie oblubienicy, w której duszy miłość Boża się wciela.&lt;br /&gt;Żyć w zakonie, to dać miłości Bożej wcielać się w jej duszę, to dać Bogu oddychać duszą swoją, która należy już wyłącznie do Boga (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                   9 XII 1919.&lt;br /&gt;Moja najmilsza, jedyna Matko, wiem, że czuwasz nade mną we dnie i w nocy, czyniąc duszę moją z każdym dniem piękniejszą. Czuję wyraźnie troskliwość Twej Duszy około kształcenia duszy mojej dla Boga.&lt;br /&gt;Chcesz ją uczynić niebiańsko – słodką, czystą, wrażliwą na każdą łaskę otrzymaną z nieba; chcesz tak upiększyć wnętrze duszy mojej, by Syn Twój Jedyny Chrystus, a mój Oblubieniec Boży, miał z niej pociechę i radość na ziemi.&lt;br /&gt;Przed kilkoma dniami, gdy żaliłam się Tobie, że moja miłość do Boga i dziękczynienie Jemu jest nikłe, słabe, mówiłaś mi Matko Najświętsza, że mam wciąż zatapiać wzrok mej duszy w Twojej Duszy Najświętszej.&lt;br /&gt;Mówiłaś mi, ach, z jakim zapałem, aż prawie że z prośbą, bym wciąż czerpała miłość i dziękczynienie Bogu w Twojej, tak oddanej Jemu Duszy.&lt;br /&gt;Mówiłaś Matko, że porywy miłości i dziękczynienia Bogu mam jednoczyć z Twoją miłością i Twoim tak miłym i podobającym się Bogu – dziękczynieniem.&lt;br /&gt;Ach Matko, co za szczęście odczuwać w duszy swojej tę miłość, troskliwość Twoją, którą roztaczasz z taką słodyczą nade mną, oblubienicą Duszy Syna Twojego.&lt;br /&gt;Ty, Matko miłosierdzia, nad wszystkimi duszami tak troskliwie czuwasz, gdyż pragniesz wszystkie pociągnąć do Boskiego Syna Twego. Pragnę tobie, moja Matko, wywdzięczyć się za wszystko nieskończoną miłością i dziękczynieniem Bogu.&lt;br /&gt;Ty jesteś Matką Słowa, które na początku było u Boga, a Bogiem było to Słowo, które Ciałem się stało w Tobie przez Twoją świętość, czystość niepokalaną, a teraz mieszka i między nami, a nawet w nas, duszach naszych nieśmiertelnych.&lt;br /&gt;Któż mnie lepiej nauczy kochać Boga i dziękować Jemu, jak nie Dusza Matki Boga-Człowieka. Ona, ta jasna Dusza dziewicza, lepiej od nas wszystkich zna i kocha Boga, więc Ona nauczy nas może i najbardziej udzieli nam poznania tego Boga przez Swoją miłość ku Niemu i dziękczynienie.&lt;br /&gt;Wiem z doświadczenia, że zatopiwszy swój umysł w Duszy Matki Najświętszej, czuję w niej niebo, które Ona i nam pragnie uchylić i udzielić z tego nieba skarbów Bożych dla świata.&lt;br /&gt;Co za spokój, szczęście, miłość, moc, dobroć niebiańską czuje się w tej Duszy Niepokalanej; czuje się, że Bóg w niej przebywał i przebywa wiecznie, tj. że Dusza Jej była w Bogu, nie odchodziła na chwilę od Niego i powróciła na łono Jego Boże. Dziś pragnę jedno uczynić dla mojej Niebieskiej Matki – to stać się podobną do niej przez łaski, które Ona Matka mojego Pana [dla] mnie uprasza w niebie.&lt;br /&gt;Wiem, że w krótkim czasie Jej Dusza Najświętsza może mnie całkiem przekształcić, przemienić, lecz do tego jedno jest potrzebne: kochać Boga i dziękować Mu tak, jak Ona Go kocha i dziękuje Mu w niebie, więc pragnę kochać i dziękować za pośrednictwem Jej Najświętszej Duszy.&lt;br /&gt;Spójrzmy w Jej duszę, a wszystko, co tam ujrzymy będzie tchnęło jedynie miłością i dziękczynieniem ku Bogu (--).&lt;br /&gt;Matko Najsłodsza, pragnę otoczyć Duszę Syna Twego taką miłością, jaką Tyś Go otaczała leżącego w żłóbku w stajence Betlejemskiej.&lt;br /&gt;Ach co za piękny obraz roztacza się przed oczami duszy mojej.&lt;br /&gt;Dziewica – Matka pochylona nad Swym Synem, Bogiem-Człowiekiem.&lt;br /&gt;Któż zdoła pojąć i odczuć te uczucia, które Ona, ta Matka pełna miłości, miała w tej oto chwili w Duszy Swojej niebiańskiej.&lt;br /&gt;O, te uczucia są tak drogie dla Niej samej, że udziela ich tylko tym duszom czystym, w których widzi to podobieństwo do Jej Dzieciątka Jezus.&lt;br /&gt;Boże Drogi, jak pragnę stać się tym czystym, niewinnym dzieckiem w oczach Twoich, o Panie, by móc choć w malutkiej cząsteczce odczuć te święte uczucia Maryi, Matki do Syna nowonarodzonego.&lt;br /&gt;Matko Najświętsza, uczyń duszę moją pięknym, nieśmiertelnym, miłym, żywym żłóbkiem dla Duszy Syna Swego. Ach, niech ta dusza moja, ten żłóbek wiecznie żywy, będzie dla Niego miejscem słodkiego odpoczynku.&lt;br /&gt;Niech On w nim tak promieniuje, jak w tę noc pamiętną – noc narodzenia Swojego Bożego.&lt;br /&gt;Chcę żyć jedynie dla Chrystusa. Chcę Mu być rozkoszą tu na ziemi i w niebie.&lt;br /&gt;Ach wiem, że dusza moja jest drogim skarbem Chrystusa, dla którego On przyszedł tu na ziemię.&lt;br /&gt;O Matko moja, jak jesteś szczęśliwa, posiadając Syna Swego całkowicie bez podziału. Naucz mnie kochać Dzieciątko Jezus Twoją miłością, o Matko, gdyż Ono jest tak obojętnie przyjęte przez dusze ludzkie tu na ziemi (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                  15 XII 1919.&lt;br /&gt;Przed miesiącem będąc w kościele usilnie prosiłam Matkę Najświętszą o uwolnienie nas od nieszczęśliwych, zbłąkanych dusz, które takie klęski ludziom przynoszą. Nie prosiłam o ich nawrócenie, chociaż to jest najgłówniejszą potrzebą dusz, a wtedy pragnęłam jedynie uwolnienia naszego miasta, kraju od tych okropnych ludzi.&lt;br /&gt;Będąc zamodloną ujrzałam w duchu Matkę Najświętszą w nadzwyczajnej bieli zwrócona ku mnie prawym profilem. Trzymała w prawej rączce Swój płaszcz przeźroczysty i robiła nim ruch, jak gdyby coś drogiego, nieszczęśliwego chroniła przede mną niemiłosierną.&lt;br /&gt;Ta postać cudownie piękna była tak przepełniona miłością do tych zbłąkanych owiec Swojego Syna, że i mnie udzieliła się ta słodycz, napełniając duszę moją uczuciem miłości i współczucia dla tych biednych, chorych, zwyrodniałych na duchu braci.&lt;br /&gt;Dziwny był to obraz. Widocznie Matka Najświętsza ukazała mi się wtedy jako Królowa rodzaju ludzkiego, bo na Jej przepięknej główce odkrytej białym welonem, była wysoka, mała, złota korona.&lt;br /&gt;Ach, co za miłość. Co za troskliwość, słodycz, miłosierdzie biło z tej Boskiej postaci. Czuło się w niej uosobienie miłości Boga, obraz i podobieństwo Jego Boskie.&lt;br /&gt;Dziwnie słodki spokój wlał się w tej chwili w duszę moją, gdyż czułam, że czas może już krótki został do ich nawrócenia. Czułam, że Matka Najświętsza wielce się opiekuje, wstawiając się wciąż za nimi przed Bogiem. Lecz zarazem czułam, że Ona, ta święta Królowa nasza pragnie żebym i ja duszą moją wzięła żywy udział w tym Jej wstawiennictwie.&lt;br /&gt;Ach Matko Najświętsza, jaka Ty piękna, jaka miłująca dusze nasze.&lt;br /&gt;Obecnie, gdy się modlę o pokój, widzę tę przecudną postać wstawienniczki naszej przed Bogiem i nieopisana radość wstępuje w duszę moją, bo wiem, że ludzkość nie jest osierocona, gdyż ma Matkę, Królową nieba i ziemi (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                       24 I 1920.&lt;br /&gt;Złota puszko, w której przechowuje się Przenajświętszy Sakrament.&lt;br /&gt;Ach, jak mogłabyś być szczęśliwą z Pana, którego w sobie przechowujesz. Lecz, niestety, nie odczuwasz, nie możesz dać siebie przekształcić w tegoż Pana wszechświata. Chociaż ty we dnie i w nocy w sobie zawierasz cud miłości Boga, ten cud nad cudami, gdyż Boga samego z Ciałem, Krwią, Duszą, Bóstwem. Jednak patrz na mnie, duszę nieśmiertelną, stworzoną przez Tegoż Boga na obraz i podobieństwo Jego. Patrz, jaka ja jestem szczęśliwa.&lt;br /&gt;Ten Bóg do mnie każdego dnia przychodzi, przekształca mnie, przemienia, czyniąc Sobie z duszy mojej, miłującej Go, mieszkanie, w którym z czasem pragnie na stałe zamieszkać.&lt;br /&gt;Tak, dusza moja, to mieszkanie Chrystusa Pana; ono nie będzie zimnym, zawsze milczącym, o nie, po tysiąckroć nie. Mieszkanie to będzie całe przejęte miłością i dziękczynieniem dla Pana swego, który jest dla Niego jedynym życiem (--).&lt;br /&gt;Spójrz [duszo], jak ten Pan wszechświata ciebie miłuje; On we dnie i w nocy na cię czeka. Czeka, kiedy to dusza, krwią miłości odkupiona, przyjdzie do Niego i powie Mu: Jezu, słodki mój Przyjacielu, Boże Zbawco duszy mojej, kocham Ciebie za Twoją miłość ku mnie. Tyś tak tęsknił za mną, a ja byłam obojętną i zimną jak ta złota puszka, w której czekałeś na mnie wieki całe.&lt;br /&gt;O, nie chcę już być tak mroźnie zimną dla Ciebie, nie chcę; rozumiesz, mój dobry Panie? Chcę i pragnę całego Ciebie otulić gorącą miłością duszy, która obudzona z mroźnego stanu obojętności, cała jaśnieje uczuciem dziękczynienia i wdzięczności ku słońcu swojemu, którym Ty jesteś dla niej na wieki, o Boże.&lt;br /&gt;Duszo ludzka, puszko żywa, nieśmiertelna, obdarzaj Boga, Pana twego, złotym uczuciem miłości i dziękczynienia. Dosyć już byłaś obojętną, zimną, a z zimna prawie zamrożoną, nie dając nawet rozgrzać Panu duszy swojej.&lt;br /&gt;Spójrz, jaka jasność bije z tej złotej puszki, jasność żywota wiecznego. Spójrz, ta jasność do ciebie się zbliża i oto już pochylił się i objął duszę twoją w Swoje boskie objęcia. Ach, co za niebiańskie szczęście…&lt;br /&gt;Chrystus, ten słodki Pan już w tobie zamieszkał. Puszka złota była chwilowym mieszkaniem, a dziś dusza twoja stała się nim na wieki.&lt;br /&gt;Spójrz, jak Jego Boska Dusza słodko w twojej duszy odpoczywa.&lt;br /&gt;Patrz, jak On się cieszy twoją miłością i dziękczynieniem.&lt;br /&gt;Jezu, mój Boże, jak Ciebie kocham, za tak niepojętą dla nas Twoją miłość. Pragnę żyć, ach, jak pragnę żyć, i to jedynie dlatego, by wszystkie żyjące dusze na świecie, powołać, pociągnąć i w ich duszach uczynić piękne dla Ciebie mieszkania, w których byś żył, odpoczywając tu na ziemi, a później w chwale Swojej z nimi w Niebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Notatki spisane w Prądniku Białym w dniach 20 VIII 1923 – 8 VIII 1929&lt;br /&gt;                                                                                                                                20 VIII 1923.&lt;br /&gt;(--) Zbyt głęboko poznałam Boga, Jego miłość, Jego wolę, abym mogła być leniwą w pociąganiu innych do Niego.&lt;br /&gt;Moje zbawienie polegać winno na tym, aby wejść do królestwa niebieskiego nie sama, a z wielu, wielu duszami, gdyż inaczej nie odpowiem swemu przeznaczeniu i za to słuszna kara będzie mi się należała.&lt;br /&gt;Komu wiele dano, od tego będzie wiele żądano, gdyż winien on wiele przynieść owocu (--).&lt;br /&gt;Z braku mego uświęcenia tyle dusz ginie, gdyż uświęcenie jednej duszy dźwiga inne. Muszę dać się Jezusowi uświęcić, aby przez to i inni dostąpili szczęścia wiecznego. Krzywdę, nieskończenie wielką krzywdę wyrządzam Bogu, sobie i ludzkości, jeśli nie zostanę świętą – gdyż dla tego jedynie Bóg mnie stworzył. Jeśli nie będę współdziałała z łaską Jego woli najświętszej – biada mi, odrzucenie stanie się moim udziałem, zamiast wiekuistej chwały. Pracować ile sił starczy, aby żaden grzech duszy mojej nie skaleczył, a jeśli takie nieszczęście spotka – czym prędzej oczyścić się w sakramencie pokuty (--).&lt;br /&gt;Jeżeli komuś czynisz napomnienia i uwagi, czy to w pracach jego duchowych czy fizycznych, a on nie czyni według twych wskazań przez zapomnienie czy z innych przyczyn – ćwicz się wtedy sama w cierpliwości, łagodności, a w cichości roztropnej i w wytrwaniu dobijaj się tego o czym pouczałaś, a skutek będzie owocny, pełen zasług.&lt;br /&gt;                                                                                                                                  21 VIII 1923.&lt;br /&gt;Jeśli jesteś przełożoną lub mistrzynią, to tym bardziej pracuj w ten sposób, aby cudze niedoskonałości przez twoją pracę nad sobą dały wzrost duchowi twojemu, doskonały przykład bliźnim, sprowadzały łaskę na duszę upominaną jak i na Zgromadzenie. A wtedy z latami dojrzejesz w prawdziwie Bożą córkę, doskonałą siostrę i przyjaciela Chrystusa Pana.&lt;br /&gt;Uprzytamniaj sobie nieskończoną cierpliwość Boga względem ciebie.&lt;br /&gt;Pamiętaj, o ile doskonalej potrafisz znosić przewinienia dusz tobie przez Boga powierzonych, o tyle Bóg twoje wyrozumie i przebaczy. Za tę pracę czeka cię wielka chwała zjednoczenia z Bogiem.&lt;br /&gt;Pamiętaj, że to warunek i okoliczności, w których Pan Bóg chce twojego uświęcenia. Korzystaj, nie trać żadnej okazji ani chwilki. A to dlatego pracuj w ten sposób pilnie, aby twoja niedojrzała dusza ostra, despotyczna, sucha, gderliwa, podejrzliwa, uparta, dokoła budząca bojaźń, nienawiść, ciężar, stała się piękną, wnoszącą wszędzie pokój, miłość, radość, zamiłowanie do pracy wewnętrznej.&lt;br /&gt;Musimy zawsze pamiętać o wzorze, który Jezus dał nam przy Ostatniej Wieczerzy, umywając nogi apostołom – całował je z miłością najświętszą.&lt;br /&gt;Zarówno i my czyńmy wszystkie uwagi i przestrogi dla oczyszczenia dusz bliźnich z żarliwą miłością, aby ona pocałunkiem pokoju obmyła dusze bliźnich z błędu, niedbalstwa, złych nawyknień, itd. i zbliżyła je do Boga, a nas uświęciła w cichości i pokorze, pełnej energii Bożej.&lt;br /&gt;                                                                                                                                  22 VIII 1923.&lt;br /&gt;Przed spowiedzią świętą Chrystus Pan dał mi w natchnieniu zrozumieć, że największym moim grzechem jest – opieranie się łasce Bożej, gdyż często czując w sobie działanie łaski powstrzymującej od upadku, opuszczam ją i to opuszczenie było daleko większym grzechem, aniżeli sam grzech, bo pomoc Bożej miłości, zlana na duszę w łasce wytrwania w dobrym, zdeptana była przez lekkomyślność duszy.&lt;br /&gt;Wielką, niepojęcie wielką krzywdę czynimy Bogu wtedy, gdy te chwile łaski trwania i wzrostu w dobrym odrzucamy.&lt;br /&gt;Boli to Jezusa niezmiernie, gdyż ginie objaw dobroci Bożej, pragnącej w duszy naszej się rozlać i przejawić, i swoją ożywczą moc dać wzrost w uczestnictwie dziecięctwa Bożego.&lt;br /&gt;To straszna zniewaga, wyrządzona przez nas Bogu – i to odczułam doskonale, że często tym wielkim grzechem – marnowania łaski odrodzenia i wzrostu – obrażałam Najświętszego Boga Ojca.&lt;br /&gt;Sama niedoskonałość natury i z niej wypływające postępki nie tak bolą Jezusa, jak nasza niewdzięczność i brak oceniania łask, które Bóg daje duszy niedoskonałej, ale dążącej do doskonałości życia i zjednoczenia z Bogiem (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                  23 VIII 1923.&lt;br /&gt;O tyle większy postęp w drodze do doskonałości będzie czyniła ta przełożona, mistrzyni, która nigdy nie zapomni o tym, że Bóg ją powołał aby innym służyła, tak jak Chrystus − Syn Boży, który pomimo że jest Mistrzem najwyższym i Zbawicielem zarazem, nie co innego czyni, jak przez tysiące lat każdej duszy bez wyjątku służy.&lt;br /&gt;A więc Bóg cię postawił nie panować nad duszami i rządzić nimi, a służyć im dobrym przykładem, pomocą, uczynnością, cierpliwością i nieskończoną miłością.&lt;br /&gt;Nie po to Bóg tobie dał stanowisko, które On Sam tylko godzien zajmować, żebyś innych do uświęcenia prowadziła a sama ginęła, a po to, ażebyś ty pierwsza świętością jaśniała i do tej jasności wiekuistej prowadziła wszystkie dusze tobie powierzone.&lt;br /&gt;Niech światłość prowadzi do światłości, gdyż inaczej ani sama, ani nikogo innego do światła nie doprowadzi, a tylko w ciemność.&lt;br /&gt;Trudna jest to praca prawda, ale Bóg, który cię do niej powołał jest wszechmocny, On da siły i zapał i światło i wzrost, jednego potrzeba – wierności Bogu.&lt;br /&gt;Na to Pan Jezus cię na wyższe miejsce stawia, ażebyś służąc w pokorze, wszystkim w cichości przyświecała.&lt;br /&gt;Kto zajmując pierwsze miejsce potrafi oddawać bliźnim najniższe posługi – znosząc ich wady i ułomności, karcąc ich dobrym przykładem, ten prawdziwie godne swej pracy zajmie u Boga miejsce.&lt;br /&gt;Wszystkie ciężary i trudy obowiązku [trzeba] znosić w cichości, pomnąc, iż każda chwila dźwigania jarzma, które Bóg z woli Swej najświętszej na ciebie nałożył, jest słodka, pomimo to, że może swoją ciężkością do ziemi przygniata. Jarzmo to lekkie, bo łaska Boża jemu towarzyszy, dając nieskończone zasługi twej duszy. Jest lekkie, bo wszystko co od Boga jest lekkie, czy to cierpienia, czy boleści, czy ciężar, − wszystko jest lekkie, bo czyni duszę czystą a więc wolną.&lt;br /&gt;                                                                                                                                   25 VIII1923.&lt;br /&gt;Czystość duszy utrzymać można zarówno przy współżyciu z bliźnimi, nie zgłębiając, a więc nie roztrząsając upadków, ich złych nawyknień i niedoskonałości, a zawsze utrzymywać duszę własną w dodatnim ku nim usposobieniu. Panu Bogu nad wyraz miłym jest posiadać duszę, która nie kala umysłu, serca, a więc i duszy swej cudzymi niedoskonałościami, a zawsze pozostaje czysta, wolna, zachowująca siłę moralną i duchową tak jak promień słońca, który nigdy siły swej nie traci, wciąż światło ze siebie udziela.&lt;br /&gt;Jeżeli nie masz obowiązku wpatrywać się w duszę bliźniego, aby widzieć jego złe strony i przez to jemu dopomagać w oczyszczaniu się, pouczając go o czystości, jeśli nie masz tego trudnego obowiązku, to pilnie pracuj nad tym, aby nie wypatrywać wad w bliźnim. Nawet, gdy je widzisz mimo woli, to nie kalaj swej duszy przez wgłębienie się w niedoskonałości bliźniego, gdyż Bóg chce ciebie mieć czystą, jak On Sam jest – pomimo, że widzi najmniejszy cień naszych grzechów, jednakowoż Sam tym grzechom nie kala Siebie. Tak i my musimy czystość duszy, otrzymaną od Jezusa, widzeniem grzechów bliźnich naszych nie kalać – bo grzech sam przez się jest czymś nieskończenie ohydnym, a więc nie dajmy mu odzwierciedlać się w nas. Dosyć krzywdy Bogu z grzechu, popełnionego w duszy innej, dosyć. Po cóż tą niedoskonałość lub grzech rozsiewać?&lt;br /&gt;Z tego wynika, że musimy gorliwie pracować nad tym, aby niedoskonały świat myśli, uczuć, uczynków nie odbijał się w nas; natomiast świat nadprzyrodzony, aby się w nas nie tylko odbijał, ale się przejawiał.&lt;br /&gt;Życie nadprzyrodzone posiada bardzo subtelne linie. Ono snuje się z prawdy, miłości, szczęścia.&lt;br /&gt;Dusza, w której żyje prawda, miłość, szczęście – już nie daje się łatwo uwodzić światu kłamstwa, nienawiści, obłudy. Musimy sumiennie pracować, aby wyzbyć się wszelkiego rodzaju zwyrodnienia i ducha jemu pokrewnego, czyli niedoskonałości. Szczęśliwa dusza, w której żyje świat piękna, bogactwa i doskonałości – szczęśliwa, gdyż ona daje życie i budzi życie dokoła.&lt;br /&gt;Ach, stać się duszą świetlaną, w której nie tylko, że własny grzech nie ma miejsca, ale i cień grzechu bliźniego nie odzwierciedla swoich ponurych deseni. O, gdyby takie dusze żyły gęściej i częściej na ziemi.&lt;br /&gt;                                                                                                                                  18 V 1925.&lt;br /&gt;Zrozumiałam, że na skupienie w Bogu, pamięć na obecność Boga, obudzanie w sobie intencji, aktów, lub na inne ćwiczenia duchowne, mamy niejako wymówkę przed Bogiem, lecz na poczucie szczęścia w duszy swej nie mamy, gdyż na to ani czasu, ani warunków nie potrzeba – jedno we wszystkich chwilach i warunkach życia mieć to usposobienie – być szczęśliwą, szczęśliwą w Bogu. Największa z tego płynie chwała, gdyż dusza katolicka i w cierpieniu prześladowania i w chorobie, ubóstwie, głodzie, chłodzie, czy to w duchowym, czy cielesnym, zawsze jest szczęśliwa w Bogu, przez to przejawia najdoskonalej cnotę wiary, nadziei, miłości, wierności i jest to cała tajemnica uświętobliwienia – mocy i zjednoczenia z Bogiem.&lt;br /&gt;Mieszkańcy królestwa niebieskiego z zachwytem spoglądają na triumf Boga w takiej duszy, żyjącej na wygnaniu w czasie próby. Taka chwała, jeśli można przyrównać, jest większa aniżeli dusz już żyjących w chwale, gdyż tam nie ma już przeszkód, walk, ani z naturą, ani z okolicznościami, ani z szatanem – tam dusza cała zatopiona w Bogu, przeniknięta Bogiem, chwali Boga, w Bogu, a tutaj – na wygnaniu? Co krok trudności, przeszkody i to do końca życia ziemskiego.&lt;br /&gt;Dusza ćwicząca się w wyżej wymienionym usposobieniu, staje się po prostu cudotwórczynią, gdyż zawsze wychodzi zwycięsko i nad ciałem, jego wrogami, i nad duszą ułomną i jej wrogiem – szatanem.&lt;br /&gt;                                                                                                                                      21 V 1925&lt;br /&gt;Nigdy nie dziwić się upadkom bliźnich, a tym bardziej osób wydalonych, lub opuszczających Stowarzyszenie. Przez to zdziwienie dowodzę, iż zapomniałam o tym, jak skłonną jestem do złego, a jeśli je w mniejszej mierze popełniam, przyczyną jest jedynie łaska Boża i obecność Pana w duszy, a nie doskonałość moja. Zawsze pamiętać trzeba, że dusza jest bardzo krucha i słaba, w dziecięcym stanie, silna wtedy, gdy Bóg ją wspiera i pomnaża Moc Swoją (--).&lt;br /&gt;Muszę sobie często uprzytamniać, że moje choćby najmniejsze uchybienia są nieznośne i ranią Najświętszą Duszę Oblubieńca Boskiego bardziej, aniżeli grzech takiej duszy, która jest poza Stowarzyszeniem (--).&lt;br /&gt;Muszę dla tych osób być pełna wyrozumienia i współczucia, i nigdy nie mówić o nich ujemnego słowa, chyba, że tego wymaga bardzo ważna przyczyna lub pożytek duchowy, zaś mówić o tym złym bez najmniejszej niechęci i urazy osobistej, lecz ze współczuciem, przepraszając w duchu Boga. Pamiętać muszę, że taka osobą jest bardzo narażona na wpływ szatana, on z niepojętą dla nas siłą rzuca się na nią, jako na zdobycz, przez którą chce uderzyć na dzieło Boże, tj. na Stowarzyszenie. Więc szczerze i gorąco trzeba się modlić za tych, których wydala się lub opuszczają Stowarzyszenie, aby nie dali się uwodzić szatanowi, a dalej służyli Bogu w czystości i wytrwaniu.&lt;br /&gt;A więc nigdy o wyżej wymienionych osobach źle nie myśleć ani mówić, także nie wyczuwać niechęci do nich, a też nie dziwić się ich postępowaniom niedobrym.&lt;br /&gt;Dziwiąc się, obudzamy w sobie niepotrzebne i fałszywe nieraz przypuszczenia, posądzenia, obrzydzenia, złośliwość, złą pamięć, a więc możemy łatwo wpaść w grzechy, szkodząc najbardziej sobie, a więc Stowarzyszeniu. W ten sposób możemy się stać igraszką szatana.&lt;br /&gt;Niech świętość Duszy niepokalanego baranka zawsze w nas promieniuje i błogosławieństwo Boże ściele na wszystko, na co tylko promień naszego ducha padnie tak, jak słońce świeci równo na grzesznika jak i na sprawiedliwego.&lt;br /&gt;                                                                                                                                      23 V 1925&lt;br /&gt;Odprawiając w dzień pierwszy rekolekcji „Drogę Krzyżową”, z wiarą i żywością pytałam Pana Jezusa, dlaczego On tak cierpiał i był tak poniewierany? Pytałam tak gorąco, serdecznie, szczerze, jakbym nie wiedziała dlaczego On cierpiał.&lt;br /&gt;Gdy uczułam zjednoczenie z Panem Jezusem osądzonym na śmierć haniebną i wyczułam stan Jego ducha, usłyszałam Go w głębi mej mówiącego: „Dlatego tak trudną, krwawą drogę obrałem, aby móc dojść do mojej oblubienicy najdroższej i zdobyć sobie ją na własność − na wieki” (pod słowem „oblubienicy” rozumiałam w ogóle duszę ludzką).&lt;br /&gt;„Trudna jest droga Moja do ciebie, o bardzo ciężka, mozolna i krwawa”. Odczułam, że mówi o życiu Swoim obecnie we mnie, i tutaj zaczął tak serdecznie płakać, tak żalić się gorąco, że łzy, jakby pożyczone od Jezusa, zaczęły płynąć obficie z oczu moich, a o które u mnie tak bardzo trudno.&lt;br /&gt;Przed rozpoczęciem „Drogi Krzyżowej” nie byłam usposobiona należycie do modlitwy, ale Jezus Swoją żałością słodką, subtelną wszystko we mnie poruszył i dziwnym światłem sumienie moje oświecił.&lt;br /&gt;Nie widziałam wyraźnie grzechów moich, ale krzywdę, którą Jemu najlepszemu wyrządziłam i wyrządzam.&lt;br /&gt;Wyczułam, jak Go męczyłam tym, że obraz Boży w sobie tak grzechami zeszpeciłam – a teraz, gdy już go odzyskałam – na nowo Jezusa umęczam już lżejszymi grzechami, ale które są również Jemu wielkim ciężarem i bólem nieznośnym, gdyż On pragnie we mnie żyć, a ja Jemu przez swoje ułomności, lekkomyślność, roztrzepanie nie daję tego, czego On we mnie szuka i co pragnie posiadać. O, cóż to za praca! A jakiego zaparcia się trzeba!&lt;br /&gt;O, gdybym to ja mogła posiąść inną pamięć, wyobraźnię, inny rozum, wolę, serce, gdyby wierność moja była stała, głęboka i subtelna, wtedy by mój słodki Jezus miał inne życie we mnie. A tak On tęskni, ufa, czeka i wciąż cierpi dokuczliwie. Wiem doskonale, że jako Bóg, a nawet jako Człowiek pełen chwały i szczęścia wiekuistego, nie może cierpieć, lecz te cierpienia, o których mówię, są zupełnie inne, aniżeli my sobie wyobrazić możemy.&lt;br /&gt;Jezus żyjąc w duszy, nie może być obojętny na jej upadki i niedoskonałości. On taką siłą pożądał duszę ludzką, On tak ją ukochał i z Ojcem zjednoczyć zapragnął, iż nie może z zimną obojętnością znieść tego, co się w łonie tej duszy dzieje, a którą chce w Siebie przyoblec i najściślej ze Sobą Bogiem zjednoczyć (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                  17 VIII 1925.&lt;br /&gt;Sposób udzielania bliźnim Jezusa, żyjącego w nas, jest potęgowaniem Jego życia – po prostu mówiąc możemy rozwijać wzrost Jezusa w bliźnich i od tego właśnie zależy nasza płodność nadprzyrodzona, a wzrost Jezusa w nas i dookoła nas w duszach ludzkich. Jeśli potrafimy spojrzeć na bliźniego wejrzeniem Chrystusowym: z przyjaźnią, życzliwością, z wyrozumiałością, uczynnie, ze współczuciem; jeśli czymkolwiek w bliźnim obudzamy Boże uczucia – zaufanie, przyjaźń, pragnienie poznania Boga, miłowania Go, oczyszczenia duchowego, pragnienie chwały tegoż Boga, uczynności, obudzimy zainteresowanie do życia wewnętrznego, tym samym udzielamy Go bliźnim, łączymy Jezusa żyjącego w nas z bliźnim, a bliźniego z Jezusem. W ten sposób Jezus mieszkający w nas będzie mógł udzielać się duszom ludzkim – On wtedy królestwo Swe Boże zakłada i szerzy na ziemi za naszą pomocą.&lt;br /&gt;Każda dusza katolicka powinna dozwalać Jezusowi przejawiać się przez nią w udzielaniu się bliźnim, wtedy wzrost Jezusa i potęgowanie Jego obecności w nas i działanie Jego przez nas będzie wzrastać do dziwnych rozmiarów. Wcale nie jest to duch Chrystusowy, aby się zasklepiać w samym sobie, wzbogacać tylko siebie w Jezusa, a nie dawać Mu się przejawiać i uzewnętrzniać przez nas bliźnim.&lt;br /&gt;Jezus uczy nas Swoim życiem ewangelicznym, że modlił się wiele ale i udzielał się bliźnim wiele, a prawdę mówiąc, modlił się, a nawet stał się człowiekiem jedynie po to, by udzielać się po wszystkie czasy ludzkości (--).&lt;br /&gt;                                                                                                                                    29 VI 1929.&lt;br /&gt;Gdy wczoraj odprawiałam „Drogę Krzyżową” błagałam Jezusa, by raczył przez Mękę Swoją mnie wyposażyć w takie łaski, które by uczyniły moją duszę prawdziwą, czystą, świętą, troskliwą oblubienicą, gdyż chcę naprawdę zostać nią. Prosiłam Matkę Najświętszą, aby Ona przebłobosławiona Dziewica tak usposobiła mnie całą, ażeby Jezus naprawdę we mnie miał najwierniejszą Swoją towarzyszkę, najpojętniejszą i najtkliwszą przyjaźń. O, bo trzeba umieć obcować z Jezusem, On jest taki prosty, taki serdeczny, taki otwarty, a jak wielce miłujący. Żaden oblubieniec nigdy nie zdołałby dać swej oblubienicy tego szczęścia w swym duchowym, czystym zjednoczeniu, ile daje Jezus swojej umiłowanej.&lt;br /&gt;Przede wszystkim (--) wyczuwa dusza w zetknięciu się z Nim wielkość Tego, który jednoczy ją ze Sobą – a nade wszystko to zjednoczenie jest tak czyste, tak święte, gdy Jego Dusza przenika naszą, że świat cały mógłby oglądać i tylko podziwiać to zniżenie się Boga-Człowieka do człowieka.&lt;br /&gt;Kocham Jezusa w stanie Jego miłości do duszy naszej – ten stan oblubieńczy jest wielką świętością! Niech będzie Bóg uwielbiony w tym stanie zjednoczenia.&lt;br /&gt;Dzisiaj w nocy z niedzieli na poniedziałek Jezus do mnie się zwrócił z wielką przyjaźnią pragnąc udzielać się mojej duszy. O mój Boże, już teraz nigdy nie mogę się skarżyć na to, że jestem samotna, bo przecież tak słodko do mnie przemawiasz, a głównie przenikasz taką słodyczą duszę moją, po prostu przeszywasz ją i to ogniem, który rozkosz umysłu i woli daje, gdyż chce się Ciebie kochać, o Tobie myśleć, dla Ciebie jedynie żyć i działać, a szczególnie chce się już odejść do Ciebie do nieba – tam zaczyna tęsknić dusza moja, tam Ciebie pragnie oglądać twarzą w twarz – tak chce Ciebie bez obawy utraty Ciebie cieszyć się bezgranicznie i bez końca Tobą – tam chce ona Tobą żyć. O, jeszcze rok – dwa – kilka, najwyżej kilkanaście, a będę u wrót szczęścia. O, jakżesz Cię spotkam mój Jezu?! Wiem, że Ty mnie tutaj już nigdy nie opuszczasz, lecz ja Ciebie niekiedy opuszczam lub zapominam o Tobie, lecz tam – ach, tam będziemy zawsze razem – Ty i ja – jakoby jedno.&lt;br /&gt;Dzisiaj pragnę Cię kochać tak, jak nikt Ciebie jeszcze nie kochał – nie ze względu na mnie, lecz ze względu na Ciebie, bo godzien jesteś, mój Jezu tego, ażeby bardziej i bardziej Cię kochać. Pragnę również, aby moja dusza miała bezgraniczny dar kochania Ciebie – jeszcze tu na ziemi. Chcę ażebyś był ze mną tu szczęśliwy, ażeby dobrze nam było razem ze sobą. O, bo mnie tak dobrze z Tobą!&lt;br /&gt;Dzisiaj z rana o godzinie 10.17 mówiłeś mi z zapałem, dając polecenie na przyszłość: „Będziesz kochała Mnie Boga przede wszystkim, nade wszystko i we wszystkim”! To polecenie jest dla mnie świętym Boga rozkazem, więc pewna jestem, że się stanie ze mną według pożądania Twego boskiego. Dalej Jezus mówił mi według Swego zwyczaju „Oblubienico Moja, pragnę byś przyozdabiała się we wszystko to, co zgłębiać będziesz w Duszy Mojej boskiej. Chcę byś była Mi równą w podobieństwie, ach! Ja tak bardzo tego pragnę – mieć przyjaźń w tobie godną Mnie tu na ziemi, a później w wieczności w niebie”!&lt;br /&gt;Nie da się wszystko notować co Jezus duszy mówi, bo musiałabym wciąż z piórem siedzieć lub chodzić, a to nie tak już miłe – a zresztą to tajemnica chwili zjednoczenia, niech Bóg wie o niej i dusza tej tylko chwili, gdy to zjednoczenie trwa. O ile Boża wola będzie o tym, przypomnę sobie.&lt;br /&gt;W tym dniu skrystalizowała się modlitwa dziękczynna do Najświętszej Duszy Chrystusa Pana:&lt;br /&gt;„Błogosławimy Cię, o Boska Duszo Chrystusowa, błogosławimy w promieniowaniach Twej czystości w duszach naszych.&lt;br /&gt;Błogosławimy Cię, o Boska Duszo Chrystusowa, błogosławimy Cię w promieniowaniach Twej miłości w duszach naszych, ku Bogu Ojcu i Duchowi Świętemu.&lt;br /&gt;Błogosławimy Cię, o Boska Duszo Chrystusowa, błogosławimy Cię w promieniowaniach miłości Twej ku rodzajowi ludzkiemu.&lt;br /&gt;Błogosławimy Cię, o Boska Duszo Chrystusowa, błogosławimy w promieniowaniach poświęcenia się Twego w duszach naszych dla chwały Boga.&lt;br /&gt;Błogosławimy Cię, o Boska Duszo Chrystusowa, błogosławimy w promieniowaniach Twej życzliwości w duszach naszych, dla wszystkich biednych, uciśnionych i dla otoczenia całego”.&lt;br /&gt;Jedno mam gorące pragnienie – być prawdziwą oblubienicą Przenajświętszej Duszy Chrystusa Pana, być wierną Jej służebnicą, kochającą we wszystkich przeciwnościach życia Jego najświętszą wolę.&lt;br /&gt;8 VIII 1929.&lt;br /&gt;Pragnę, całą duszą pragnę stać się oblubienicą Boga Jezusa Chrystusa, w tej intencji chcę, ażeby codziennie godzinę trwać w Jego oblubieńczej miłości – On tylko i ja – nas dwoje musi trwać w miłosnym zjednoczeniu. Ani żadna troska, ani pamięć na coś lub na kogo nie powinna przeszkadzać naszemu oddaniu się nawzajem. Jezus tego ode mnie, jako od oblubienicy Swojej wymaga. Muszę mu zadość uczynić i spełniać swój obowiązek oblubieńczy. Trwać w Jezusie to żyć Nim! A dusza moja musi Nim żyć, do tego jest stworzona i po to ją Bóg wyrwał od wszelkiego przywiązania do życia, ażeby w niej znalazł życie Swoje – Jezus to moje jedyne pragnienie, pragnienie posiadania Go całkowicie.&lt;br /&gt;Pragnę być Jezusa najbardziej kochającą i podobającą się Jemu oblubienicą. Żywię wielkie pożądanie Jego miłości wyjątkowej do duszy mojej nie tylko jako do stworzenia, lecz ażeby Jezus pałał zarówno boskim pożądaniem posiadania mej duszy – jako oblubienicy Swojej, bo pragnę wzajemnego kochania. A wiem, że Jezus tego ode mnie pragnie i żąda. Chcę żyć w Jego miłości miłując, radując się i uszczęśliwiając bez granic. Wiem, że Jezus mnie kocha oblubieńczą miłością, wiem bo jej doświadczam, lecz pragnę, ażeby ona stała się trwała i stała.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-3014026181829316480?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/3014026181829316480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/notatki-o-przezyciach-wewnetrznych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/3014026181829316480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/3014026181829316480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/notatki-o-przezyciach-wewnetrznych.html' title='Notatki o przeżyciach wewnętrznych'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-4155415902182012279</id><published>2010-03-25T09:39:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T09:40:11.948-07:00</updated><title type='text'>Pisma do poszczególnych sióstr</title><content type='html'>Do poszczególnych sióstr&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (28).  Do s. Klemensy w Hańsku&lt;br /&gt;11 VI 1945.&lt;br /&gt;Otrzymałam 2 listy, Przewielebnego Księdza Proboszcza oraz wasz ostatni (S. Klemensy).&lt;br /&gt;Cieszy mnie bardzo, iż ludzie, a przede wszystkim ksiądz, zaopiekował się wami, moje drogie, i że wszyscy są z was zadowoleni. Jednak obawiam się, żeby zbyt nie poddawać się materialnym sprawom i niech Bóg zachowa, chciwość nie wkradała się w dusze wasze, bo to jest straszne, uganiać się za materialnymi środkami.&lt;br /&gt;Macie żyć dla dobra dusz całej wsi, a i swoją duszę wzbogacić w zakonne cnoty przy wiernym trwaniu przy Chrystusie Panu, nie zaniedbując wyrobienia swego wewnętrznego. Bo co pomoże wam, moje drogie, gdy całe życie będziecie nieść Bogu na służbę bliźnim, a nie będzie w was piękna dusz wybranych, które winny starać się o ducha posłuszeństwa, ubóstwa, czystości (--).&lt;br /&gt;Pamiętajcie, siostry drogie, że jesteście na nowej placówce, w nowej diecezji, więc zachowanie się wasze na zewnątrz będzie świadectwem dla Przewielebnego Księdza Kanonika i dla mieszkańców wsi o waszej rodzinie zakonnej. A więc, czy zdajecie sobie dobrze sprawę, jaką odpowiedzialną rolę odgrywacie w budowaniu waszego Zgromadzenia?&lt;br /&gt;Zaufałam s. Klemensie, że będzie dobrą siostrą – matką dla tych drugich sióstr, że będzie starała się o ducha zakonnego, by kwitł w waszym małym zespole. Sama się postara o dobro przy łasce Bożej, które by wytrysło z Chrystusa Pana żyjącego w niej, a więc dopomoże, drogim siostrom, kochać Jezusa w wierności i dziękczynieniu. A zatem, że będzie dobrotliwie żądała zakonności, która musi być wśród was, moje drogie, bo jesteście jednostkami, które należą do zespołu dążącego do świętości.&lt;br /&gt;Zaufałam też siostrze Hieronimie, iż będzie dobrą siostrą na nowej placówce, dbającą o ducha zakonnego w swoim maluchnym zespole i postara się być wzorową, by kapłan poznał prawość zakonnej duszy, poświęconej Boskiej Duszy Chrystusa Pana, kochającej nad życie swój wysoki stan, pochodzący z wnętrza Trzech Boskich Osób.&lt;br /&gt;Zaś s. Bronisławie wierzyłam, iż będzie posłuszna, jak przystało najmłodszej, oszczędna, by się nic nie niszczyło, a też pokorna, cicha, pracowita (--).&lt;br /&gt;Żyjcie w wielkiej serdecznej zgodzie, tego wymaga Bóg Odwieczny, taką dziwną Opatrznością wzbogacający was.&lt;br /&gt;Odwzajemniajcie się waszym wyrobieniem wewnętrznym, w pokonywaniu w sobie wszystkiego, co nie licuje z godnością, jaką piastujecie, będąc wybrankami Boskiej Duszy Najświętszego Pana.&lt;br /&gt;Starajcie się szanować jedna drugą ze względu na wolę Boga i miłość Chrystusa, który żyje w każdej z was.&lt;br /&gt;Zapominajcie coraz bardziej o sobie, a myślcie coraz silniej o Jezusie, który w was chce rządzić wami (--).&lt;br /&gt;Pamiętajcie, drogie siostry, żebyście pracowały na chwałę Bożą, w tej wsi, gdzie Bóg Najświętszy was wezwał do współpracy z Nim.&lt;br /&gt;Wychowujcie dziateczki dla Niego z całą sumiennością, wszczepiając w ich duszyczki cnoty małego Jezusa; by kochały ponad wszystko Bozię, rodziców swoich szanowały miłością dziecięcą, serdeczną, czystą, posłuszną, a też was, moje ukochane, jak i swoje otoczenie, bo taką jest wola Boża. Mówcie o tym często, tego Bóg Najświętszy chce i żąda od każdego dziecka i dorosłego. Więc trzeba pełnić wolę Bożą.&lt;br /&gt;Zwracajcie pilnie uwagę na to, by dzieci stawały się coraz lepszymi. Bo nie od wierszyka pięknie wysłowionego, ani od tańca, czy dobrze wyuczonego katechizmu, zależy rozkwit duszy dziecka.&lt;br /&gt;To jest dobre, ale nie najgłówniejsze i najlepsze, lecz by dobroć Boża została w duszę dziecka wszczepiona i doskonałość życia chrześcijańskiego, i charakter przemieniony, ze surowego materiału wypielęgnowany na szlachetny.&lt;br /&gt;To jest wasze wielkie zadanie we wsi, by praca wasza ten plon wydała dla dobra społecznego.&lt;br /&gt;A sprawi to miłość wasza wzajemna między sobą, poszanowanie i dobro z przykładu dobrego (--).&lt;br /&gt;Cieszcie się tym, czym was obdarzają, ale bardziej radujcie się miłością Bożą, jaką was darzy Pan nasz, Stwórca, Zbawca i Uświęciciel.&lt;br /&gt;Droga siostro, niech siostra czuwa pilnie nad samą sobą, by wymagane posłuszeństwo od sióstr nie płynęło z braku miłości, dobroci, a z chęci panowania, uporu, dokuczliwości. Bo człowiek nieraz domaga się od drugich doskonałego posłuszeństwa, lecz trzeba uważać, żeby to nie było z pychy, wywyższenia własnego, miłości własnej, gdyż tego rodzaju pokład może podwładnych umęczać i w końcu zabije polot ofiarnego poświęcenia się Bożej sprawie (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (29). Do s. H.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostro droga, proszę bardzo szanować siebie, by zakonność w siostrze kwitła – zawsze poradzić się siostry Klemensy – jeżeli przedsiębierze coś siostra – by przełożona o tym wiedziała – i to serdecznie, szczerze, z zaufaniem, by zbierać zasługi ze swego życia i cnoty wyrabiać. Bo żal mi wielce Pana Jezusa, iż siostry nie kochają się w ścisłej zakonności, która jest tak piękną samą w sobie, z ludzi ułomnych czyni uszlachetnionych na podobieństwo duchów anielskich. Więc proszę więcej wyrobić w sobie posłuch i księdza też nie zrażać do naszego zespołu, iż niewyrobiony.&lt;br /&gt;Dobre wasze współżycie zakonne będzie mówiło o wielkości sprawy boskiej Duszy Chrystusa Pana, która tak pięknie przemienia dusze ludzkie, zapalone w poświęceniu się Bogu.&lt;br /&gt;Proszę też zwrócić uwagę, czy czysta intencja kieruje siostry pracą, by ambicja, miłość własna, próżność nie były głównym bodźcem w pracy nad dziatwą.&lt;br /&gt;Niech siostra zawsze wchodzi w siebie i zastanawia się, czy pobudki są z dobrego źródła duszy miłującej Boga, czy z bagna samowoli, wywyższenia się swego, bo to brzydka choroba nędzy ludzkiej. Ją trzeba wytępić, a niech zajaśnieje prawdziwe oddanie się Bogu w pracy wychowawczej dla dobra społecznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (30). Do s. B.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostro Droga, czy Siostra pokonała w sobie dawną wadę?... bo ona straszne spustoszenie w duszy siostry zrobi, gdyż rządzi siostrą. Proszę koniecznie wyzbyć się jej.&lt;br /&gt;Czy Siostra stara się wyrobić w sobie w każdej sposobności cnotę posłuszeństwa, uległości, ustępliwości? Jeżeli nie, będzie musiała powrócić do Krakowa, gdyż na placówce trudno żyć z nieposłuszną siostrą – wkrada się niepokój i niechęć w zespół, a to jest bardzo uciążliwe dla wszystkich, a cóż dopiero dla Siostry Przełożonej? Zbyt prędko nastąpiłaby zmiana, co niedobrze wpłynęłoby na otoczenie.&lt;br /&gt;Ale zawezwę siostrę do powrotu, o ile siostra nie pokona samowoli. Trzeba ukochać szlachetność duchową, jaką daje uległość, cichość, posłuszeństwo, pokora. Wówczas nie jest trudno być duszą zakonną. Więc proszę więcej nad tymi cnotami zastanawiać się w Boskiej Duszy Chrystusa Pana. Poprawa musi nastąpić, tego żądam od Siostry.&lt;br /&gt;Niech Siostra napisze sama do mnie o sobie, czy jest zmiana w duszy ku dobremu. Trzeba dźwigać się, bo życie przeminie, a Pan Bóg dał Siostrze jeszcze siły, by odrodziła się. Więc proszę o tym nie zapominać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (31). Do sióstr w Hańsku&lt;br /&gt;8 VII 1945.&lt;br /&gt;Drogie w Chrystusie Panu Siostry, cieszę się bardzo waszą placówką w Hańsku, lecz chciałabym wielce, żeby w niej panował prawdziwy duch zakonu Boskiej Duszy Chrystusa Pana. Toteż, moje ukochane, nie zapominajcie, że przepisy, na których buduje się wspólne życie, poświęcone Bogu Najświętszemu, muszą być ściśle i za łaską Bożą stale zachowywane.&lt;br /&gt;Należy pamiętać, że wstawać, kłaść się spać, czyli iść na spoczynek, trzeba o oznaczonej godzinie (--). I od tego nie można dla błahych powodów odstępować. Jest to bowiem nakaz Boży, podany przez prawowitą Władzę zakonu. Kto przekraczałby, niech wie, że winę popełnia, bo wolę Bożą depcze i lekceważy, zatem zakonną duszą nie śmie się nazywać.&lt;br /&gt;Teraz was będzie cztery; musicie [więc] Drogie Siostry, tak się wspierać nawzajem, żeby[ście] wszystkie chętnie prace swoje na oznaczoną godzinę ukończyły i przykładnie oddawały w życiu swoim Bogu to, co Bogu się należy (--).&lt;br /&gt;Dzień musi być tak rozumnie rozłożony, by wszystkie schodząc się czuły się dobrze u siebie, słodko i swojo, zaś Bóg Najświętszy miał prawdziwą chwałę. A nie tak, że na wszystko jest czas, lecz na modlitwę, ani czasu, ani ochoty (--).&lt;br /&gt;Pamiętać [trzeba], że życie tu na ziemi krótkie, a zasług trzeba wiele zebrać, by wynagrodzić Panu Bogu za swoje własne grzechy – grzechy niedbalstwa, duchowego lenistwa, nieposłuszeństwa, samowoli, uporu, grzechy łakomstwa, chciwości, obmowy, kłamstwa, niechęci, buntu, złości, zrzucania z siebie pracy na innych, obojętności na postęp duchowy; grzechy niedbalstwa przeciw ubóstwu, pychy, wychwalania się, ciekawości, braku cierpliwości, chęci dopomagania bliźnim, życzliwości, uczynności – a także obojętności na wzrost Jezusa w duszy własnej (--).&lt;br /&gt;Zatem, moje Drogie Siostry, zabierzcie się do pracy nad sobą, żeby w waszym domku żył prawdziwy duch zakonny.&lt;br /&gt;Miłość, zgoda, posłuszeństwo, pokora, uległość, cierpliwość, wesele ducha, radość z posiadanych łask i darów, z posiadania Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa oraz całej Trójcy Przenajświętszej, do której całe należycie.&lt;br /&gt;O, tu pociecha z życia zakonnego: Jezus w duszy, rozkosznie żyjący, potęgujący Swoją boską moc w działaniu!&lt;br /&gt;A właśnie ta moc będzie w was, moje Drogie, róść o ile będziecie się starały wieść życie punktualne, karne i podporządkowane pod prawo Boże.&lt;br /&gt;Oto siostry, każda wasza praca niech będzie wykonywana z myślą i intencją: wszystko dla rozwoju i czci Boskiej Duszy Chrystusa Pana w nas.&lt;br /&gt;Niech Jezus, jeden Jezus, w nas żyje i to wszechwładnie, a nie co inne, bo wówczas czeka nas czyściec, ciężki czyściec, a może i co innego, o ile nie będzie poprawy i dążenia prawdziwego do doskonałości.&lt;br /&gt;Niech całe życie płynie ochoczo z wielką korzyścią dla społeczeństwa, by dziatwa stawała się coraz bardziej pobożna, grzeczna, umiała wszystkich pozdrowić Imieniem Bożym, stawała się coraz inteligentniejsza, usłużna, wdzięczna, by cała wioska uczuła wpływ Chrystusa Pana przez was, moje drogie (--).&lt;br /&gt;Nie wolno wam tego życia ziemskiego, które pozostało wam, przeżyć, przemarnować na głupstwach.&lt;br /&gt;Każda chwila niech będzie drogocenna jak perła, dla której warto poświęcić siebie, by Jezus w niej ujawniał życie Swoje dla dobra ludzkiego.&lt;br /&gt;Niech szatan już nie korzysta z wad waszych i nie czyni w zespole piekła, jak to wszędzie lubi, siejąc kąkol zaburzeń wszelkich.&lt;br /&gt;Kończąc życzę wam, moje Drogie, wiele, wiele zdrowia, dobrego apetytu, bo i od tego zależą siły wzrastające do pracy zbożnej, wiele łask i pięknego rozkwitu w Bogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (32). Do sióstr w X.&lt;br /&gt;2 III 1946.&lt;br /&gt;Drogie w Chrystusie Panu siostry, list wasz ostatni z dnia 1-20 II br. otrzymałam, w którym s. Klemensa prosi o wyjaśnienie, w jaki sposób odprawiać rozmyślanie i że nie macie z czego je odprawiać.&lt;br /&gt;Siostry drogie, rozmyślanie polega na tym, by umysł swój nakłonić do chętnego, rozmiłowanego wnikania w rzeczy dotyczące Boga, Jego życia [i] chwały; a też… w rzeczy naszej własnej duszy – jej życia w Bogu; w rzeczy, które przeszkadzają Bogu w nas rządzić nami, zdobywać nas – a nimi są: nasze grzechy, złe skłonności, pokusy, różne przeszkody, nieumiejętne wykorzystywanie wszystkiego… do uświęcenia naszej osoby, duszy, ciała.&lt;br /&gt;Zatem, siostry drogie, o ile jesteście w kościółku przed Panem Jezusem utajonym i rozważacie o Nim Samym, starajcie się żywo myśleć: „Kto to jest Chrystus – Syn Boga Żywego, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, który stał się Człowiekiem... bratem naszym i to z miłości do Boga Ojca i do nas..., jaka to wielka, niepojęta dla nas ofiara...”&lt;br /&gt;Gdy tak rozważacie, starajcie się wszystkimi władzami duszy brać udział w tym rozważaniu, z całym przejęciem, z całą prawdą; a więc rozum niech wciąż trwa przy tej boskiej, a tak dla nas oddanej Istocie, która chce być z nami, przy nas, w nas [i] pozostawiła Siebie tu na ziemi pod postacią chleba – i oczekuje nas, byśmy Ją przyjęli w siebie.&lt;br /&gt;Umysł winien ożywiać się przy spotkaniu z Jezusem przez rozmyślanie o Nim; wola powinna zapalić się do służenia Mu wiernie, ochotnie, z zamiłowaniem; uczucie powinno płomieniem bić ku Niemu, tak osamotnionemu w kościółku, gdzie w tygodniu nikt może nie zajrzy lub nawet myśli wdzięcznej nie prześle. A wy, moje drogie, winniście za wszystkich Panu Jezusowi wynagrodzić i kochać całym sercem oblubieńczym, całą duszą wierną i oddaną, całą zdolnością życiową, by Jezus widział, czuł, że On jest dla was wszystkim… poza Nim nic was nie obchodzi, bo wszystko co czynicie, spełniacie dla Niego i przypodobania się Jemu.&lt;br /&gt;Ot, tak chodząc na adorację, rozważania odprawiajcie, by wyobraźnia wasza dopomogła wam widzieć Jezusa najświętszym, najpiękniejszym, wszechmocnym, najlepszym, jedynym, itp., a pamięć zachowywała [Go] wam w rozumie, w sercu, w woli przez całą dobę, aż do następnych odwiedzin.&lt;br /&gt;I tak ożywiać się Jezusem, napawać się Nim... kochać Go coraz gorącej i serdeczniej, czyściej, coraz ofiarniej, by Jezus w tabernakulum pozostawiony dla was, był szczęśliwy z waszej służby na Wschodzie Polski, cieszył się waszą miłością i oddaniem.&lt;br /&gt;Jeżeli nie macie, drogie siostry, z czego odprawiać rozmyślanie – to weźcie dwa, trzy wezwania z litanii do Boskiej Duszy Chrystusa Pana lub sam wstęp i wgłębiajcie się w każde słowo, co ono oznacza o Jezusowej Duszy, co określa, jak tę Duszę przedstawia… zobaczycie, jak wielkim jest [Jezus] w Duszy Swojej Przenajświętszej, którą nam, właśnie nam oddał do uczczenia. Proście Pana Jezusa, żeby podczas tych rozważań was oświecał, do Siebie pociągał, Sobą ogrzewał… Z całą pewnością Sam Pan Jezus was nauczy, jak o Nim myśleć, jak Nim dla Niego żyć.&lt;br /&gt;Ale też Pan Jezus da poznać, co Mu przeszkadza żyć wszechwładnie w duszy, byście się mogły przypodobać Bogu Ojcu.&lt;br /&gt;Dla mnie przynajmniej dwa, trzy wezwania z litanii potrafią wystarczyć do rozmyślania na pół godziny, bo tyle każde [z nich] mówi o Panu Jezusie…&lt;br /&gt;Oto uczcie się stawać pokorne, bez win, z zasługą nową dnia każdego przed Panem Jezusem, a zobaczycie, czy Pan Jezus nie zacznie Sam działać i czy wam nie będzie łatwo o Nim myśleć.&lt;br /&gt;Kochajcie się nawzajem, szanujcie się, a Pan Jezus da wam poznanie Boga w Trzech Osobach Jedynego, da wam poznać Swoją Boską Duszę i waszą własną, a też poznacie, czym spodobać się możecie w waszych warunkach Panu Jezusowi.&lt;br /&gt;3 (33). Do sióstr w X.&lt;br /&gt;17 IX 1946.&lt;br /&gt;Siostra Wiktoria, stojąca na czele pracy szpitalnej prosiła mnie, bym choć krótkie wskazówki dała wam, moje siostry, i dopomogła tym sposobem w pracy nad uświęceniem dusz waszych przy pracy dobroczynno-miłosiernej, czyli przy chorych.&lt;br /&gt;O, siostry moje, jakaż to wielka a pełna ofiary praca, zasługująca na żywot wieczny, o ile jest spełniona z czystą intencją pełnienia woli Bożej okazanej w miłości bliźniego.&lt;br /&gt;Umieć żyć dla Chrystusa Pana przy pracy szpitalnej, by siebie nie mieć na względzie − że jest się dobrym, lepszym niż inni, zdolniejszym − lecz, że Pan Jezus w nas żyjący jest dobry, uczynny, dzielny, to jest naprawdę piękne i naśladowania godne, lecz nie koniecznie o tym mówić, bo i tu może się wkraść nasze „ja” pod pokrywką służby Bożej. Oto trzeba bardzo pilnie czuwać, by przy tak pięknej, wzniosłej pracy, jak miłosierdzie, litość i dobroć, naprawdę była czysta, najczystsza intencja, pełna prostoty, szczerości i prawdy.&lt;br /&gt;A więc najmniejszego cienia szukania wszędzie we wszystkim „siebie”, ale Boga i Jego łaski działającej w nas, by ona rozkwitła w nas, dojrzewała i wydała należny owoc stokrotny.&lt;br /&gt;Oto bardzo trzeba uważać na siebie, żeby każdą czynność wykonywać z duchem czystym, chętnym, z myślą o Panu Jezusie, by On miał przez waszą pracę okazję ujawniać dobroć Swoją, niewyczerpaną cierpliwość, współczucie, życzliwość, radość dobrych uczynków, uświęcenie.&lt;br /&gt;Dbajcie o to, moje ukochane, żeby każdy wasz czyn − spełniony dla chwały Boga, a pożytku dobroczynnego względem bliźnich − był zawsze doskonały… by nie miał charakteru przyziemnego… by nie było nim przywiązania do kogoś lub pragnienia przypodobania się mu… Bóg ma to pierwsze i ostatnie miejsce zająć − Jemu jednemu podobać się mamy, a nie sobie, czy komuś…&lt;br /&gt;Bądźcie w tym wypadku bardziej uduchowione i bardziej pragnące przypodobać się Bogu, aniżeli wyrachowane, cielesne, przyziemne, materialistyczne.&lt;br /&gt;Tak, trzeba dbać o materialne środki w życiu doczesnym, lecz nie sam zysk daje duszy ludzkiej szczęście, ale doskonale w miłości Boga i bliźniego wykonana wola Boża.&lt;br /&gt;Zaś wolą Bożą jest, byście wybornym sercem, czystym umysłem, silną wolą chwaliły Boga pracą swoją szczerze miłosierną. Bóg dobry Samarytanin, Jezus bytujący w was, będzie przejawiał przez was świętość Swoją. Do tego rodzaju miłosierdzia powołane jesteście (--).&lt;br /&gt;Każda winna cieszyć się tym co czyni sama, ale też i co inna, bo to wspólne dobro zakonu, w którym poświęciłyście się Bogu, Jego Boskiej Duszy, by żyła Ona w was. Bo w innym przypadku gdyby rodziły się pokusy, a przy nich i upadki na polu zazdrości – nie miłosierdzie Boże zlewało by się na tę ziemię przez was, ale złość szatańska, która niestety już dosyć miała miejsca i czasu rozlać się w duszach.&lt;br /&gt;Oto kochajcie się bardzo serdecznie, uczciwie, a będziecie wielkimi w Bogu, działającym w was.&lt;br /&gt;Moje ukochane, cóż z życia naszego jeśli nasze poświęcenie się Bogu nie będzie czyste i wolne od grzechów? …trzeba się starać, walczyć ze samymi sobą, pokonywać w sobie wszelkie zło.&lt;br /&gt;Modlitwy, o ile macie czas, odmawiajcie jak w domu macierzystym, lecz gdy pracy będzie zbyt dużo, rozdzielić modlitwy – połowę pacierzy odmówić, a drugą połowę pacierzy rozdzielić, czyli że raz mówić jedne modlitwy, na drugi dzień drugie – z drugiej połowy (--).&lt;br /&gt;Kochajcie modlitwę w ogóle, a i modlitwy nasze, byście były gorliwymi czcicielkami Boskiej Duszy Chrystusa Pana, bo cóż będzie z duszą zakonną, gdy opuści się w modlitwie? – wyjałowieje, zwietrzeje i pozostanie tylko zepsuta natura i złudny świat, który hipnotycznie działa na duszę i porywa w szalony swój zwodniczy wir – tak jakoby on dla duszy był „wiecznym”; tymczasem życie doczesne szybko mija i jego mydlana krasa, a rzeczywistość wieczna stanie przed nami, a my tylko z tym możemy stanąć bezpiecznie przed Sędzią sprawiedliwym i usprawiedliwione, o ile Boga Zbawcę w duszy mieć będziemy, który nas Swym bogactwem zasług i pięknem przyozdobi i okaże potęgę Swoją, za nasze wierne oddanie się Jemu. Za takie współżycie z Bogiem czeka nas wielka, o, bardzo wielka zapłata, której dziś  nawet wyobrazić sobie nie potrafimy.&lt;br /&gt;Siostry ukochane, pamiętajcie strzeżcie się przed próżnością, która prowadzi do ciekawości i może zgubić duszę. Bądźcie zawsze skromnymi, pokornymi, nie miejcie na względzie swojej mizernej osoby, a dobro zgromadzenia, by zakon Boskiej Duszy miał godnych swej wielkości członków rzetelnych, świętobliwych, prawdziwie doskonałych.&lt;br /&gt;Dobro Najwyższe – Bóg niech będzie dla was wszystkich najwyższym bogactwem, po które sięgać macie ofiarnym życiem swym. Zawsze zgodne, oddające siebie Bogu, by wami rozporządzał, opiekował się, strzegł, prowadził, bo życie wasze nie jest tylko w waszym własnym kółku, a wchodzicie w życie szpitalne, gdzie mają prawo żądać od was pracy lekarskiej i rano i w dzień, wieczór i w nocy; wszędzie musicie być gotowe na każde wezwanie chorego. Zawsze w każdym wypadku myśleć: „Jezus Samarytanin wzywa mnie do współpracy Swej litosnej” – chce, byś siostro za Niego olej balsamu oliwkowego wlała na duszę i ciało chorego, przez chętnie spełniony wraz z Nim, żyjącym w tobie, czyn miłosierny.&lt;br /&gt;Ach, drogie siostry, jak Chrystus Pan pragnie ujawniać Swoją bosko-samarytańską przez was pracę, toteż dajcie Mu najobficiej rozlewać wdzięk tej wielkiej misji Jego Boskiej Duszy.&lt;br /&gt;Kochajcie tę Jego świętą pracę miłości bliźniego. Niech każde owinięcie rany, podanie lekarstwa, strawy ciepłej lub dobrej rady, będzie dla Jezusa wynagrodzeniem miłym za grzechy ludzkie dzisiejszego wieku i czasów obecnych.&lt;br /&gt;Kochajcie się silnie nawzajem, by wasza ofiara była miłą Bogu z zasługą wielką na żywot wieczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (34). Do siostry A.&lt;br /&gt;Prądnik Biały, 1947.&lt;br /&gt;(--) Moja Droga Siostro, Pan Bóg kochając duszę musiał doświadczyć jej wierność powołania i właśnie dla niej widać taki, a nie inny krzyż był najbardziej odpowiednim, by duszę rozruszać, wydobyć z niej na powierzchnię własnej świadomości różne złe i dobre strony, i właściwości, które by nigdy nie uzewnętrzniały się. A tak przy podobnym ciosie ujawniły się, a droga siostra poznała co człowiek może, gdy go doświadczenie dotknie, że z bólu i żalu w walce o swoje dobre imię nieraz i głupstwo by się popełniło z miłości własnej.&lt;br /&gt;Tymczasem dusza całkowicie oddana, wyrobiona, zrównoważona, za doświadczenie choćby najokrutniejsze − jak tu droga siostra miała do przeżycia – zachowa się cicho, pokornie, bez zrywania się przeciw dopuszczeniu Bożemu, gdyż oddała się Jemu całkowicie, bez zastrzeżeń, na wieki: Jemu zaufała, iż On potrafi się upomnieć o cześć Swojej oblubienicy, byle ona godnie się zachowała, tak jak On – choć Go oprawcy na krzyż skazali i Mu życie na nim odebrali.&lt;br /&gt;Otóż, siostro droga, niech siostra już wcale nie przejmuje się tym, co zaszło, bo to zbyt ciężkie oszczerstwa i takie nieprawdopodobne, iż nie dziwię się s. Benignie i s. Imeldzie, że śmiały się tylko z takich głupich podejrzeń i zarzutów. Zapewne te siostry ukochane chciały tym śmiechem, drogiej siostrze, dowieść, iż takie podejrzenie jest największym głupstwem; chciały siostrę rozerwać w jej trosce i bólu! Więc proszę się nie martwić, ani w duszy do sióstr nie mieć żalu, ani do tej niedobrej osoby – bo Bóg Najświętszy dla doskonalenia, drogiej siostry, tak dopuścił i nikt Mądrości Bożej nie przeniknie swoim ograniczonym umysłem, dlaczego taką rzecz na naszą siostrę, a oblubienicę Swojej Boskiej Duszy dopuścił. Dlaczego właśnie na siostrę? Bo tak Mu się spodobało – widać wierzył, iż droga siostra, to dobrze, zasługująco, budująco dla otoczenia zniesie i to mogło być przyczyną. Czy też – że może kiedy o sobie dobrze mniemała, kiedy inni doświadczali inne Boże próby, może kiedy mówiła, pouczała, że trzeba cicho z poddaniem się Bogu Najwyższemu znosić wszelkie gorycze i próby Boże, bo to czas doczesnego życia, który mamy z dobrym wynikiem cnót i zasług przeżywać. Więc przyszła chwila, że to, o czym siostra ukochana drugich pouczała i była przekonana, że tak potrafiłaby przeżyć dla miłości Boga, Pan Bóg żywo, boleśnie, przez tę kobietę doświadczył doskonałość powołania.&lt;br /&gt;Teraz, droga siostra, niechaj wejdzie w siebie czy doskonale, według woli Bożej, te błogosławione chwile doświadczeń przeżywała? Czy były straty duchowe, czy zyski? O ile straty, to wynagrodzić Panu Jezusowi swoim pokornym uznaniem niedoskonałości i wyznaniem szczerego żalu, iż tak nieumiejętnie wykorzystała tak dobrą okazję zamierania sobie, a trwania jedynie przy Bogu i miłowania Go, dziękowania Mu, iż właśnie tak nie jest jak posądziła ze złością, oszczerstwo krzywdzące rzuciła, zła osoba na siostrę, by za coś odemścić.&lt;br /&gt;Uważam, że trzeba Panu Bogu gorąco podziękować za ten ból, za walkę i wszystko, wszystko, bo to siostrę drogą zapewne z niejednego oczyściło, choćby zbyt wielkiego dobrego mniemania o sobie, że się doskonałą już jest. I chociaż może, droga siostra, błędy popełniała i winy wobec miłości bliźniego, sióstr, otoczenia, to jednak to jest mniejsze, jak to przywiązanie do samej siebie, dobrego mniemania o sobie, itp. Siostro droga, Panu Bogu trzeba dziękować i weselić się, iż Bóg nie zapomniał o siostrze, a chce widać do wysokiej świętości doprowadzić, że tak bardzo doświadczył. Mówię to ze szczerego i głębokiego przekonania, toteż kochaj, siostro droga, ten krzyż, który niespodziewanie spadł i już zapomnieć o nim, a drogie siostry kochać i im przykrość wyrządzoną wynagrodzić weselem ducha, swobodą i życzliwością.&lt;br /&gt;Tak, siostro ukochana, miłość Boża, miłość siostrzana, to są najpiękniejsze poruszenia dusz, które utrwalone na wieki promieniować będą przed Bogiem w naszej duszy, Jemu poświęconej. Proszę się nie martwić o stratę duchową, o ile, droga siostra, żal miała i do s. Imeldy i s. Benigny, a kochać je serdecznie z powrotem i razem pośmiać się nad tą niespodzianką, która − jak piorun wśród pogodnego dnia − spadła między was, na głowę drogiej siostry. Proszę nieco się zastanowić, a mam wrażenie, że siostra odgadnie, dlaczego to tak się stało. Potrzeba było może silnego uderzenia, by dusza się ożywiła i wydała ze siebie różnego rodzaju ofiarne dowody miłości Boga i bliźniego (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (35). Do s. Benigny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prądnik Biały, 5 XII 1947.&lt;br /&gt;Spodziewam się, że u was, moje kochane, już wszystko po tej dziwacznej przykrości uspokoiło się i życie płynie już swoim cichym a zasługującym na żywot wieczny trybem. Moje najdroższe, pamiętajcie, że Pan Bóg nieraz posługuje się złością ludzi i szatana, by swoim wybrańcom dać możność wyrobić heroiczne wprost cnoty. Więc moje kochane, nie dziwmy się nigdy dziwnym losem ludzkich istot, kiedy niespodzianie coś kogo spotka. Trzeba wierzyć, że mądrość boska, sprawiedliwość, miłość, gorliwość, różnych sposobów używa, żeby dusze ludzkie urabiać, udoskonalić, uświęcać – tylko trzeba ze wszystkiego korzystać, a można dojść do wielkiej świętości, przy wszelkiego rodzaju okolicznościach. A pomaga ku temu, o ile dusza za wszystko, bez wyjątku, szczerze, serdecznie, z gorącością ducha dziękuje Panu Bogu za Opatrzność Jego nad nią, poczytując wszystko co ją spotka za potrzebne dla urobienia jej charakteru, cnót i zdobycia zasług – z czego cieszy się i błogosławi Pana Boga tak za dobrodziejstwa, jak za przeszkody i wszelkiego rodzaju troski, trudy – a nawet oszczerstwa.&lt;br /&gt;Ta równowaga, pokój, sprawiedliwość bosko-zbawcza w niej, iż nikogo skrzywdzić swoją niechęcią nie chce, a głównie Pana Boga żyjącego w niej – ani też swojej duszy i otoczenia, daje jej siłę w moralnym podnieceniu, by coraz wyżej wzbijać się na szczyty doskonałości i kochać wszystkich za wszystko; czy za dobro, czy za otrzymane zło, by tym sposobem urabiać w sobie ducha bosko-synowskiego, jaki w nas wciela Boska Dusza Chrystusa Pana żyjącego w nas. Wówczas stajemy się pięknością w oczach samego Boga – po prostu  On w nas jest rozmiłowany, zachwycony, bo widzi Syna Swego Jednorodzonego żyjącego w nas (--).&lt;br /&gt;Jezus na nowo na tej ziemi żyje, żyje w członkach i przez członki Swoje mistyczne!&lt;br /&gt;Siostry ukochane, starajcie się całą duszą o to, byście zawsze wespół z Chrystusem Panem  przeżywały każdą dobę miesiąca i starały się być coraz podobniejsze Jemu, Najmilszemu, dając się Mu przepromienić! Ach Chrystus Pan tak bardzo pragnie w duszach waszych panować nad wami i róść mocą działania Swego! By każde wasze  słowo, myśl, uczucie, czyn były nie tylko zgodne z Jego boskim duchem myślenia, wolą, lecz by wypływało z Jego boskiej Duszy i was, moje ukochane siostry, urabiało na dzieci&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftn1" name="_ftnref1"&gt;[1]&lt;/a&gt; Boże, na brać Jego umiłowaną.&lt;br /&gt;No, bo dla tego celu Bóg nas powołał do współbudowania zakonu Boskiej Jego Duszy. Starajcie się, moje drogie siostry, byście były doskonałym kamieniem duchowym pod budowanie tak wspaniałego gmachu.&lt;br /&gt;Starajcie się nawzajem miłować szczerze, serdecznie, pomimo wad, jakie każda ma, lecz może nie widzi je sama, lub nie uznaje, czy też nie chce się jej pracować nad wyrugowaniem tej bolesnej dla Chrystusa Pana obrzydliwości, która gnębi Go w naszej duszy. Starajcie się szanować siebie samych, strzegąc się najmniejszego cienia niedoskonałości, a gorąco pracujcie, by piękno Chrystusowych cnót zakorzeniało się co dzień coraz silniej i owocniej. Gdyż Pan Bóg chce was widzieć Swoje ukochane, świadomie dojrzewającymi do nieba, i dobra tego ziemskiego świata, kiedy dziś piękność duchowa jest dość silnie podeptana, jak i wszelkie prawa Boże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (36). Do s. Andrzei&lt;br /&gt;Siedlec, 24 V 1962.&lt;br /&gt;Doszła mnie wiadomość, że kochana siostra bardzo cierpi z powodu wątroby skamieniałej…, lecz że jeszcze wstaje, chodzi, nawet pracuje – żyje. Siostro ukochana, doradzam siostrze najlepsze lekarstwo i na to doczesne życie i wieczne. Proszę cały czas pozostałego życia używać na coraz gorętsze, szczersze, rzewne podziękowanie za wszystko, wszystko czym Pan Bóg, drogą siostrę, od chwili jej zaistnienia darzył. Ale tak serdecznie, tak poważnie zająć się szczerym wywdzięczeniem się Panu Bogu, żeby duch siostry rozświetlił całą postać, nie tylko jej ducha, ale i ciało, żeby odczuło, że w tym radosnym uwielbieniu Boga Stwórcy, Boga Zbawcy i Boga Uświęciciela i Oświeciciela – spłaca się dług należny już dawno, dawno Panu Bogu! Bowiem, siostro moja, chociaż choroba jest ciężka, bolesna, długotrwała, ale dług też jest ze strony siostry wobec Pana Boga wielki.&lt;br /&gt;A gdy, droga siostra, całą duszą ze wszystkich sił swoich pocznie dziękczynieniem spłacać należny dług – sama zobaczy, jak nie tylko duch uczuje się wyzwolonym z mocy jarzma cierpień, jakie stwarza fizyczna i duchowa choroba. Trzeba się wyzwoleńczo przygotować do odejścia z tego świata, żeby dług wobec Pana Boga nie ciążył nad siostrą. A może to się stać, że Pan Bóg za serdeczną, szczerą, miłosną siostry wdzięczność odnowi nie tylko, drogiej siostry, ducha, ale i ciało (--).&lt;br /&gt;Więc proszę być serdecznie, z całej duszy, wdzięczną Panu Bogu za wszystko, wszystko, nawet za chorobę. a choćby i nadeszła – [za] śmierć, a łatwo siostra przebłaga za wszelką niewierność swoją, za brak może miłości do sióstr, czy [za] jakieś dawne niechęci.&lt;br /&gt;Wszystko to wyrówna Bogu najłaskawszemu, gdy Pan Bóg zobaczy w duszy siostry tyle szczęścia, wdzięczności, a stąd płynącą miłość dla Niego Zbawcy – Stwórcy Boga i dla wszystkich, którzy ze siostrą żyli i uświęcali się służąc Boskiej Duszy (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (37). Do s. Sebastiany&lt;br /&gt;Siedlec, 17 I 1963.&lt;br /&gt;W czasie świątecznym zrodziło się we mnie pragnienie, żeby wszystkim siostrom na dzień ich imienin osobiście złożyć pisemne życzenia. Dlatego chcę być temu postanowieniu wierna, bo ma ono w sobie pewne prawo ducha Bożej Rodziny – czyli ducha Zgromadzenia.&lt;br /&gt;Siostro kochana, ciesz się, że tak ciężkie nieraz chwile na początku poświęcenia się Panu Bogu, droga siostra, przeżywała, kiedy rodzice nie chcieli pozwolić całkowicie oddać się Panu Bogu w Zgromadzeniu. Lecz kochana siostra, za łaską Bożą, wszystko pokonała, obecnie ma tylko pracę przed sobą, żeby zauważone wady czy niedoskonałości pokonywać, a na to miejsce zdobywać cnoty. O, tak! Cnoty Chrystusa Pana, jakże one promieniują w Nim dla nas, byśmy chciały je ze Zbawcy swego przyswajać, kiedy On je Sobą w nas, przy Komunii sakramentalnej, wnosi i tak wciąż czeka, kiedy świadomie, dobrowolnie, z wielkim zapałem będziemy chciały w życiu naszym codziennym, przy każdej okazji zdobywać.&lt;br /&gt;Więc siostro ukochana, ponieważ w niedzielę są siostry imieniny, życzę jej głębokiego zjednoczenia z Najsłodszą Duszą Chrystusa Pana, który tak pragnie ubogacić siostrę Swoją obecnością, by przyjmowała z Niego boskie życie Jego, a miłując Go całym jestestwem swoim, dawała Mu przejawiać się w tym swoim choć skromnym życiu w Lubniu, wśród pięciu sióstr, czy też niekiedy w otaczającym zetknięciu się z ludźmi, zawsze ze wszystkimi obchodząc się wzorowo, według ducha Chrystusowego. A więc dla każdego z uszanowaniem ze względu, że Pan Jezus tego uczy i życzy Sobie, byśmy wszystkich z uczciwością jego zbawczego Ducha traktowali i każdy, kto zetknie się z nami w życiu – w dniu codziennym, odczuje wówczas Ducha Chrystusowego jego boskiej życzliwości, która nie zna obłudy! Siostro droga, chcę to powiedzieć żeby duch Jego w każdej z nas sióstr, poświęconych Zbawcy boskiemu, wszechwładnie w nas żył i mógł On wolę Ojca Niebieskiego przez nas tu na ziemi ziszczać.&lt;br /&gt;Toteż trzeba, żeby w nas wszystkich wszelkie wady ustąpiły, a życie Chrystusa Pana i Jego boskie cnoty wszechwładnie w nas żyły i królowały nad nami i w nas! Życzę zatem, kochanej siostrze, dobrego zdrowia w długim życiu, by mogła, miłując Zbawcę według Jego ducha i woli, wiele dobrego zdziałać przez wierną służbę Bogu w uświęcaniu się codziennym, dla dobra zmarłych i żywych tu na ziemi (--), by cały świat istot nieśmiertelnych znalazł się w wiecznej chwale!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (38). Do s. Salezji&lt;br /&gt;Siedlec, 27 I 1963.&lt;br /&gt;(--) Przed dniem jej Patrona przesyłam, kochanej siostrze, serdeczne życzenia, by siostra stała się nie tylko pociechą swojego Patrona, lecz i Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Bowiem Go co dzień przyjmuje w Komunii świętej z bóstwem i człowieczeństwem i ma starać się cały dzień przeżywać, trwając przy Nim, żeby siostry osoba była bliska boskiej Osobie Pana Jezusa, a też bliska Jego jako Człowieka!&lt;br /&gt;A więc starała się poznawać Jego życie tu na ziemi, gdy uczył nas, jak mamy obchodzić się z bliźnimi. Więc nie tylko uwielbiać Boga Najdobrotliwszego, lecz i kochać bliźnich, dopomagać im wyzbywać się wad z ich zepsutej niezgodnej natury, a przyoblekać się i ubogacać w cnoty, modlitwą swoją żarliwą za nich: a i pracą swoją sumienną nad swoimi wadami, by ich całkiem wyzbyć się!&lt;br /&gt;Toteż kochanej siostrze życzę: wiele zapału, radości i błogosławieństwa Bożego w upodabnianiu się do samego Boskiego Zbawcy, jak i Jego cierpliwości do znoszenia cudzych wad, doświadczeń i przykrych nieraz wyskoków nieopanowanych charakterów, ciesząc się co dzień coraz większym zwycięstwem Pana Jezusa nad pokonaniem jej wad (--).&lt;br /&gt;O, jakże Pan Jezus cieszy się naszym pójściem w ślad za Nim, w upodabnianiu się Jemu! O, jakże On się cieszy najmniejszym wynagrodzeniem… za nasze dawne błędy w budowaniu Mistycznego Ciała w doskonałość (--). [On pragnie], byśmy pozwolili Mu promieniować przez nas Jego cnotami − zatem Jego dobrocią, miłością, wdzięcznością, cierpliwością, by Boży duch całej Trójcy Przenajświętszej mógł przez nas przejawiać się!&lt;br /&gt;O to właśnie proszę Pana Boga − modląc się za siostrę, jak i za wszystkie siostry – byśmy zrealizowały Jego boską ideę (myśl) i w tej nowej erze chrześcijaństwa zasłużyły u Pana Boga być Jego twórczymi członkami w świadomym budowaniu Ciała Jego Mistycznego w doskonałość członków, by Chrystus Pan żył w nas wszechwładnie dla chwały Boga w Trójcy Jedynego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (39). Do s. Romualdy&lt;br /&gt;Siedlec, 2 II 1963.&lt;br /&gt;(--) Kochana siostro, życzę z całego serca, by [siostra] według woli Bożej oceniła ważność każdego dnia, przeżytego w łasce Bożej i sumiennej pracy, nad uświęceniem swojej osoby. Proszę pamiętać, że zdobywanie każdego dnia w swojej duszy trwałego bytu dla Chrystusowych cnót: pokory, cichości, miłości bliźniego, pokoju ducha, uczynności, wdzięczności ku Bogu Zbawcy, a też pobożności istotnie Chrystusowej – to są największe skarby dla duszy Bogu poświęconej!&lt;a style="mso-footnote-id: ftn2" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftn2" name="_ftnref2"&gt;[2]&lt;/a&gt; Kto o te skarby w życiu swoim, z dnia na dzień, sam od siebie dobija się i walczy niekiedy ze sobą usilnie, ten największą czynność spełnia dla chwały Boga Odwiecznego. Bowiem dowodzi, jak czci Boga Ojca i [jak] Mu składa wdzięczność głęboką – walcząc ze sobą w upodabnianiu się do Syna Bożego, któremu zawdzięcza odkupienie, a dziś i zbawczą moc, która, jak w danym wypadku, przez drogą siostrę, jest pielęgnowana, by niczym nie zasmucić Zbawiciela Boskiego − Jezusa Chrystusa.&lt;br /&gt;Oto siostro tak jesteś umiłowana przez Boga, bo dostąpiłaś Jego łaski, że jesteś w zakonie Boskiej Duszy Chrystusa Pana, bo my dzisiaj jesteśmy zapoczątkowaniem i podwaliną [tego zakonu]. A więc jaką każda z nas ma być w oczach boskich, by mogła uważać się za godną tak niezwykłej świętości, czyli podobieństwa do Boskiej Duszy (--). Siostro najdroższa, poproś gorąco swego Patrona św. Romualda, by uczył cię i pielęgnował w tobie wszystkie te cnoty, którymi Chrystus Pan chce na żywot wieczny promieniować w kochanej siostrze i przez nią uspokoić jej dawne zaniedbania. Bo czas umyka, jak bystra strzała, a wieczność stoi przed nami już niedaleko! Zaś trzeba dużo, dużo zmienić na chwałę Bożą i na swe własne zbawienie! Oto od dziś, droga siostro, wszystko co siostra zauważyła, że nie jest z Chrystusa i nie upodabnia do Niego... wszystko ze spokojem, równowagą, dostojnie usuwać ze siebie, jako niepotrzebne, szkodliwe strzępy niewyrobionego ducha i zawadę w podobaniu się Bogu. O, za tę pracę Pan Bóg, drogą siostrę, rzeczywiście z radością upodobni [do] Siebie i stanie się [siostra] godną nieba! (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (40). Do s. Ekspedyty&lt;br /&gt;                                                                                                                        Siedlec, 16 II 1963.&lt;br /&gt;(--) Siostro kochana, od razu na wstępie powiem… nie martw się stanem zdrowia, choć może jest bardzo przykry i groźny. Proszę pamiętać, że to, co się stało ze stanem zdrowia, może jest właśnie największym dobrodziejstwem dla duszy, a nawet i ciała, drogiej siostry. Bowiem tyle lat była wciąż prawie bez wypoczynku, przy odpowiedzialnej pracy w przedszkolu – a o sobie właściwie może zupełnie zapomniała! Dlatego Pan Jezus pragnie, by było więcej ciszy i spokoju; [by siostra] zapominając nawet o poważnej nerwowej chorobie twarzy − odeszła od tego wszystkiego, lecząc się dalej, lecz niczym nie przejmując się – kochała coraz serdeczniej, wdzięczniej Pana Jezusa, naszego Zbawcę i Boga. On − to najwspanialsze i rzeczywiste nasze życie, zdrowie, moc i łaskawość!&lt;br /&gt;On to przez uszczęśliwienie duszy, drogiej siostry, może ją przyprowadzić do zupełnej  równowagi ciała i duszy – bo to Bóg wcielony, nasz najbardziej nam oddany Oblubieniec, Lekarz, Bóg!&lt;br /&gt;Mówię siostrze drogiej, wejdź więcej w siebie i proszę zastanawiaj się nad poświęceniem się Pana Jezusa [dla nas]! Żeby Go siostra kochana serdecznie przeprosiła − za swoje słabości duchowe, tzw. wady, czy brak czasu dla oddawania Bogu chwały − zjednoczeniem i współmyśleniem z Nim w duszy drogiej siostry żyjącego!&lt;br /&gt;Może Mu było nieraz smutno, czuł się osamotnionym, bo droga siostra spełniała obowiązki swoje przy dzieciach nie razem z Nim, dla chwały Boga Ojca, a tylko sama, sama i zawsze sama!... Trzeba [więc teraz] podziękować, ale to z głębi duszy: gorąco, serdecznie, że ma teraz [siostra] czas przed Wielkanocą w Poście Wielkim, [by] spędzać z Nim, wczuwając się w Ofiarę Jego − Syna Bożego, Który stał się dla naszego przykładu i zbawienia – Synem Człowieczym, żeby mógł odkupić i zbawić ludzki ród! (--).&lt;br /&gt;Więc, siostro droga, pierwsze – proszę przestać myśleć o chorobie i to… [stanowczo] – zapomnieć – nie przestając według rady lekarza leczyć się; a … choćby [siostra] czuła się bardzo osłabiona, to i tak dziękować Panu Bogu za owocne pozostałe życie, ciesząc się przyszłym, czy ono za 10 czy za 20 lat przyjdzie, czy prędzej, choćby i dziś! Bowiem jesteśmy członkami Chrystusowego Mistycznego Ciała Jego, przebóstwionego organizmu – Kościoła świętego i kochamy boską naszą Głowę, to jest Jezusa Chrystusa nad całe nasze teraźniejsze tu na ziemi życie (--).&lt;br /&gt;Siostro kochana, wejdź w nowe życie, w życie Chrystusa Pana bytującego w Ciele Mistycznym i żyj Jezusem, przy Jezusie, dla Jezusa, nawet za Jezusa, by nasz Pan i Bóg cieszył się tobą, droga siostro, że On jest dla ciebie za wszystko – wszystkim (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 (41). Do s. Benedykty&lt;br /&gt;Siedlec, 6 III 1963.&lt;br /&gt;(--) Oto, siostro kochana, ponieważ pragnę w życzeniach imieninowych odświeżyć nieco ducha naszego – ku czci Boskiej Duszy powstałego − Zgromadzenia, więc pytam kochaną siostrę, czy szczęśliwa jest, że swoją osobę, duszę, a więc i życie swoje w ludzkim ciele, ofiarowała na służbę Bogu-Człowiekowi? Bowiem, co prawda to życie oddane na usługi Chrystusowi Panu przy kościele, jest po części uciążliwe, jednak zapewne jest ono Panu Jezusowi miłe, gdy siostra droga nie narzeka na tę pracę, a chętnie, jakby samemu Bogu-Człowiekowi służy pomocą swoją – przy codziennej pracy.&lt;br /&gt;Najgłówniejsze, żeby Pana Jezusa, którego co dzień się przyjmuje w Przenajświętszym Sakramencie, bardziej niż wczoraj się kochało i zbliżało się do coraz serdeczniejszej współpracy z Nim, nad uświęceniem swojej własnej osoby, a też i uświęceniem osoby bliźnich przez dobry przykład: życzliwe zachowanie się względem swojego zakonnego otoczenia i rozmowy w duchu religijnym o Bogu. Kochana siostro, życzę z całej duszy, by siostra o tym nie zapomniała, że Pan Jezus chce, by o Nim często mówiono wśród swoich i obcych. Bo tak dużo można mówić ze świeckimi osobami. Na przykład: wspomnieć o tym, że Pan Bóg stworzył nas na obraz Swój. On jest odwieczny i co za szczęście – nas obdarzył nieśmiertelnym bytem; i właśnie tym jesteśmy do niego podobni, że On nam dał to podobieństwo do Siebie odwiecznego w tym, że już nigdy, nigdy istnieć nie przestaniemy chociaż niedawno mamy początek naszego istnienia. Dlatego powinniśmy Bogu często w ciągu dnia choć krótkim, lecz gorącym westchnieniem wdzięczność okazać, że istniejemy – i że już wiecznie będziemy przy Nim, z Nim, dla Niego istnieć, jako Jego nieodstępna brać, przez Niego stworzona i dla Jego chwały zaistniała. On Bóg zapragnął z nami dzielić się swoim odwiecznym szczęściem, by nas − w czasie stworzonych − już na wieki karmić Sobą, Swoją obecnością w nas.&lt;br /&gt;O, jakież to wszystko jest wielkie!... jakie wartościowe – wprost przechodzi nasze ludzkie pojęcie! Tymczasem człowiek zwykły, nawet zakonnica, zupełnie nieraz zapomina o tym, by co dzień cieszyć się!; by uwielbiać Swego Boga i Mu nieustannie wdzięczność okazywać w cierpliwym znoszeniu przykrości doczesnego życia, by one nie śmiały przyćmiewać szczęścia z radości, że Bóg ją z miłości Swojej stworzył podobną do Siebie, bo podzielił się niejako Swoim odwiecznym bytem, bo jej ze Siebie to istnienie – ten byt, dał! Bo mocą Swoją stworzył ją nieśmiertelną istotą, która będzie żyć, choć umrze jej ciało w swoim czasie, lecz jej rozumna dusza, posiadająca wolną wolę, pamięć, wyobraźnię i ciało choć śmiertelne (lecz i ono kiedyś zmartwychwstanie) będzie już na wieki przy Bogu z Bogiem żyć!&lt;br /&gt;Cóż to za wielkie prawdy, które mówią o tak drogiej dla nas rzeczywistości wiecznej! A czy się o tym często myśli? Czy ta boska rzeczywistość dokonana w nas nad nami, czy ona nas przejmuje duchem miłości wiernej, radosnej, pełnej chwalebnego szczęścia i wdzięczności Bogu? (--).&lt;br /&gt;Tak bardzo pragnęłabym, żeby droga siostra często, gdy ma choć pięć, dziesięć minut czasu wolnego, żeby w powyższy sposób uczyła się Panu Bogu dziękować miłośnie za to, że On − odwieczny Bóg – siostrę obdarzył wiecznym istnieniem, które [siostra] chce przeżywać tylko dla Jego chwały, z pożytkiem dla bliźnich, a z miłości ku Niemu Bogu żyjącemu w drogiej siostrze, bo po to ją stworzył na obraz Swój i chce podobieństwo do Siebie Boga uwiecznić w cichym, skromnym, rzetelnym życiu przy Nim, dla Niego żyjącego w niej, by On się wielkim w niej stał!... Bo po to On − Bóg powołał na zakonnicę, czyli oblubienicę Boskiej Swej Duszy(--).&lt;br /&gt;&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftnref1" name="_ftn1"&gt;[1]&lt;/a&gt; W rkps jest: „na syny”,&lt;br /&gt;&lt;a style="mso-footnote-id: ftn2" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftnref2" name="_ftn2"&gt;[2]&lt;/a&gt; Zmieniono szyk zdania. W rksp jest: Proszę pamiętać, że zdobywanie dnia każdego trwałego bytu w duszy swojej dla Chrystusowych cnót: pokory, cichości, miłości bliźniego, pokoju ducha, uczynności, wdzięczności ku Bogu Zbawcy, a też pobożności istotnie Chrystusowej – to są największe skarby dla duszy Bogu poświęconej!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-4155415902182012279?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/4155415902182012279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/pisma-do-poszczegolnych-siostr.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/4155415902182012279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/4155415902182012279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/pisma-do-poszczegolnych-siostr.html' title='Pisma do poszczególnych sióstr'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-60383139384178028</id><published>2010-03-25T09:38:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T09:39:17.917-07:00</updated><title type='text'>Wybór pism m. Tajber cz. 2</title><content type='html'>Do wszystkich Sióstr Zgromadzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (17).&lt;br /&gt;27 V 1942.&lt;br /&gt;Oto, Drogie Siostry, często wciągu dnia stawajcie myślą przed Jezusem Chrystusem, zamieszkałym w waszych duszach. Niech każda uprzytamnia Go sobie, by nauczyła się żyć dla Niego.&lt;br /&gt;Jezus bowiem żąda tego od nas oblubienic Swojej Boskiej Duszy, byśmy w ten sposób uprzytamniając sobie bytność Jego w nas nauczyły się żyć Nim, w Nim, dla Niego, by On mógł władać naszą myślą, naszą wolą, naszą wyobraźnią, pamięcią i naszym uczuciem, które tak często brnie w nieprawościach naszej zepsutej natury.&lt;br /&gt;Więc, drogie siostry, uczcie się oczyszczać swoją myśl i uwalniać od wszelkiego wpływu złego czy to z otoczenia bliższego, czy dalszego, uwalniać od wpływów wychodzących z naszej zepsutej natury, a wciąż podlegać Jezusowi, który po to zamieszkuje w nas, by nam służyć potęgą Swego boskiego dobra.&lt;br /&gt;On, najwyższy Mistrz i boski lekarz, On po to przyszedł do nas i zamieszkał w nas, by nas uleczyć i uwolnić od wszystkiego co nie jest od Boga i co nie jest Bogiem (--).&lt;br /&gt;Więc, drogie siostry, uważajcie i pilnie czuwajcie nad sobą, by wasza dusza stała się wiernym siedliskiem Boga, w którym by Bóg mógł wszechwładnie panować i żyć jako król odwiecznej chwały.&lt;br /&gt;Oto pamiętaj, droga siostro, że po to żyjesz na tej kuli ziemskiej, byś stała się kryształowo czystą. Każda twoja myśl by brała początek z Boga i nauczyła się ujawniać Jego boską myśl.&lt;br /&gt;Nie myśl, że to jest zbyt wysokie dla ciebie. Bowiem po to zostałaś stworzona, żyjesz i powołał cię Bóg, byś w tej doskonałości żyła.&lt;br /&gt;Więc precz ze wszelkimi niechętnymi myślami, z wszelkim uczuciem nieżyczliwym, by wola nauczyła się karmić potęgą łaski, by każdy akt przeżywany przez twoją, droga siostro duszę, dawał ci prawo istnienia tu na ziemi, by takie życie wyjednało ci prawo do królestwa niebieskiego, które otworem stanie przed tobą, gdy zejdziesz z tego świata po takim życiu poświęconym Bogu.&lt;br /&gt;Oto pamiętaj siostro, że twoja myśl należy już tylko do Boga; twoja wola ma być wylewem łaski Bożej, która zjednoczona z twoją wolą ma siać wkoło dobro; twoje uczucie ma się wciąż wylewać na świat cały potęgą piękna, wypływającego z Duszy Boga Człowieka. Przez ciebie cały ród ludzki ma się wzbogacić miłością Boga, która chce się przez ciebie ujawnić dla biednej upadłej zbolałej ludzkości. Pamiętaj, droga siostro, że życie twoje jest drogocennym skarbem Jezusa, który chce uczynić je Swoim przedłużeniem (--).&lt;br /&gt;Oto pamiętaj, droga siostro, wyzbądź się starego człowieka, a przyoblecz się w szatę godową, w którą cię Ja Bóg-Człowiek przyodziewam codziennie, byś promieniowała wszelką pięknością przed obliczem Moim boskim.&lt;br /&gt;Oto pamiętaj, że jedna myśl ma ożywiać twoją duszę i do głębi przeniknąć całe jestestwo twoje, by osoba twoja stała się wierną oblubienicą Bożą. Oto tą myślą ma być: Bóg, który żyje we mnie, niech będzie uwielbiony w każdej mojej myśli, w każdym akcie woli, bym pragnęła jedynie dobra, którym chcę uczcić Boga mego żyjącego we mnie.&lt;br /&gt;Oto powtarzaj często, droga córko, ten akt oddania się Mnie Bogu w tobie zamieszkałemu i ciesz się tą wielką tajemnicą, do której cię Ja, Bóg, powołałem.&lt;br /&gt;Oto masz mnie piastować we wnętrzu twoim i codziennie coraz bardziej ustępować miejsca Mnie Bogu, bym dokonał Swego dzieła stworzenia, odkupienia i uświęcenia, w którym byś ty brała udział przy świadomej współpracy ze Mną, bowiem po to tylko żyjesz.&lt;br /&gt;Drogie siostry, pamiętajcie że duch wasz na wszystkich placówkach ma się ożywiać. Bowiem jesteśmy powołane do odrodzenia świata całego. A więc niechże ta łaska Pana naszego Boga i Zbawcy ziści się w nas, a przez nas na świat cały. Toteż błogosławieństwo Boże niech spocznie na was, a opieka Niepokalanej Bogarodzicy strzeże was przed wszelkim złem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (18).&lt;br /&gt;2 VI 1942.&lt;br /&gt;Ukochane moje, które poświęciłyście się wraz ze mną służyć Bogu w jednej sprawie. Życie ludzkie to nie szumiące bałwany, piętrzące się jedne nad drugimi, a łaska Pana naszego i Boga Stwórcy wszechrzeczy, który dał istnienie i to na wieki. Jak winniśmy sobie cenić to życie tu na ziemi, które jest zapoczątkowaniem życia wiecznego; ono czeka na was – czeka pełne nieznanych wielkości, które nam obiecał nasz Boski Zbawca i Mistrz stawszy się dla nas drogą, prawdą i żywotem.&lt;br /&gt;Oto, droga moja siostro, uważaj by to życie, które tak szybko przemija nie było spustoszeniem na przyszłość, lecz dźwignią, która pełnią zasług toruje drogę do Nieba.&lt;br /&gt;Siostry drogie, czy wy wiecie co to słowo oznacza: „do nieba” – to do początku, który jest Odwiecznym Życiem, w które my mamy na wieki wejść, by tworzyć jedno.&lt;br /&gt;Oto Pan nasz Jezus Chrystus, Syn Boga Żywego, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, stawszy się człowiekiem poświęcił całego Siebie, by dla nas to życie wieczne w Bogu wysłużyć i każdej z nas użyczyć, byśmy Nim żyły, dla Niego żyły, w Nim żyły, by to życie w nas miało jak najpiękniejszy, jak najowocniejszy rozkwit (--).&lt;br /&gt;Toteż, drogie siostry, przeżywajmy ten czas doczesnego żywota z jak największym zrozumieniem, że w nim służymy Bogu, gdy pełnimy wolę Jego boską według Jego przykazań.&lt;br /&gt;Pamiętaj siostro, nie zabijaj w sobie łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przychodząc codziennie do ciebie obdarza nią ciebie i chce jednego: byś żyła nią, ciesząc się niezmiernie, że żyjesz w potoku łaski nieskończenie wielkiej, która cię całą ma przemienić, uczyniwszy cię godną oblubienicą Boga. Niechże każda chwila twego życia będzie nacechowana posłuszeństwem twemu Bogu Oblubieńcowi, który ci dał ze Siebie wzór, wzór wszelkich cnót, a przede wszystkim cnoty posłuszeństwa ofiarnego, poświęcenia się sprawie Boga Ojca oraz całego rodzaju ludzkiego, byś mogła wiernie pełnić Wolę Bożą tam, gdzie Bóg cię postawił.&lt;br /&gt;Pamiętaj, że od przeżycia chwili obecnej, która wciąż napływa i dopełnia się – zależy wieczność cała twoja w Bogu.&lt;br /&gt;Pamiętaj, że od rozkwitu łaski w tej każdej obecnej chwili zależy rozkwit życia bosko-zbawczego w tobie.&lt;br /&gt;Siostro droga, dlaczego nie cieszysz się życiem swoim doczesnym, kiedy płynie w nim odwieczna myśl Boga i Jego odwieczne życie boskie w tobie? (--).&lt;br /&gt;Siostro, pamiętaj, że Ja Bóg wszechmocny, Pan i Stwórca wszechrzeczy – Jam cię stworzył na obraz Swój i podobieństwo Moje, więc okaż ten obraz w swoim wewnętrznym i zewnętrznym życiu.&lt;br /&gt;Jam jest Bóg, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Pamiętaj, żem cię wywiódł z dróg zepsucia wiodących na wieczne potępienie i wyprowadził cię z domu niewoli twych zmysłów i władz duszy, które tak wielkie nieraz zniszczenie czyniły w twoim wnętrzu.&lt;br /&gt;Ocknij się więc, córko Moja, ocknij się ze zgubnego snu, a powstań do życia wiekuistego w Bogu i zapragnij żyć Mną, dla Mnie, we Mnie wraz ze Mną, bym Ja Bóg uczynił cię jedno ze Sobą Bogiem. Po to żyjesz i po to na wieki istnieć masz, byś stała się jednomyślną ze Mną Bogiem, byś stała się w czynie jednozgodna z Moją boską wolą, byś stała się jednozgodną w Mojej miłości, potędze i wielkości.&lt;br /&gt;„Zatem córko droga uważaj, byś stawała się w każdym czynie twoim podobną do Mnie, by doskonałość wypełniała ciebie po brzegi i Moja Boża wola ziściła się w tobie”.&lt;br /&gt;Oto, drogie siostry, życzę wam z całego serca co Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty przeznaczył wam osiągnąć w Duchu Świętym, byście się stały z Bogiem jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (19).&lt;br /&gt;17 VI 1942.&lt;br /&gt;Siostry drogie, w Panu naszym Jezusie Chrystusie, czy spełniacie swoje obowiązki, które nałożyła na was Opatrzność Boża, byście się stały drzewem owocnym wśród wichrów i nawałnic ludzkiego życia? (--).&lt;br /&gt;Oto czas szybko mija, a wieczność zbliża się. Tymczasem tyle jeszcze jest do zdziałania na polu nieśmiertelnej duszy, by ją uwolnić z zachwaszczenia wszelkiego.&lt;br /&gt;Siostro droga, nie marnotraw więc czasu życia doczesnego na obojętne przeżywanie go w bezmyślnym trwaniu przy swych brzydkich wadach, któreś powinna z miłości do Boga pokonać, by chwała Boża objawiła się w tobie, a Bóg-Człowiek mógł twoją duszę całą przebóstwić, upodobniwszy do swojej boskiej Duszy.&lt;br /&gt;Drogie siostry, powiedzcie Mi, czy miłość bliźniego jest ustępliwa w was, ochotna do czynu miłosnego, pełnego wdzięku, słodyczy, pokory, życzliwości? (--).&lt;br /&gt;Popatrz więc na siebie siostro, spójrz w głębię swoją, jaką jesteś wobec mnie Boga żyjącego w tobie, który chce przez ciebie wszystkich wkoło miłować, by tę miłość podnieść do Boga Ojca.&lt;br /&gt;Droga córko pamiętaj, że bez miłości bliźniego nie możesz stawić się przede Mną. Bowiem nie jesteś wówczas podobną do Mnie, a ja przecież żyję w tobie. Zatem, jakie jest położenie Moje w tobie, kiedy nie widzę Siebie przejawiającego się przez ciebie. Zastanów się, jak bolesnym musi być dla Mnie, że nie jesteś jedno ze Mną, kiedy poświęciłaś się cała dla Mnie.&lt;br /&gt;A w czym ma się przejawiać twoje poświęcenie się Mnie Bogu-Zbawcy żyjącemu w tobie?.&lt;br /&gt;Czyż nie w tym, bym Ja mógł żyć w tobie dla ciebie, by przez ciebie ujawnić Siebie i tym sposobem stać się chwałą Ojca Niebieskiego, w której byś mogła brać udział swoim własnym wewnętrznym życiem, przeżytym wespół ze Mną wraz ze Mną.&lt;br /&gt;Droga córko, powiedz Mi więc, jak przeżywasz dzień w miłości bliźniego? Czy Ja biorę udział w niej i promieniuję mocą Moją zbawczą przez ciebie?&lt;br /&gt;O pamiętaj, że po to cię stworzyłem i powołałem do służby Mojej, byś wraz ze Mną służyła Bogu Ojcu w celach Jego, które On zamierzył dokonać przez ciebie i Mnie żyjącego w tobie. Chcę żyć wszechwładnie i to w tobie żyć, by przez ciebie budować Królestwo Boże tu na ziemi nie tylko w tobie, lecz wraz z tobą przez ciebie, by rodzaj ludzki miał wieczny pożytek z twego życia poświęconego Mnie Bogu” (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (20).&lt;br /&gt;21 I 1943.&lt;br /&gt;Drogie w Chrystusie Panu siostry, przez dłuższy czas nie spełniałam swojej obietnicy, by co dwa tygodnie do was pisać, łącząc się tym sposobem myślą, duchem i sercem, by was przyciągnąć do sprawy boskiej, której służycie.&lt;br /&gt;Więc chcę na nowo obietnicę ożywić i wskazać drogę, byście się nauczyły żyć Panem Jezusem, dla Jezusa, w Jezusie.&lt;br /&gt;Oto, drogie siostry, powiedzcie czy posłuszne jesteście powołaniu Bożemu, które was przygotować ma dla życia poświęconego Bogu? Czy wszystko co was otacza, a co nie wkracza w wasze obowiązki w służbie Bożej przestaje dla was istnieć, lecz za to Bóg coraz potężniej zabiera w duszach waszych pierwsze miejsce, które Mu ustępujecie w sobie, by On mógł rozkosznie w was z wami żyć?&lt;br /&gt;Czy wszystkie trudy ponosicie dla chwały Boga Ojca wespół z Jezusem Panem zamieszkałym w was, by On mógł pełnić wolę Ojca Niebieskiego w duszach waszych wraz z wami, by wola Boża przez was ziszczała się i przynosiła Bogu najwyższą chwałę, by Jezus w was nie żył bezczynnie a stawał się coraz potężniejszym Panem, wiecznie działającym, który buduje w was Królestwo Boże, by pokój Boży zajaśniał tu na ziemi wśród ludzkich dusz?&lt;br /&gt;Powiedzcie, drogie siostry, czy wszystko wkoło dla was zamiera, a całe żyjecie Bogiem w Bogu, by Bóg przez was tu na ziemi żył (--), byście mogły na świat wydać wespół z Bogiem dokonany czyn miłości Bożej?&lt;br /&gt;Czy każda z was stara się wyzbyć ze wszystkiego, co nie jest w was z Boga i nie prowadzi do Boga, i co jest przeszkodą, by Bóg najświętszy w was żył? Gdyż czas życia doczesnego szybko mija, wady szybko rozrastają się, winy rosną i czynią tamę niedozwalającą żyć wam  Bogiem ani Bogu żyć w was (--).&lt;br /&gt;Uczcie się przynależeć do tej wybranej Chrystusowej braci, która tworzy nowy orszak wielkich dusz, żeby żadna z was nie pozostała w tyle i nie odpadła jak owca, która poświęciwszy siebie Bogu pasła się na innym pastwisku nie tam, gdzie pasterzem jest Sam Bóg-Człowiek.&lt;br /&gt;O, bo wielka chwała czeka na tych, którzy poświęcili siebie Bogu i trwają przy Nim, zamieszkałym w nich, by stać się Jedno z Bogiem (--).&lt;br /&gt;Wierzę, że bywają trudne chwile w życiu, lecz pamiętajcie, że (--) przy Bogu żyjąc, nic się nie stanie wam złego. Bóg, dla którego poświęcacie siebie całych i którym żyjecie, by On w was żył, On was ochroni przed wszelkim, a nawet wiecznym złem, i postawi was tam, gdzie wasze miejsce przy Bogu, byście się stały z Bogiem jedno (--).&lt;br /&gt;Pamiętajcie, drogie siostry, szanujcie się nawzajem ze względu na Pana Jezusa, który mieszka w was, byście jedna drugiej krzywdy nie czyniły swoim niekiedy usposobieniem niechętnym, a jedna drugą znosiły miłując Boga, który żyje w otoczeniu waszym, by Bóg był zawsze miłowany jako najmilszy Pan, któremu należy zawsze ustąpić, by On miał chwałę z miłości waszej, jaką macie w sercu dla Niego, by cieszył się poświęceniem waszym, które sprawia Mu wielką radość, że żyjecie Nim.&lt;br /&gt;Więc żadnych dąsów, żadnych złych humorów i niechętnych usposobień jedna do drugiej, ale jeden Bóg, Bóg żyjący w was, to wasze szczęście, to wasza chluba i radość, to wasz pokój i miłość, która by dawała wam zadowolenie i błogi wewnętrzny stan równowagi (--).&lt;br /&gt;Niech łaska Pana naszego i Boga wyleje się przeobficie na dusze wasze, byście służyły Bogu z zupełnym poświęceniem się Mu. Oby Bóg Najświętszy znalazł w duszach waszych wielką chwałę dla Siebie i cieszył się wami – kiedy tyle tu na ziemi nieszczęść – jako Swoją umiłowaną zakonną rodziną, wśród której dobrze by Mu było żyć tu na ziemi.&lt;br /&gt;Życzę wam, żeby Niepokalana Matka Bogarodzica otoczyła was pieczą Swoją przedziwną, darząc was miłością Swą, a Bóg Zbawca Najsłodszy, nasz Jezus, z opatrzności Swej nigdy was nie wypuszczał, błogosławiąc wszystkim waszym czynom, by były godne nieść chwałę Bogu i sprowadziły błogosławieństwo Boże na cały ludzki ród.&lt;br /&gt;2 (21).&lt;br /&gt;8 IV 1944. &lt;br /&gt;W okresie tak uroczystych świąt Zmartwychwstania Pańskiego, przesyłam wam, moje drogie siostry, najgorętsze życzenia.&lt;br /&gt;Oby nasz boski Zbawca i Mistrz, raczył darzyć Swoją najświętszą łaską, czerstwym zdrowiem oraz wielką chęcią do uświęcenia. Gdyż dla duszy zakonnej zapał do pracy nad sobą jest główną dźwignią, by stała się dla drugich wzorem, dla Zgromadzenia filarem, dla Boga chlubą, pociechą i triumfem, a dla przełożonej za pracę i poświęcenie – zapłatą najmilszą.&lt;br /&gt;Oto, drogie siostry, uczcie się być wiernymi w każdej myśli, w każdym poruszeniu serca, w każdym pożądaniu woli, w postępku względem otoczenia, by życie wasze było płodne w czyny Chrystusa Pana żyjącego w was, by każda z was mogła powiedzieć: „Żyję ja, już nie ja, a żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Są to słowa św. Pawła, który Chrystusa Pana niósł poganom i Żydom.&lt;br /&gt;O, bo poświęcić się Bogu, a nie pełnić woli Jego najświętszej, tylko swoją wolę, samowolę, to rzecz najsmutniejsza, najbardziej karygodna, bo zapłata taka będzie, jakie życie dla Boga.&lt;br /&gt;Wierność to najpiękniejsza cnota, którą zdobyć ma dusza, oblubienica Boskiej Duszy. W wierności zawiera się aromat miłości oraz dziękczynienia. Taka dusza promieniuje mocą i duchem Chrystusa Pana w niej zamieszkałego.&lt;br /&gt;Drogie siostry, ufajcie, gdyż Chrystus Pan mówi: „Ufajcie, Jam zwyciężył świat” (). Zatem zwyciężył i każde zwyrodnienie, które wkradło się w życie zakonne, tylko trzeba mieć dobrą wolę, silną wolę, by wszelką niedoskonałość każda w sobie pokonała i niosła światu całemu Bożą w sobie moc, by Chrystus dokonał przez nas to, co jest Mu przeznaczone zdziałać w nas i przez nas (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (22).&lt;br /&gt; 15 XII 1944.&lt;br /&gt;Z nadchodzącą uroczystością Bożego Narodzenia przesyłam Wam, drogie siostry moje, najserdeczniejsze życzenia: Oby Jezus zrodzony w duszach pomnażał się w was potęgą i mocą Swego bosko-zbawczego życia i dał wam poznać wielkość powołania, w którym macie osiągnąć szczyt doskonałego zjednoczenia z Bogiem.&lt;br /&gt;Życzę Wam obfitości wszelkich łask oraz dobrego zdrowia przy życiu całkowicie ofiarowanym Bogu, gdzie każda myśl wasza, każde wasze pragnienie wypływało by z miłości ku Niemu a bliźni stał się dla was przedmiotem umiłowania, w którym by każda z was widziała obraz Boży, zaś służąc Bogu, pełniłaby uczynki miłosierne oraz dobroczynne dla najbliższego otoczenia.&lt;br /&gt;Życzę Wam, by każda chwila życia waszego była płodną w wielkie zasługi, byście cieszyły się minionymi dniami, w których mogłyście stanąć przed Bogiem z pełnymi rękami dobrych uczynków i życie wasze upływało w miłości, dobroci i pokoju.&lt;br /&gt;Siostry drogie, zapytuję was, czy postęp duchowy posuwa się naprzód i dusza wasza staje się coraz bardziej promienna w poświęceniu się Bogu?&lt;br /&gt;Czy Chrystus Pan staje się coraz bardziej drogim dla was i coraz milszym, by mógł dokonać zamierzonego planu Swego, w którym idea Boskiej Duszy zostałaby przez was urzeczywistniona? (--).&lt;br /&gt;Cieszcie się, drogie siostry, z tak wielkiej uroczystości, jaką jest przyjście nowonarodzonego Boga-Człowieka i zbliżający się też nowy 1945 rok, oby upłynął cały dla chwały Bożej, którą byście przyniosły Swemu Panu Zbawcy, Oblubieńcowi, Bogu (--).&lt;br /&gt;Czy miłość wzajemna i pokój w jedności zakonnej oraz życzliwość rośnie, by Chrystus Pan obchodząc wraz z wami Swoje Boże Narodzenie, mógł się pomnażać w was mocą Swoją, łaską, wszelkim ubłogosławieniem i radością niebiańską?&lt;br /&gt;Oto kochajcie życie, w którym poznajecie Boga i możecie Mu poświęcać się, aby Go zdobyć na wieki (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (23).&lt;br /&gt; 23 XII 1944.&lt;br /&gt;W tak uroczystym dniu obchodu Bożego Narodzenia ślę Wam, drogie siostry, na pociechę duchową z głębi serca życzenia:&lt;br /&gt;Oby najsłodsza Dusza Bożej Dzieciny, powoławszy was do zjednoczenia ze Sobą, ubogaciła w cały zasób przedziwnych Swych cnót i użyczyła zdrowia, potrzebnych łask i sił, byście wróciły do domu odnowionymi na duchu i ciele i stały się pociechą Bogu Zbawcy, któremu służyłyście w cierpliwości na łożu boleści.&lt;br /&gt;Kochajcie Boga Oblubieńca całą swą duszą, myśląc wciąż o Nim żyjącym w was i wysilajcie się w wysławianiu Jego boskiego majestatu, iż zstąpił tu na ziemię, przybrawszy na siebie człowieczeństwo, stał się bratem naszym, by nas nauczyć żyć Bogiem, w Bogu i dla Boga.&lt;br /&gt;Korzystajcie z tej boskiej nauki, jaką Jezus od chwili Wcielenia aż po dziś dzień w nas daje ze Siebie, byśmy w doskonałej miłości i poświęceniu się szły za Nim.&lt;br /&gt;O, bo Chrystus Pan, rodząc się w duszach ludzkich, chce obchodzić gody zwycięstwa Swego w nas. Więc, drogie siostry, dozwólcie Mu cieszyć się wami, waszym poświęceniem się Jemu i pójściem za Nim. Naśladujcie Go, by drugi Chrystus w każdej z was ujawniał się, byście się stały żywą monstrancją Jego, przez którą mógłby promieniować na całe otoczenie wasze, pociągając wszystkich do Boga.&lt;br /&gt;Pamiętajcie, drogie siostry, że każde wasze cierpienie powinno mieć zbawczy dla was wpływ, byście starały się przyjmować wszystkie doświadczenia w duchu szczerej pokuty nie tylko za swoje własne grzechy, lecz za grzechu w upadkach znajdujących się dusz, by żadna boleść ciała, czy duszy, nie była daremną w zbawczych skutkach dla was, jak i dla innych dusz.&lt;br /&gt;Uczcie się cierpieć w Chrystusie Panu, z Chrystusem, dla chwały Chrystusa Pana, by boska Dusza Jego w cierpieniach waszych mogła mieć wielkie zwycięstwa.&lt;br /&gt;Przy nadchodzącym Nowym Roku, życzę wam wielkiej pomyślności w pracy nad uświęceniem swoim, by Chrystus Pan wszędzie i zawsze był dla was wszystkim i szczęściem, i światłem, i dobrem, i mocą, byście żyjąc Nim były zawsze szczęśliwe iż jesteście oblubienicami boskiej Duszy Jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (24).&lt;br /&gt;Prądnik Biały, 24 XII 1958.&lt;br /&gt;W tak uroczystym Dniu Bożego Narodzenia, życzę wam, najdroższe siostry, abyście osiągnęły piękno i doskonałość przeznaczenia waszego w Bogu, które w odwiecznym planie, przed stworzeniem wszechświata, a nawet i świata duchów niebieskich, było wam nakreślone. Pamiętajcie, siostry ukochane, że w każdym dniu trzeba się mozolić nad tym, by trwając przy Chrystusie Panu żyjącym w was, wszystkie okoliczności wykorzystać dla doskonalenia się naszego w Chrystusie, byśmy były nie tylko podobne do Niego, ale jedno z Nim.&lt;br /&gt;O, co za przewspaniałe przeznaczenie od Boga!&lt;br /&gt;Życzę więc wam, drogie siostry, byście wszystkie przykrości nauczyły się z taką wdzięcznością znosić, iż możecie w ten sposób spłacić dług za swoje dawne niedoskonałe zakonne życie, by Bóg miał wynagrodzenie w teraźniejszym życiu, kiedy macie świadomość, że On chce w was żyć wszechwładnie.&lt;br /&gt;Siostry ukochane! Nie marnujcie żadnej chwili, by nie pocieszać Jezusa swoim oddaniem się Jemu. Kochajcie Go, nie tylko żyjącego w waszej osobie, duszy, ale kochajcie Go w czynie – bytującego w bliźnich, z którymi musicie współżyć dla chwały Boga.&lt;br /&gt;Oto proszę was, jako założycielka zakonu Boskiej Duszy Chrystusa Pana, byście stały się godnymi tak przewspaniałego powołania, byście uświadamiały sobie zawsze, że każdy dzień przeżyty dla chwały Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa, to sprowadzanie na ten świat pokoju i błogosławionego życia dla Boga.&lt;br /&gt;Bowiem cały ludzki ród potrzebuje łaski Bożej i zmiłowania Zbawcy naszego, by Ojciec Niebieski cieszył się, że stworzył go na obraz i podobieństwo swoje, by przez niego, oddanego Bogu, mógł wyrazić Swoje boskie postanowienie – uczynić człowieka podobnym Sobie – Bogu, a więc wiernym Przejawem Swoim, w którym by mógł się przeglądać z wielką pociechą.&lt;br /&gt;Siostry najmilsze, bądźcie wiernymi tak wspaniałego powołania, by żyć dla Najświętszej Duszy Chrystusa Pana i kochać Jezusa wszędzie, zawsze, w każdej chwili, a tym bardziej gdy doświadczenia różne chcą odciągnąć nas od Boga. Wówczas właśnie dowiedzcie Panu Jezusowi, że On jest dla Was wszystkim!... że dbacie o Jego los w duszy swej!&lt;br /&gt;Uczcie się więc w każdej chwili życia, by żadnej okazji, żadnej chwili życia nie utracić, która by nie czyniła was podobnymi Bogu.&lt;br /&gt;Pan Jezus każdą z was bardzo kocha!&lt;br /&gt;O, jakże wielce miłuje! Miłuje was i Bóg Ojciec i Duch Święty.&lt;br /&gt;Kochajcie Trzy Boskie Osoby z wielkim uwzględnieniem bliźnich. Toteż niech wszelka niechęć pomiędzy wami ustanie! Wszelka przykrość niech nie rodzi się na glebie dusz waszych!...&lt;br /&gt;Niech Jezus zamieszka w waszym wnętrzu, będzie dla was wszystkim: ... i pociechą, i szczęściem, i wiekuistą przyszłością waszą w wiecznej chwale, jako triumf wasz.&lt;br /&gt;Szanujcie powołanie zakonne i dbajcie o rozkwit Jezusowych cnót, by mógł On przez was, drogie siostry, w całej prawdzie przejawiać się, ciesząc się triumfem Swoim nad zepsutą naszą naturą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (25).&lt;br /&gt;Prądnik Biały, 24 XII 1960.&lt;br /&gt;     Najdroższe w Chrystusie Panu Siostry. Cieszę się wielce, że mam sposobność w tak radosnym dniu Narodzenia Pańskiego, złożyć wam najgorętsze życzenia.&lt;br /&gt;Oby Chrystus Pan znalazł w waszych duszach najmilsze schronienie, gdzie mieszkając mógłby przez was na cały świat rozlewać Swoje błogosławione skutki poświęcenia się rodzajowi ludzkiemu.&lt;br /&gt;Oto życzę wam, drogie siostry, z całej duszy, by każda piastowała Pana Jezusa w duszy swojej, by Chrystus Pan czuł się szczęśliwy, że posiada was jako wierne członki Swego Mistycznego Ciała.&lt;br /&gt;Pamiętajcie, że kto przyjmuje godnie Pana Jezusa w siebie i przyswaja sobie błogosławione skutki Jego Bóstwa i Człowieczeństwa, ten należy nie tylko do ludzkiej rasy, ale jest wywyższony ponad człowieka (--).&lt;br /&gt;Kościół święty jest mieszkaniem Chrystusa Pana żywego, z Bóstwem i Człowieczeństwem, w którym On, Bóg-Człowiek, króluje. Toteż cieszymy się wielce, że mamy zaszczyt nie tylko należeć do Mistycznego ciała Chrystusa Pana, którego Głową jest On Sam, lecz że jesteśmy spośród tych członków wybranymi członkami.&lt;br /&gt;A zatem, drogie siostry, jak trzeba gorliwie pracować nad uświęceniem własnym, żeby w całej prawdzie upodobnić się do Chrystusa Pana w każdym dniu, w każdej sposobności, przy każdym zetknięciu się z bliźnimi, by Chrystus Pan mógł przejawiać się przez nas, by mógł Królestwo Boże szerzyć nie tylko w duszach naszych, lecz przez nas wkoło, by każdy czuł, że Chrystus Pan jest dla nas wszystkim, że my żyjemy Nim, a On żyje w nas i przez nas, by mógł przejawiać Swoją Bosko-Zbawczą moc.&lt;br /&gt;Siostry ukochane, strzeżcie się wszelkich przejawów zepsutej natury swojej, lecz niechże błogosławiony Duch Chrystusa Pana przenika was do głębi, a wy, ciesząc się Nim, starajcie się być pociechą dla Zgromadzenia, dla otoczenia swego.&lt;br /&gt;Szanujcie się wszystkie nawzajem, drogie siostry, dla miłości Chrystusa, dla przejawu Jego przez was, dla chwały Ojca Niebieskiego, dla triumfu Ducha Świętego, by każda z was była błogosławionym owocem poświęcenia się Jezusa Zbawcy naszego dla nas, by Ojciec Niebieski cieszył się naszym zjednoczeniem z Synem Jego Jednorodzonym i Boskim Odkupicielem naszym.&lt;br /&gt;Niechże wasza osoba – każdej z sióstr – będzie błogosławioną i świadomie podąża do królestwa wiecznej chwały, w coraz doskonalszym panowaniu nad sobą; by żadne w ciągu dnia niegodziwe lub niestosowne myśli nie szpeciły jej umysłu, żadne wspomnienia nie drażniły jej wyobraźni w zniechęcaniu się do bliźnich.&lt;br /&gt;Wola niech będzie ściśle zjednoczona z odwieczną Wolą Boga najdobrotliwszego i pełni ją ochotnie, by Chrystus Pan żył wszechwładnie w was, ciesząc się Swymi narodzinami tu na ziemi dla nas – oblubienic Swoich.&lt;br /&gt;Niechże Chrystus Pan tryumfuje w naszym codziennym życiu poświęconym dla Niego, by się przejawiał w całej pełni doskonałości Swej.&lt;br /&gt;Oto życzę wam, drogie siostry, by wielki zapał zrodził się w duszach waszych w gorliwej pracy nad uświęceniem własnym, by otoczenie cieszyło się każdą z was.&lt;br /&gt;Dzieląc się opłatkiem wigilijnym, według starodawnej tradycji świętej, życzę wam dobrego zdrowia, wesela ducha, pełni łask Bożych, byście rosły dla większej pociechy Ojca Niebieskiego, Syna Bożego i Ducha Świętego, sprowadzając zmiłowanie Boże na świat.&lt;br /&gt;Z nadchodzącym Nowym 1961 rokiem życzę wam błogosławieństwa Bożego i mocy Ducha Świętego, oraz podaję hasło, którym żyjąc macie się kształtować na doskonałe podobieństwo do Najświętszej Duszy Chrystusa Pana: „Mnie żyć jest Chrystus” (…).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (26).&lt;br /&gt;Prądnik Biały, 25 V 1961.&lt;br /&gt;Zakon Boskiej Duszy ma kształtować swego ducha na wierności, miłości i dziękczynieniu. Toteż bezwzględnie musi trzymać się tej bosko-zbawczej drogi, by stał na poziomie zbawczym dla całego rodzaju ludzkiego, pozostawiając wszystko poza sobą, by wzniósł się ku Bogu i żył Bogiem w odwiecznym Jego planie, gdzie nakreślone są drogi jego. Trzeba zrozumieć, że na wierności człowiek może kroczyć ku wyżynom Bożym i to przez miłość i nieustępliwą doskonałość dziękczynienia.&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o dziękczynienie, to należy dziękować nie tylko za wszelkie dary Boże i nieskończone usługi Boga Zbawiciela dla rodzaju ludzkiego, lecz za wszystko! A więc w pierwszym rzędzie za wszelkie przykrości, które nas spotykają, bowiem one dobrze znoszone, z miłości ku Bogu dla chwały Boga, wywołują właśnie ten cudowny skutek, a nawet cudotwórczy skutek. Gdyż to zło, może zamierzone przez upadłych złych duchów, staje się bezskutecznym, a nawet posłużyły do powiększenia dobra, które zrodziło się z poddania się Bogu i wiary w Jego wszechobecność, wszechwiedzę i wszechmoc.&lt;br /&gt;Gdy dusza poddaje się Bogu z wiarą w Boga, miłość i opatrzność, która czuwa nad każdym człowiekiem, by go prowadzić do wiecznego celu, wydaje ten skutek, że dusza wychodzi zawsze zwycięsko, zły duch nie ma dostępu ani prawa do duszy.&lt;br /&gt;Gdyż wszelkie zło, które uderzyło na nią, posłużyło ku większej chwale Bożej, przez jej wierne kroczenie ku wieczności w miłości i dziękczynieniu dla uczczenia Boga w jej istnieniu doczesnym.&lt;br /&gt;Droga do królestwa niebieskiego – wierność, miłość i dziękczynienie. Gdy człowiek nauczy się żyć według pożądań Bożych, by Bogu swoim życiem służyć, jako wierne stworzenie na obraz Boży uczyniony, wówczas nieśmiertelny byt człowieka staje się wcielony w odwieczny plan Boga. Człowiek wówczas staje się podobny swojemu Zbawcy w dążeniu do osiągnięcia szczytów doskonałości tych, dla jakich Bóg człowieka stworzył, by stał się jedno z Nim Bogiem.&lt;br /&gt;Siostry drogie, uczcie się żyć według wskazań Bożych. Czyli, że wszystkie przykrości, jakie w ciągu dnia spotkają was, staną się przyczyną do większego wzrostu w doskonaleniu się. Pilnujcie się, by żadna przykrość nie pozostawiła w waszych duszach skazy niedoskonałego kroczenia za swoim Bogiem Zbawcą w osiąganiu tak wielkiego zaszczytu, jakim jest – być wiernym narzędziem w ręku Boga, dla sprowadzenia na rodzaj ludzki Ducha Bożego, jakim chce promieniować Jezus Chrystus w oblubienicach Boskiej Duszy Swej.&lt;br /&gt;Nie jest to drobiazg – przepuszczać sposobność do wzlotów Bożych przez doskonałe znoszenie przykrości.&lt;br /&gt;Pomyślcie sobie, drogie siostry, gdyby te wszystkie przykrości, które was w życiu spotkały, były cenione należycie dla większego upodobnienia się do Boga Zbawiciela. O jakże wielkie byłybyście dziś w obliczu Boga, że tak szczerze z wielkim upragnieniem naśladowałyście swego Zbawcę, idąc za Nim krok w krok w Jego życiu, jakie przebył tu na ziemi dla zbawienia rodzaju ludzkiego, a więc i naszego, byśmy idąc za Nim stały się ni tylko podobnymi do Niego, ale aby On żyjąc w nas, mógł przejawiać się na nowo na tym świecie przez dusze nasze, przez naszą osobowość i naszą cielesną powłokę.&lt;br /&gt;Oto, drogie siostry, zechciejcie zrozumieć naszego Boga Zbawcę i pójdźcie za Nim na krzyż, by żadnej przykrości nie przepuścić bez śladu doskonalenia się. Bowiem na to dusze poświęcone Bogu czekały, by miały możność wznieść się ku Bogu w upodabnianiu się swojemu przywódcy – Jezusowi, naszemu najmilszemu Bogu, który zechciał stać się naszym Oblubieńcem.&lt;br /&gt;Siostry drogie, jak wielka szkoda stała się w życiu naszym, gdyśmy przepuszczały te okazje płazem, gdy tymczasem one miały nas wznieść na szczyty doskonałości ku Bogu! A któż za to odpowiadać będzie?... Czyż nie każda z nas, że tak wyszukane okazje do uświęcenia były pominięte z lekkomyślnością bezduszną, niepomną na ofiarę Boga Człowieka, który dla naszego przykładu i dla naszego zbawienia wszystko na oczach ludzkich znosił, by nam pokazać, jak mamy ciężar upalenia dnia znosić, a więc i wszelkie zło, które nas z tej ziemi zetrzeć chciało (--).&lt;br /&gt;Czy rozumiecie, siostry drogie, że Chrystus Pan żyjący w nas ma wówczas możność na nowo przejawiać swe zwycięstwo w zamierzonym planie Bożym, które osiąga się właśnie tą drogą: Że zło, które by chciało zniszczyć w człowieku obraz Boży, jest wykorzystane dla chwały Boga przez cierpliwe znoszenie dolegliwości wszelkich i uwielbianie bez ustanku Boga, którym zajętym się jest w ciągu życia, by Nim dla Jego chwały żyć, by stał się On w nas takim, jakim chce być, byśmy stały się podobne Jemu.&lt;br /&gt;Siostry drogie, może nie rozumiecie w tej chwili słów, którymi Bóg chce wskazać nam wszystkim drogę, jaką wytyczył dla Zakonu swojej Boskiej Duszy, by dziękczynienie stało się potęgą nie tylko twórczą, ale cudotwórczą, które potrafi zło obrócić na usługi dobra, by dobro mogło wzrastać w człowieku, opanować go całego i wyzwolić duszę z pęt szatana i wszelkiej niedoskonałości.&lt;br /&gt;O, jak wielkim Bóg staje się dla tych, którzy umieją bronić Boga żyjącego w człowieku, by Bóg wszechmocnym stał się w działaniu, a człowiek narzędziem, przez które Bóg króluje, przez działanie swoje w człowieku.&lt;br /&gt;Otóż, siostry drogie, pamiętajcie, że ta przemiana istoty naszej ludzkiej ku dobremu nie nastąpi naraz, lecz właśnie przez to doskonalenie się w każdej chwili życia naszego, gdzie ma się sposobność ze zła lub czegoś przykrego uczynić dobro, rodzi się w duszy z czuwania nad tym, by przez dziękczynienie we wszystkim utrzymać równowagę ducha, bliskość Boga i siebie przy Bogu, by Bóg miał chwałę, a my wzrost w doskonaleniu się dla upodobnienia się Bogu.&lt;br /&gt;Oto nauczcie się codziennie z najmniejszych przykrości czynić wielkie cuda w duszy, by żadna przeszkoda w doskonaleniu się nie miała tryumfu nad wami. Lecz przeciwnie, stała się powodem większej piękności już nie tylko przed otoczeniem, lecz wobec Boga, który was stworzył na obraz i podobieństwo Swoje, oglądając je w waszym życiu codziennym, w strapieniach jakie spotykają nieraz, w dolegliwościach i różnych niedomaganiach.&lt;br /&gt;O, wówczas każda z nas będzie wznosiła się ku Bogu i żyła Bogiem.&lt;br /&gt;Siostry drogie, szanujcie się nawzajem i miłość Chrystusową pielęgnujcie w sobie, a Bóg Najświętszy będzie wam błogosławił na każdy czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 (27).&lt;br /&gt;6 VIII 1961.&lt;br /&gt;Wierność Bogu, to najwspanialsza cnota, najdoskonalszy wyraz posłuszeństwa oraz głębokiej wiary, że Bóg dla oblubienicy Bożej jest wszystkim!&lt;br /&gt;O, gdyby każda oblubienica Boża była rozmiłowana w cnocie wierności, by wierną być Bogu w jego przykazaniach, w Jego wyraźnie określonej Woli Bożej, stałaby się wielką świętą! Kto jest wierny Bogu i powołaniu swemu, ten jest triumfem Boga!&lt;br /&gt;Więc wierność Bogu, któremu dusza poświęciła się, jest zapowiedzią, że jest to człowiek nieprzeciętny, lecz chwalebny w swoim oddaniu się Bogu.&lt;br /&gt;Wierna dusza Bogu nigdy nie będzie obmawiała bliźnich. Bowiem ona wie, że obmowa obraża Boga, smuci Oblubieńca Odwiecznego, sprzeciwia się prawu Bożemu i targa więzy miłości Boga i bliźniego. Gdyż zatraca swoją wysoką godność wobec Boga, który ją uczynił oblubienicą Swej Boskiej Duszy.&lt;br /&gt;O, gdyby siostry wiedziały, jak ciężko grzeszycie wobec cnoty oblubieńczej, jaką macie się chlubić wobec Boga, gdy jedna drugą obmawia, gdy pamięta co ujemne jest w twojej siostrze, gdy rozwałkowuje to, co jest przykre dla Boga!&lt;br /&gt;A właśnie cnota wierności nie pozwala na to, brzydzi się wszelką niedoskonałością, bo w duszy dokonuje dzieła odrodzenia (--).&lt;br /&gt;Zaznaczyć trzeba, że wierność oblubienicy Bożej względem samej siebie, by niczym nie skaziła świętości, jaką Bóg ją obdarzyć chce, jest największym wskaźnikiem, że jest to osoba godna Boga, bo poświęciła Bogu obraz swój nieśmiertelny, tą własną osobę, duszę, by i ciało uczynić podobieństwem Boga.&lt;br /&gt;Która rozmiłuje się w wierności, by być wierną swemu powołaniu, swojej własnej osobie dla chwały Boga, by Bogiem w Bogu nauczyć się żyć, by Bóg mógł królować w niej i przez nią wyrażać Swoją przewspaniałą Boską Istotę, ta jest godną oblubienicą, bo wie kim jest Bóg, kim ona jest i jaka ma się stać, by być w wiecznej chwale oblubienicą Boskiej Duszy Zbawcy swego.&lt;br /&gt;Która umiłuje wierność, jako cnotę i będzie ją w ciągu dnia pielęgnowała, by się ta cnota pogłębiła w niej i przejawiła się w każdym czynie, w każdej myśli, w każdym pragnieniu – dowodzi wówczas, że jest na poziomie odwiecznego planu Bożego i staje się istotą, która godną jest wynagrodzić Bogu za ludzki ród, by święcie promieniować tą wspaniałą cnotą, jaką jest wierność Bogu, wierność powołaniu, wierność otoczeniu, wierność samej sobie, by się stawała taką, jaką Bóg ją na wieki w wiecznej chwale oglądać chce.&lt;br /&gt;Gdyby dusza poświęcona Bogu ceniła sobie tę cnotę wierności, znikłoby wszelkie posądzenie, wszelka obmowa, wszelka niewierność, obłuda i ordynarne zachowanie się wobec swego otoczenia.&lt;br /&gt;Taka służebnica Boża stałaby się szlachetną w codziennym życiu, na każdym miejscu, w każdej chwili życia, bo wierność Bogu nie pozwoliłaby jej na żadne wybryki, na żadne przejawy niedoskonałości.&lt;br /&gt;Ona rozmiłowana w cnocie wierności godną by była składać ślub wierności. Bowiem Bóg miałby chwałę z bytności jej tu na ziemi.&lt;br /&gt;Jak zupełnie odmienione stałoby się Zgromadzenie, gdyby wierność była na czele wszelkich cnót. Bowiem wierność dałaby możność rozwijać się miłości i dziękczynieniu i zatriumfować nad zepsutą naturą.&lt;br /&gt;Bóg jest sprawiedliwy i wierny w obietnicach Swoich. Obiecuje tym duszom, które w wierności zapragną przeżywać dzień poświęcony Bogu, że staną na czele wszystkich&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftn1" name="_ftnref1"&gt;[1]&lt;/a&gt; istot ludzkich, będą pocieszały Boga swego w każdej pracy, w każdym tchnieniu swego ducha, w każdej myśli. Wola takiej osoby będzie jednozgodna z wolą Boga, by Bóg był w jej życiu wszędzie, zawsze uczczony przez nią. Bowiem żyje w wierności Bogu i przeżywa to życie dla chwały Boga, by Bóg mógł być wierny w obietnicach Swych i wylewać na nią wszelkie ubłogosławienie.&lt;br /&gt;&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftnref1" name="_ftn1"&gt;[1]&lt;/a&gt; W rkps jest: wszelkich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-60383139384178028?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/60383139384178028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/wybor-pism-m-tajber-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/60383139384178028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/60383139384178028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/wybor-pism-m-tajber-cz-2.html' title='Wybór pism m. Tajber cz. 2'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-7913267455280077482</id><published>2010-03-25T09:36:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T09:38:17.957-07:00</updated><title type='text'>Wybór pism m. Tajber cz. 1</title><content type='html'>1. Do ks. dra Jana Majchrzyckiego&lt;br /&gt;1 (1).&lt;br /&gt;5 X 1921, środa.&lt;br /&gt;Najgłówniejszą podstawą zjednoczenia z Jezusem jest ciągłe wgłębianie się w miłość Boga ku nam, a w szczególności przejawianą w Synu Bożym Jezusie. Moja miłość ku Niemu zawsze bierze początek w Jego miłości. To znaczy, że ja w tej chwili, gdy zaczynam myśleć o Jezusie z tym zamiarem, aby Go miłością moją otoczyć, wczuwam się w Jego miłość ku mnie, gdyż Jezus wciąż mnie bez ustanku kocha, bo na tym właśnie polega doskonałość jego miłości, że wiecznie ona trwa. Ponieważ ja o tym wiem nie tylko z objawienia Chrystusa  jako uosobienia wcielonej miłości, ale i z własnego doświadczenia, korzystam z tego miłosierdzia i moją miłość, która się budzi na poruszenie Jego ku mnie miłości, włączam w jego miłość – i tak dusza moja zapalona miłością Jezusa zaczyna nawzajem to samo uczucie ku Niemu żywić, a przez to staje się dobrym przewodnikiem miłości, tj. nawet „akumulatorem”, czyli zbiornikiem miłości Ducha Świętego.&lt;br /&gt;Więc to zjednoczenie z Chrystusem Panem jest tak łatwym i prostym, potrzeba tylko sobie uprzytomnić jaką jest Dusza Chrystusowa, co za właściwość w sobie posiada, czego pragnie, do czego nas prowadzi i jaki cel jej jest ostateczny (--).&lt;br /&gt;Gdy wgłębiam się w Duszę Jezusa rzecz prosta, że Ona przez samo tylko piękno budzi we mnie miłość ku Sobie – a cóż dopiero mówić, gdy wyczuwam Ją dlatego, że czuję tę nieskończoną miłość Duszy Jezusa, która od dwóch tysięcy lat tęskni za miłością naszą? O jakże Ona musi być spragniona tej naszej jasnej, czystej, szczerej, gorącej, godnej Boga miłości? Przecież Syn Boży – Słowo, które było u Boga, a Bogiem było to Słowo – stało się Ciałem żywym, a więc posiadającym nieśmiertelną ludzką duszę. Celem zaś przyjścia na świat tej przecudnej Duszy było – zjednoczyć naszą upadłą przez swoją Boską Duszę z Bogiem. Zastanowić się tylko nad miłością Boga!...&lt;br /&gt;Staje się więźniem, bo stwarza z miłości Duszę Syna Bożego – dla zmysłów naszych czyni Ją „dotykalną”, gdyż uwięzioną w ciele – miłość Jego do tego szczytu dochodzi, że obcując z nami jako człowiek zwykły uczy nas życia Bożego, tj. prawdziwego – a później o! trudno objąć umysłem naszym tę miłość Jezusa. Każda dusza chrześcijańska powinna wiedzieć, szczególnie kapłan, co później z miłością Jezusa człowiek uczynić był zdolny.&lt;br /&gt;A dziś, mój Boże, co dziś my czynimy? – czy chociaż w małej cząsteczce oddajemy należną Mu miłość? Czyż nie potrzeba najbardziej ćwiczyć się nam w łączeniu naszej miłości z miłością Jezusa? – raczej uczyć się czerpać Jego miłość dla oddania Mu nawzajem zjednoczoną z naszą miłością Jego miłość (--). Z początkiem, gdy byłam bardzo samolubną, to nie chciałam, ażeby ktoś wiedział, co we mnie się dzieje, czy wszystko w porządku, czy źle, czy dobrze – lecz z czasem, gdy chodziło mi o zjednoczenie z Jezusem, to wszystko mi jedno było i doszło do tego, że dziś − o ile Pan Bóg by chciał tego ode mnie − to bym o wszystkich moich najgorszych grzechach całemu światu powiedziała, a to dlatego, ażeby pokazać jaką wielką moc posiada Zbawiciel nad duszą i co On uczynić może z tą naszą duszą. Naturalnie nie od razu mi to przyszło – ale im więcej wielbiłam Jezusa – odrywałam się od siebie; im bardziej w Niego wchodziłam, zapominałam o sobie, a przez to stawałam się lepszą i to właśnie tak mnie cieszyło, że z początku, choć niezupełnie czyste, bezegoistyczne uczucie radości miałam, zaczęłam przelewać na papier, a dziś zdaje mi się, że jedynie miłość do Jezusa, a i miłość do ludzkości z miłości do Jezusa tym powoduje…&lt;br /&gt;Zwrócę jeszcze na to uwagę, że myśleć o Jezusie to jedno, czynić z miłości ku Niemu, to coś innego, ale kochać Jezusa, Samego Jezusa dla Jezusa, to zupełnie coś innego. Wtedy pomiędzy tobą a Jezusem nic nie staje, ani rozmyślanie o Jezusie, ani działanie dla Jezusa, ale staje Sam Jezus we własnej Osobie – i ty duszo nieśmiertelna trwasz nawzajem w szczęściu wiecznej harmonii – to jest miłość. Dziś jest mi to tak zrozumiałe, a tak proste, że nie wiem, co jest łatwiejsze do zrozumienia, czy to, że dwa razy dwa jest cztery, czy zjednoczenie z Jezusem w wyżej opisany sposób. Nie wiem, może nie wyraziłam wszystkiego, co pojmuję, ale dla mnie to, co myślę i piszę jest tak jasnym, a szczególnie to, że ono jest prostym (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (2).&lt;br /&gt;6 X 1921, czwartek.&lt;br /&gt;Trwać w Jezusie to znaczy, że niczym nie dawać sobie przenikać, nic zanadto tobą zawładnąć nie może, a tym bardziej ciebie pochłonąć. To trwanie duszy w Duszy Jezusa na tym właśnie ma polegać, że ani myśl ludzka, czy dobra czy zła, bez zezwolenia Duszy Chrystusa na ciebie  nie spłynie, nie ma żadnej nad tobą woli – siły, a to dlatego, że dusza jest włączona w Duszę Chrystusa, która jest wszechmocą.&lt;br /&gt;Wziąć dla przykładu choćby duszę moją – ona wiedząc o potędze myśli człowieka w ogóle (--) starała się znaleźć źródło, z którego wypływa myśl Boża, gdyż ta jedynie jest prawdziwie godną życia w umyśle naszym, a przez to w duszy naszej.&lt;br /&gt;Dusza moja starała się znaleźć ten łącznik przez myśli ludzkie – choć piękne, zdrowe, ale jej w tym było siły mocy za mało. Ona (dusza) rwała się do intensywnej, twórczej pracy – ona chciała żyć swobodnie i rozwijać się bez wszelkiej przeszkody z zewnątrz w wewnątrz. Świat duszy musi być całkiem zamknięty na wszelkie wpływy niewłaściwe życiu Bożemu. Lecz gdzież tę swobodę znaleźć? Jak te wszystkie przeszkody usunąć? Jak zagrodzić temu życiu zewnętrznemu, które wchodzi do duszy przez zmysły, a tak przeszkadza rozwojowi ducha wzrastać!&lt;br /&gt;O! jakże ten świat wewnętrzny, który jest tak wielce subtelny i wrażliwy otoczyć murem nieprzezwyciężonym, aby zachować ciągłą równowagę?&lt;br /&gt;Dziś z miłości mego Zbawiciela mam na wszystko radę i odpowiedź. Gdy szukałam źródła mego żywota i myśl moja wciąż płynęła z tęsknym poszukiwaniem łącznika z tym Cudownym Źródłem, energia moja z każdą chwilą wzmacniała się, gdyż to była subtelna praca ducha stęsknionego za Bogiem.&lt;br /&gt;Uprzytamniam sobie, że chociaż żadnej korzyści światu mym życiem nie przynoszę, lecz trwając w poszukiwaniu, choćbym w nim zginęła i nie dosięgła tego, czego szukam, ale ponieważ chcę żyć w prawdzie, w Bogu, a wtedy dopiero działać, jestem choćby tylko dla siebie, ale jestem korzystną, bo to co utraciłam szukam – to szukanie jest dowodem że coś utraciłam. Teraz stoi pytanie – cóż utraciłam? – dziecięctwo Boże.&lt;br /&gt;Jestem dzieckiem Boga, gdyż noszę obraz i podobieństwo do Boga, ale to jeszcze nie znaczy, że jestem Bożym dzieckiem i dlatego zrozumiałam, jest mi smutno, tęskno, wszystko co nie Boże ma dostęp i do mnie i wpływa na mnie. Jestem samotna wygnanka ziemi, szczęścia – sierota, nic mnie nie bawi, pustka dookoła, bo i któż duszę moją osamotnioną pocieszy? – Czyż ten ptaszek, który świergoce wesoło u gniazdka swego ciesząc się swymi pisklętami? – czyż on mnie może rozweselić na długo? O nie, tym bardziej smutno mi się staje na duszy, gdyż jemu wesoło, bo spełnia przeznaczenie życia swego, bo cieszy się tym czym Bóg go obdarzył i swoją piosenką radosną wielbi swobodnie Boga jak umie.&lt;br /&gt;A ja, dusza nieśmiertelna, która podobieństwo do Boga w sobie wewnątrz nosi, a więc tym bardziej cieszyć się i śpiewać powinnam hymny godne Boga – nie mogę – ale dlaczego nie mogę? – znowu pytanie. Dlatego, że jestem dzieckiem Boga, a życiem nie jestem Bożym dzieckiem. Ach! Dobrze, ale skąd wziąć to światło w drodze powrotnej do Boga? Skąd czerpać siły w dążeniu po drodze do Boga? – Gdzież to źródło wody żywota? – gdzie dusza moja obmyć się może.&lt;br /&gt;Żal mój nie wystarcza za popełnione winy przed tak dobrym Bogiem Stworzycielem – nie, tutaj w tej sprawie musi być coś wyższego ponad mną, co podniesie wynagradzając za moje krzywdy. Lecz gdzież ono jest? – czy daleko? czy blisko; gdzież go mam szukać? jak zaczerpnąć? Człowiek, sam człowiek, nic mi w tym pomóc nie może, gdyż widzę dokoła w nim również szukanie lub pustkę bezdenną.&lt;br /&gt;Dusza moja, szukając wciąż, uderzała się raz po raz o różne kanty – to w jedną stronę podąża jej myśl, dotknie się czegoś i wyczuwając pustkę odbiega znów w inną stronę – i tak uczyniwszy kilkanaście ruchów przeciwnych sobie i nie znalazłszy miejsca pokoju – uderza się nareszcie o Kościół Boży – wchodzi tam i widzi w nim coś zupełnie nowego! Coś tak cudnie pięknego! To Jezusa, który czekał na nią z wielkim utęsknieniem, czekał na wzajemną miłość. O duszo moja, tyś dotarła do tej Duszy, która ciebie wciąż szukała.&lt;br /&gt;Przyszła Ona na świat tej ziemi po to, by cię oczyścić z plam, a przyoblec w siebie jasną, promieniującą potęgą Bóstwa Swego.&lt;br /&gt;Ach! – ta Dusza Boska czeka wieki całe, aż nareszcie ujrzała duszę moją stęsknioną za Nią – Prawdą. Czyż potrafi ktokolwiek opisać ten pocałunek szczęścia? Znalazły się dwie dusze – dusza ludzka i Dusza Boska – jedna przyćmiona nieumiejętnym życiem, a więc grzesznym, a druga słodka, cała z miłosierdzia stworzona i w sobie nieśmiertelną głębię miłości nosząca.&lt;br /&gt;O, gdy Dusza Syna Bożego objęła duszę stworzoną, tak zbliżoną do Jego cudownej Duszy przez związek podobieństwa – cud się stał, cud miłości Boga Przedwiecznego.&lt;br /&gt;Przyjaciółka oblekła duszyczkę ubogą w szatę swoją utkaną z purpury miłości – to ducha swego.&lt;br /&gt;Wszystko z tej biedniutkiej duszyczki stoczyło się w niepamięć u Boga, co było w niej nie Bożego, a to uczyniła miłość Syna Przedwiecznego – Zbawiciela, który świecąc jej miłością Swoją zapalił w duszyczce to samo światło miłości ku Sobie Bogu, a z tej przecudnej miłości i miłość bliźniego.&lt;br /&gt;Dzisiaj nie pozwalam niczym mej duszy wiązać, ani obowiązkom, bo je z radością spełniam, a przez to one nie dzielą mnie z Jezusem, gdyż przez radość dowodzę, że wolą Bożą, która mi nadaje obowiązki, cieszę się, jakiego rodzaju one by nie były – wszystkie spełniać mogę dla pożytku duszy, bliźnich i Boga.&lt;br /&gt;Nasuwa mi się pytanie – w jaki sposób spełnić wszystko, aby było wielce korzystnym?&lt;br /&gt;Bardzo prosto – jednego się trzymać – nigdy nie zapominać o miłości Boga. To jest jedyny drogowskaz, jedyna moc, która nas odrodzić może – to jest jedyny przedmiot, który wyczerpanym nigdy być nie może, gdyż miłość Boga, to wieczność nieskończona. Miłość Boga względem duszy ludzkiej – o! jakże ona nas wysoko podnosi! A jakim poczuciem szczęścia napełnia duszę naszą? Miłość Boga przejawiona w Jezusie jest pokarmem jedynym duszy naszej – więc odżywiajmy się tą Bożą manną, która przeniknąwszy nas, w siebie zamieni.&lt;br /&gt;Miłość do Jezusa na początku wstręt do grzechu wszelkiego obudziła, a później i ten wstręt uleciał, gdyż grzech z każdą chwilą zmniejszał bytność swoją w duszy, a więc wyparował i nie może mieć dostępu. Mówię otwarcie, raczej stanowczo, że nie może mieć dostępu – dlatego, że wolę moją włączyłam w wolę mego „Słonka” – to Duszę Jezusa. Ona jest wszechpotężna i moc jej nad duszą moją jest tak wielka, że żadna myśl, czy to człowieka, czy tworu innego, nie ma żadnej nade mną siły.&lt;br /&gt;Jezus posiada duszę moją w całości, to znaczy, że moje ja, pomimo, że je oddałam Mu raz na zawsze, to oddanie się co chwilę powtarzam przez zjednoczenie mej duszy z Jego Duszą w miłości. Jezus wiecznie trwa w miłości Swojej.&lt;br /&gt;On nigdy się nie zmienia, ja zaś, choć stworzonko słabe, ale zarazem i silne, bo kochać pragnie, kochać się wciąż uczy i kocha prawdziwie, to jest radośnie, we wdzięku szczęścia, posiada ton dziękczynnej miłości. Streszczam – Jezus mnie wiecznie kocha – i pożąda mojej nawzajem miłości – to jest prawo Jego istnienia – ja zaś posłuszna tej wspaniałomyślnej Boga Istności, ciesząc się tym prawem i moje w nim prawo roszczę – tj., że ja posiadając również wolną wolę – zmuszam Boga siebie kochać, przez zachwyt mój okazany każdą chwilą mego radosnego istnienia, dla Jego cudownego planu miłości – który jest Nim Samym – Bogiem. A więc Bóg zniewala stworzenie do miłowania Siebie – a stworzenie również posiadając od Boga to podobieństwo do Boga, zniewala Go siebie kochać i to jarzmo krępujące obydwie strony jest tak słodkie i tak cudnie piękne, że „Oko ludzkie nie widziało, ucho ludzkie nie słyszało, co zgotował Bóg tym, którzy Go miłują” (…) (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (3).&lt;br /&gt;8 X 1921, sobota.&lt;br /&gt;Chcę opisać jak zwykle dzień mój rozpoczynam. Gdy budzę się w nocy, choć zwykle prawie wcale się nie budzę, bo śpię doskonale – od razu staje mi myśl, albo ją uprzytamniam, że żyję w samym szczęściu, w Bogu i wielka wdzięczna radość ogarnia duszę moją – i nią w tejże chwili rozświetlam Duszę Jezusa, która mnie całą ogarnia. Lecz od razu staram się zasnąć, bo wiem, że to jest czas przeznaczony przez Boga na odpoczynek i zaczerpnięcie sił dla Jego chwały, którą w ciągu dnia przejawiać muszę. A więc zasypiam z uśmiechem w duszy do Jezusa, chwaląc zdrowym snem Jego Miłosierdzie.&lt;br /&gt;Gdy z rana się budzę uprzytamniam sobie, że po to wstałam, aby dać Jezusowi uczynić w duszy mej w ciągu dnia większy postęp – a więc, ażeby Jezus wzrósł we mnie łaską swoją potężniej. Usposobienie staram się nastroić w jasnym, pełnym swobody ducha tonie.&lt;br /&gt;Myśl moja wybiega często naprzód chwytając radośnie spotkanie się z Jezusem utajonym w Eucharystii (--).&lt;br /&gt;Wiem i wyczuwam, że cud za cudem w duszy mej się odbywa, że już odczuwana, ale jeszcze tajemna praca rozwija się, lecz w końcu stanie się zupełnie dla mnie jasną.&lt;br /&gt;Gdy przychodzę do kaplicy staję od razu przytomna przed Nim, moim Jasnym Panem i pozdrawiam Go, np. tymi słowy: „Niech będzie Bóg uwielbiony przez Swoje łaski i dary!”. Mówię to ze zrozumieniem i ze szczerym uśmiechem wdzięcznego uwielbienia (--).&lt;br /&gt;Czuję jak Syn Boży rozkosz z mego pozdrowienia wyczuwa, gdyż ono jest czynione z prostotą, ale z gorącą miłością.&lt;br /&gt;Potem zaczynam odmawiać różaniec, króciutkie akty i modlitewki, starając się każdemu słowu nadać życie ducha i uprzytamniam tę Osobę, do której ta modlitwa się odnosi – i tak staję się bogatszą w życie nadprzyrodzone, to jest łączące ziemskie życie z życiem łaski nieba (--).&lt;br /&gt;Lecz i tak bywa, że wcale modlić się nie mogę, ani myśleć, ani kochać, nic, jakaś szara chmurka duszę moją okrywa – w takich chwilach również nic sobie z tego nie robię, ale zachowuję tylko spokój, który dla mego Pana jest najmilszy, bo w pokoju On swoją pracę rozwija – i choć szaro w duszy, ale wiem, że Jasny Pan w mej duszy, a więc to słonko moje za chwilę ducha mego oświeci i będzie przecudna pogoda.&lt;br /&gt;I tak w istocie bywa, że podczas Mszy świętej ciemności swoją przędzą duszę pokrywają, ale ponieważ wola moja na to nie zważała i spokój ducha utrzymywała, Chrystus Pan po chwili zwyciężył i z radością mnie upieścił, bom tak wytrwale zaufała Jego bytności wszechpotężnej i dowiodła Mu, że On na mnie polegać może, gdyż ja Mu daję w sobie słodki pokój.&lt;br /&gt;Zjednoczenie z Jezusem również i w ten sposób łatwo zdobywam: gdy jestem czymkolwiek zajęta, a szczególnie gdy znajduję się przed Nim utajonym w Przenajświętszym Sakramencie, uprzytamniam sobie, że mój dobry Jezus na mnie z miłością spogląda i staram się wtedy Jego Boskie wejrzenie wgłębić to znaczy, że mój wzrok duchowy patrzy na siebie wejrzeniem Jezusa. W takich chwilach dusza moja wspólnie z Duszą Jezusa spogląda na własną moją duszę i nią się cieszy razem z Jezusem. Czegóż tam nie znajdujemy – i żywą chęć istnienia jedynie dla Boga – zdolność pojmowania tego Boga – przecudne odmiany uczuć, których w żaden sposób opisać nie można – i tą wspaniałą pamięć, która z każdą chwilą żywszą się staje pod promieniami łaski miłości Boga na obecność Boga (--).&lt;br /&gt;1 (4).&lt;br /&gt;25 X 1921, środa.&lt;br /&gt;Wzrost łaski jest tak prosty i tak szybki, że trudno sobie nawet wyobrazić. Świętość duszy jest tak łatwa do pozyskania, gdyż jest ona celem, przeznaczeniem naszym, Boga chwałą, a przede wszystkim, że jest naszym prawdziwym szczęściem.&lt;br /&gt;Zupełnie łatwo możemy stać się potężnymi w zasób łask Bożych, gdyż wzrost ostatnich powiększa się również przez samo ich trwanie w duszy. Jedna łaska żyjąc w duszy, drugą za sobą wprowadza i w ten sposób wzrastanie w Boga jest zupełnie, ale tak zupełnie prostym i łatwym.&lt;br /&gt;Człowiek, który dąży do Boga, a to dążenie ożywione jest pełnym świadomości szczęścia tego dążenia, każdą chwilą mnoży łaskę życia Boga w duszy, wtedy w nas wszystko co niedoskonałe zamiera, a Bóg w nas z właściwą Sobie potęgą wzrasta, czyniąc nas w zupełności dziećmi Bożymi – dziedzicami Królestwa Bożego. Jak widać ze wszystkiego, myśl jest matką wszystkiego, co dobre i co złe. Dusza nasza wzbogacona przez wzniosłe, dobre myśli, zaczyna dawać życie Boże wszystkim władzom…: rozumowi, uczuciu, woli, pamięci, pokrzepiając je swoją energią orzeźwioną łaską błogosławieństwa Bożego; np. jeśli ja w ciągu jakiegoś czasu koncertowałam myśli przy Jezusie i zatapiałam się w Jego Boskiej Duszy – to znaczy, że te moje myśli budziły boskie uczucia zachwytu z posiadania w tejże jasnej Duszy prawa znajdowania się i trwania w Niej; o ile te moje uczucia były wzbogacone myślami poznającymi to dobro, które w tejże Duszy dla nas z miłości ku nam żyje, o tyle więcej się zbliżyłam, raczej wżyłam się w tę Duszę i z Nią trwałam jak gdyby jedno, a czasem przez zupełne oczyszczenie, naprawdę jedno się stanie (--).&lt;br /&gt;Bóg wzrasta w duszy również, jeśli my o kimś dobrze myślimy, bo przez to samo w nas rodzi się dobra myśl, a więc pochodząca od Boga – powraca czysta do Boga. Ta dobra myśl chociaż odnosi się do innej duszy, lecz pięknem swym przyozdobiła naszą – i przez to pomnożyła łaskę żyjącą w duszy. Dalej – ta praca „piękna” nie skończyła swego bytu, gdyż weszła w sferę ducha i o ile była silną w łaskę Bożą, o tyle pokrzepiła wspomnianą duszę wlewając już i w nią tę łaskę piękną.&lt;br /&gt;Bóg, spoglądając na piękno naszej duszy i na piękno wysłane w myśli lub uczuciu do tamtej duszy, przez miłość do pierwszej, da wzrost piękna w drugiej i w ten sposób łaskę Bożą możemy niejako przelewać z nas na innych. A więc sfera ducha, w której żyjemy wszyscy bez wyjątku, wzbogaciła się jasnym, promiennym blaskiem myśli wysłanej przez nas w miłości Bożej i miłości duszy bliźniego (--).&lt;br /&gt;Tego czasu, który musisz poświęcić dla pracy, Bóg bynajmniej nie chce dla siebie zabierać i przez to nie dozwolić doskonale spełniać obowiązki – chwała Boża będzie się pomnażała właśnie przez doskonałe wypełnianie pracy, którą będziesz z miłości do Boga wykonywał w duchu radości i szczęścia. Jeśli swe obowiązki, czy trudne, czy łatwe będziesz spełniał w duchu dziękczynnym ku Bogu – chwała Boże przy każdym twoim najmniejszym poruszeniu nawet fizycznym będzie się pomnażała, gdyż czynisz to ze swobodą ducha, w którym panuje miłość Boga i bliźniego, miłość, która opromienia każdą chwilkę życia twej duszy i ta praca fizyczna, pochłaniająca ciebie całego, pomimo to prowadzi do Boga, boś dziecię Boże i Bóg w pracy twej sumiennej, którą wykonujesz doskonale z miłości do Boga i bliźniego, spogląda z umiłowaniem na ciebie, darząc cię siłą błogosławieństwa.&lt;br /&gt;Zjednoczenia nie straciłaś duszo z Duszą Boga Człowieka, gdyż w pracy twej nie było nic, co jest przeciwne Bogu.&lt;br /&gt;Bóg-Człowiek rozumie cię podwójnie – bo i jako wszechwiedzący Bóg i jako Człowiek, gdyż sam będąc Człowiekiem pracował.&lt;br /&gt;Pokój Boży we wszystkim jest fundamentem, na którym możemy zbudować gmach szczęścia wiecznego.&lt;br /&gt;Kiedy jeszcze Bóg w nas wzrasta? – jeśli my cokolwiek uczynimy bliźniemu z miłości ku Bogu i ku bliźniemu nie wykluczając i miłości do siebie. Bóg nam nie zabrania siebie kochać, gdyż nam to jako przykazanie nadał. I jeśli ja kocham siebie jako umiłowaną duszę przez Boga, będę wszelkie starania dokładała, aby tę umiłowaną moją duszę zachować w piękności czystej dla Boga i zdobić ją wszystkim, czym się tylko ona da, ażeby stać się rozkoszą dla Boga.&lt;br /&gt;Właśnie uczynek najmniejszy uczyniony przez nas bliźniemu, choćby bez poznania tego zwiększa łaskę poświęcająca i ją w nas pomnaża. Spojrzeć tylko na tak hojnego w swej dobroci Boga – za wszystko, we wszystkim i wciąż tylko nas błogosławi. Żyć potrzeba w czystej miłości Boga, a miłość bliźniego i siebie stanie się Bożą (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (5).&lt;br /&gt;29 X 1921, [niedziela].                                       &lt;br /&gt;Łaska poświęcająca wzrasta, gdy my nasz wzrok duchowy zatapiamy w poznawaniu życia naszego Mistrza i Zbawiciela, zachwycamy się Nim jak i Jego boskim chociaż i tak ściśle ludzkim życiem i pragniemy je wprowadzić w życie nasze. Łaska poświęcająca z tej przyczyny się zwiększa, że my rozmyślamy o życiu Jezusa dlatego, aby to życie Jezusa wpłynęło, wlało się w nas i potoczyło z naszym życiem w jedno, ażeby to rozpoczęte życie Jezusa na ziemi miało w nas dalszy ciąg swego życia. Ażeby moc zawarta w Ewangelii zaczęła wzrastać w nas, a my [byśmy] stali się Ewangelią powtórnie zrealizowaną&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftn1" name="_ftnref1"&gt;[1]&lt;/a&gt; w życiu naszym. Ażeby Jezus jak niegdyś dawał uczniom swoim moc wypędzenia złego z dusz ludzkich, dziś również mógł tę moc w nas wlewać i cuda czynić. Dzisiaj my chrześcijanie, którzy mamy życie Jezusa w Kościele katolickim, posiadamy dwutysięczną prawie historię cudów zdziałanych w ludzkości przez Chrystusa.&lt;br /&gt;My – dusze ludzkie XX wieku, wieku, który tak się rozpoczął smutnie, musi się zakończyć zwycięsko – przez odrodzenie się zupełne w Zbawicielu Chrystusie.&lt;br /&gt;Laska poświęcająca wzrasta przez każdą myśl prawą, a cóż dopiero mówić przez myśl cudotwórczą Chrystusową? Jezus chce w nas myśleć, chce przez nasze myśli promieniujące prawdą, zachwytem, uwielbieniem, miłością, wdzięcznością, promieniujące przez to wszechmocą, całych nas w potęgę przekształcić, która by przenosiła góry nieprawości ludzkich w morze zapomnienia u Boga.&lt;br /&gt;Łaska Boża powiększająca się przez życie Chrystusa w naszych myślach tworzy znów to przecudne przymierze człowieka z Bogiem. Życie Boże zaczyna&lt;a style="mso-footnote-id: ftn2" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftn2" name="_ftnref2"&gt;[2]&lt;/a&gt; wpływać w nas przez życie myśli twórczych, Jezus wtedy wskrzesza ducha naszego, a przez to rozpoczyna darzyć nas łaską czynienia cudów.&lt;br /&gt;Nasze jedno słowo świat cały do Boga przywołać może. Tak, gdy my zaczynamy zaskarbiać łaskę poświęcającą przez zgłębianie całego życia Jezusa, w nas się budzi ta sama moc i łaska do twórczego życia i współdziałania z Bogiem. Gdyż Jezus po to dał wzór cudotwórczego życia, aby ono w nas miało ciąg dalszy – gdyż jesteśmy Jego Ciałem Mistycznym. Jemu tylko tchnąć w nas – w to Ciało (Mistyczne) Ducha swego, a moc orzeźwiająca cały nasz organizm myślowy, więc duchowy, napełni nowymi prądami siły Bożej (--).&lt;br /&gt;Powodem wzrostu łaski poświęcającej jest również myśl o naszym organizmie fizycznym. Jeśli my zaczynamy zachwycać się mądrością Bożą, przejawioną w naszym ciele, które stało się żywym naczyniem duszy, a które jest przeznaczone na upragnione przez Boga dla siebie Boga na ziemi schronienie – to cudowne tabernakulum – taka myśl czyni nas bogatymi we wdzięczne uczucia przed Bogiem, które sprowadzają na nas błogosławieństwo Stworzyciela, jak i Odkupiciela i Ducha Świętego. Skąpana w takich myślach dusza nasza pragnie swoją jaśniejącą niewinnością opromienić i ciało fizyczne, aby i ono było uszczęśliwione przez uwielbione zmartwychwstanie Ciała Chrystusa. Dusza pomna na swoje głębokie szczęście przelewa je w pełnym pokoju i na ciało fizyczne, które przeniknięte Krwią Syna Bożego, odradza się do życia całkiem mu nieznanego, życia mocy ducha nad materią. Właśnie to życie Boże w nas z każdą chwilą swego życia łaskę poświęcającą w nas powiększa, czyniąc duszę i ciało nasze świętym, to jest uświęconym, co znaczy podlegającym w pełni prawu Ducha Bożego. I tak, o ile różnorodniejsze warunki dla wzrostu łaski poświęcającej dusza nasza dawać będzie, o tyle to życie Boże w nas pełniej, harmonijniej i potężniej wzrastać i wzbogacać się każdą chwilką będzie.  &lt;br /&gt;Potrzeba sobie tę prawdę uprzytomnić, że Zbawiciel, który przyszedł nas obdarzać łaską szczęścia, obecnie jest skrępowany przez grzechy nasze w błogosławieniu nas i jeśli dusza do Niego wzbijać się będzie przez wzrost łaski, ten wzrost będzie szybki, gdyż Jezus jako Zbawiciel, miłosierdzie samo, nie może sam w Sobie pozostawiać te łaski lub dawać im się marnować. A więc obecny czas jest dla wzrostu naszej duszy najlepszy, gdyż jedna łaska, drugą − z niepojętą nam szybkością i mocą − sprowadzać będzie do duszy naszej, byleby wierność, miłość i dziękczynienie normalnie, wytrwale duszę naszą gruntowną czyniło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (6).&lt;br /&gt;18 XI 1921, sobota.&lt;br /&gt;Z każdą chwilą coraz to wyraźniej i jaśniej pojmuję, co sobą przedstawia dusza i jakie jest jej subtelne połączenie się z Bogiem.&lt;br /&gt;Często, gdy mówię o Bogu, duszy, o życiu zjednoczonym, tak cudne myśli opromieniają mój umysł, że doprawdy wrażenie robi, które trudno opisać, jak również trudno opisać co się z duszą dzieje, gdy Duch Święty umysł nawiedza zlewając smugi światła miłości, w której duch cały się przekształca. O jakże to życie wewnętrzne jest cudne, jak ono wyraźnie daje się zarysować w pracy umysłowo – duchowej.&lt;br /&gt;Coraz bardziej pojmować zaczynam życie całego wszechbytu. Nasza kula ziemska, jedna z niezliczonej ilości planet, iskrzy się w przestworzu i płynie po wytkniętej jej przez prawo Stworzyciela drodze, biegu swego nie zatrzymuje, lecz nie odchodząc od porządku swego przeznaczenia zależna jest od swej starszej i potężniejszej siostrzycy – słońca. To jest zakres jednego planu przeznaczenia – to świat przyrody – materii, ściśle wykonywującej prawo nadane przez Stwórcę. To prawo wolnej woli nie posiada, lecz obliczenie w tym życiu jest najściślejsze. Tutaj życie inne, porządek szczegółowy; bezład katastrofę sprowadza i pociąga wielkie następstwa, które podlegają również ścisłemu prawu.&lt;br /&gt;Weźmy dalej życie już na jednej z tych planet – naszej kuli ziemskiej – jakie ona fazy przeszła – czy to w budowie materialnej, czy ducha. Co za tajemna, cicha, lecz ciągła praca – wieczne działanie – budowanie – gmach niewyczerpanej wiedzy… i poznania… Piękno w prawie budowy… moc w przejawie życia… Wszystko dokoła od najmniejszej cząstki jest wielkie, gdyż z mocy jednego źródła wyszło – Boga. Prawo Boże, to piękno nad wszelką piękność. Ono w sobie zawiera i żywot i prawdę, i wieczną twórczość szczęścia. Prawo – to droga po której dochodzimy i wchodzimy do przeznaczenia swego – celu. Kto wpierw pozna dobrze prawo, pokocha je i wdzięczny będzie za to prawo Stwórcy prawa, ten staje się sam prawem, gdyż Bóg sam w sobie jest prawem, a z Niego zlało się i na zewnątrz prawo, a gdy my – odbicie Jego – Prawa, żyć będziemy według Jego prawa – złączymy w prawie siebie, przejaw prawa Boga z Prawem – Bogiem tworząc w ten sposób już nie tylko odblask prawa, lecz samo prawo Boga.&lt;br /&gt;Życie ducha w sferze materii jest przecudnym i wszechmocnym prawem – duch posiada o dziwnej subtelności prawo, którego odbicie kładzie i na materię. I tak o ile duch jest wolny, lotny, pełen bogactwa zasobu łaski uduchowienia, o tyle on cudowniejsze rysy w materii pozostawi, przekształcając niższe życie fizyczne w wyższe – duchowe (--).&lt;br /&gt;Życie nasze – to płyn – który się przelewa, przeistacza się w parę i ulatnia się już przez trwanie jak obłok na firmamencie, a później przekształcone w wyższy twór, zlewa promienie łask ze sfery ducha, jak deszcz z obłoków swoją wodę czerpie – z tą różnicą, że w dziedzinie przyrody fizycznej ta sama woda zamieniona przez gorąco w parę, w chłodzie znowu staje się tą samą wodą. W sferze ducha inna trochę zachodzi zmiana – dusza przez zjednoczenie z ciałem odbywa wielką pracę, gdyż musi sama stawać się coraz wznioślejszą i w swoim biegu być chyżą i prawdziwie lotną w przyodzianiu łaski Bożej. Ona, dusza, musi dźwignąć ciało swoje – materię i je uczynić również uduchowionym, ażeby prawo ducha przyozdabiało prawo natury, czyniąc przez to cudotwórcze przekształcenie materii w ducha. Dusza żyjąc w ciele – przebiegłszy swój określony czas i bieg, dany jej przez prawo Boże jako przeznaczenie − przekształciwszy w sobie za łaską Bożą wszystko, co niższe w wyższe, podporządkowuje je w stan nadprzyrodzony, tj. w stan uduchowienia.&lt;br /&gt;Taka dusza, która pojęła ten stan trwania w łasce, to jest przekształcenia, przeistoczenia duszy zwykłej, pospolitej w duszę uduchowioną, wzniosłą, idealnie subtelną, przyodzianą w piękno Boże, bóstwo – staje się na tej kuli ziemskiej światłem w zmroku i wydaje z siebie promieniujące łaską myśli, uczucia skierowane ku Bogu, wolą potęgującą się w moc Bożą. Dusza idąca iście z miłości do Boga w swej drodze kreśli przecudne wzory prawa Bożego ducha i w swym dążeniu wytrwałym porusza sfery tajemnych sił, które w milczeniu czekały na jej życiową energię, która dotknąwszy raz, drugi, rdzeń mocy, ściąga je na siebie – tę moc, w zjednoczeniu, z którą może czynić cudotwórcze zmiany w sferze ducha (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (7).&lt;br /&gt;14 XI 1921, poniedziałek.&lt;br /&gt;…Jest bardzo wiele rodzajów modlitw. Chcę napisać o dwóch. Możemy modlić się w imieniu czyimś – wielbię Boga miłością dziękczynną, tak jak gdyby to czyniła osoba, w imieniu której się modlimy. W tym wypadku my jak gdyby swoją osobowość zostawiamy na stronie – raczej jesteśmy pośrednikami, łączymy duszę wyżej wymienioną z Bogiem przez duszę naszą, ale nie stoimy na pierwszym planie, zapominamy o sobie i nie żyje jakoby w tej chwili w nas nasze „ja”, a Chrystus i dusza, którą przez siebie złączyłyśmy z Bogiem. To praca wielkiej wartości, gdyż ściąga niepojęte rozumowi naszemu łaski na dusze, wielką chwałą otacza Boga, a nam przyskarbia tytuł pośrednika, który łączy niebo z ziemią.&lt;br /&gt;W tym wypadku indywidualność nasza wzbogaca indywiduum innych, niejako przyobleka się w duszę cudzą, raczej współpracuje z duszą – jesteśmy twórcami lecz nieosobistymi, gdyż w duchu połączeni z duszą w imieniu której się modlimy, wielbimy, obejmujemy Boga kochaniem. Drugi sposób modlitwy o którym chcę mówić jest następujący: jednoczymy własną duszę z Bogiem z zupełną jej swobodą, lecz możemy to trwanie w miłości zakończone zjednoczeniem naszej osoby z Osobą Boga, oddać Bogu jako dar tamtej, którą mieliśmy życzenie wzbogacić w łaski, które zjednoczenie nasze z Bogiem sprowadziło na nią. W tym wypadku wcale nie zatracamy swojej indywidualności, ani jej genialnego rozwoju w miłowaniu Boga – nic nam nie powinno przeszkadzać w czystym zjednoczeniu się z Bogiem, ani ta osoba na korzyść której czynimy to zjednoczenie, ani żadna intencja – wprost my kochamy Boga całą swoją istotą i umiejętnością ducha, w którym nic obcego udziału nie bierze i posiadamy to bogactwo ze zjednoczenia w duszy naszej, lecz owoc nadprzyrodzony, mistyczny oddajemy Bogu dla chwały Jego za wyżej wymienioną osobę.&lt;br /&gt;W pierwszym wypadku jesteśmy twórcami pośredniczącymi, przyoblekamy niejako innych sobą, a i odwrotnie, w Bogu dla chwały Boga. W drugim zaś nasza indywidualność jest nienaruszona, tkwi w zjednoczeniu z Bogiem – w Bogu – jesteśmy tylko my i Bóg, i miłość łącząca nas w jedno. Podczas takiego rozmyślania, uwielbienia, kochania, szczęście spaja duszę z Bogiem i czyni ją piękną, przyobleczoną w Boga i to właśnie zjednoczenie jest owocem naszej duchowej pracy, którą w imieniu innej osoby oddajemy Bogu, jeśli naturalnie chcieliśmy to ofiarować, bo inaczej to zjednoczenie pozostaje jako owoc miłości należny Bogu od duszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (8).&lt;br /&gt;15 XI 1921, wtorek.&lt;br /&gt;Ja nie wątpię w to, że kocham Jezusa gorącą miłością, jednakowoż nigdy nie poddaję się pod wpływ uczuć, które by mi choć trochę przypominały miłość, choćby idealną, lecz ludzką.&lt;br /&gt;Wiesz Ojcze, że nieraz, gdy miałam widzenie Jezusa, lub w zjednoczeniu widziałam i czułam z jaką potęgą Jezus mnie kocha – lecz ja, jako człowiek żyjący w ciele, byłam zawsze w kochaniu ostrożna, subtelna, to znaczy nie dawałam wylewać się uczuciom bez miary – i wiem, że Jezusa wprowadzało to w jeszcze większą miłość, gdyż widział moją czystą rozkosz miłowania. Ja kocham Jezusa i bez Niego już istnieć bym nie potrafiła, lecz zawsze trzymam się tego, że natura ludzka w miłości, nawet Boga, musi być zawsze zrównoważona tym, że każdy ruch, który dusza czyni niech będzie nie odruchowy, ale wypływający z subtelności uczuć, które żywi ku Bogu.&lt;br /&gt;Nie wiem, może to tylko moje jest takie zrozumienie, lecz mi się wydaje, że człowiek szczególnie powstały z grzechu – musi być w swym gorącym kochaniu Jezusa również ostrożnym, gdyż naturę posiada tą samą, którą przed czasem niedawnym posiadał, ale charakter miłości się zamienił – a więc trzeba ten typ miłości, choć płomiennej i gorącej, tak przedstawić i podnieść wysoko, ażeby nie przypominała lub nie wytwarzała odcienia miłości ziemskiej.&lt;br /&gt;Wiesz Ojcze, że ja, na przykład nie lubię… wyjątków z „Pieśni nad pieśniami” – one mają odcień ziemskiej miłości i psują to wyższe kochanie (--).&lt;br /&gt;Ja kocham Jezusa żywo ze swobodą, lecz pamiętam przed Jezusem, że jestem istotą potrzebującą, zachować wiarę. Jak dotąd ze skutków mojej miłości do Boga widzę, że Jezusa właśnie to cieszy – On wie, że czekam na ten dzień oswobodzenia mego z ciała z coraz to głębszą radością i każdy dzień pamiętam, że On zbliżył mnie do tej chwili, lecz tutaj na ziemi chcę zachować, pomimo, że gorąco Go kocham, miarę – raczej sposób kochania. O jakże jest słodko kochać Jezusa! I właśnie tą subtelną, choć płomienną, lecz cichą miłością. Musimy miłością naszą tak promieniować przed Bogiem, by ona przeistoczyła nas w słoneczne, zawsze jasne, czyste dusze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (9).&lt;br /&gt;16 XI 1921, [środa].&lt;br /&gt;…Chciałam jeszcze to napisać, że ja miłość moją ku Jezusowi buduję na Jego ku mnie miłości i wiedząc o tym, że ona wiecznie trwa, staram się ją żywo w sobie wyczuć i przez to życie wewnętrzne staje się coraz bogatsze, gdyż czuję miłość Jezusa, zapalając się nią, to samo uczucie szczęścia wzrasta i we mnie ku Bogu. Zwykle, czy to się modlę, czy rozmyślam, czy zajęta jestem jakąś pracą, lub gdzieś zdążam, staram się chociażby chwileczki spędzać na miłujących piersiach Jezusa, który jest tak szczęśliwy, że jestem nie tylko myślą, duchem, ale całą swoją osobą przy Nim. W tym wypadku nic nam w tego rodzaju dowodu wierności Jezusowi nie może przeszkodzić, jedynie nasza ospała wola, pamięć i uczucie, a które łatwo dają się pielęgnować i wzrastać w podobnych ćwiczeniach wiernej, wdzięcznej miłości.&lt;br /&gt;Trzeba zwrócić uwagę na to, że w ten sposób podwójnie się modlimy, a jakie korzyści czynimy, to nawet trudno sobie wyobrazić. Pierwsze – czy modlimy się, czy rozmyślamy wtedy nie z takim łatwym roztargnieniem to czynimy, bo ogrzani obecnością Jezusa, modlimy się żywo, płomiennie, nadając różnobarwny charakter oddźwiękom poruszeń duszy – i wtedy życie wewnętrzne wzbogaca się i nie jest jednostajnym, bezdźwięcznym, suchym – przeciwnie przelewa się zraszając w łaski Boże duszę.&lt;br /&gt;Drugą korzyścią jest to, że Jezus staje się nam bliskim, drogim, koniecznym przyjacielem, bez którego już żyć nie moglibyśmy wcale – to znaczy, że bez tej pewności obecności Jego i miłości, którą Jezus nam dowiódł przez śmierć swoją i życie utajone w Przenajświętszym Sakramencie, życie nasze nie byłoby życiem – wzrostem, a tylko walką i wyniszczeniem (--).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (10).&lt;br /&gt;17 XI 1921, czwartek.&lt;br /&gt;Modlitwa również wielce miła Bogu może być czyniona (--) w zjednoczeniu z Najświętszą Dziewicą Maryją. Ach! wieleż się możemy nauczyć u tej przecudnej Duszy, która cała stworzona była z miłości do Boga. Wielbiąc Boga wspólnie z Matką Szczęścia Wiecznego, Zbawiciela, dusza może wchodzić i otaczać siebie towarzystwem naszych poprzedników szczęścia – to Świętych naszych, którzy złączywszy się w jedno z nami, to szczęście ze szczęścia będą nam udzielali – miłość dziękczynną, radość z posiadania szczęścia – Boga.&lt;br /&gt;Obcowanie Świętych na ziemi ze Świętymi w chwale wiecznej, tworzy, raczej wzmacnia, tę sieć ognia Bożego, ognia miłości Ducha Świętego, która od zjednoczenia w szczęściu prawo Boże na świat ducha ludzkiego rozprzestrzenia – i Światło Wieczne, Jezus w swych członkach, duszach naszych, już na ziemi płonie wszechpotęgą swego istnienia.&lt;br /&gt;W modlitwach naszych musi być zawsze nastrój uroczysty. Uprzytamniać musimy sobie wspaniałość chórów niebieskich, które są tak cudne w swym uwielbieniu Boga. Musimy stawać się podobnymi do duchów niebieskich, którzy trwając w zachwycie piękna, „wsłuchują się” w to piękno, które tworzą przez uwielbienie Boga, a które wypływa z ich poznania tego szczęścia.&lt;br /&gt;Duszo ludzka, tyś przeznaczona do tego, ażeby stać się natchnioną, nieśmiertelną harfą Boga Odwiecznego, na której On mógłby melodie swego istnienia wygrywać, a którą jest pieśń szczęścia wiecznego, miłości, pokoju i zgody. Duszo ludzka! – złącz swego ducha z duchem swego niebieskiego Anioła Stróża, który jest do twej duszy dobrany, jako oddźwięk przecudny, nieskalany niczym, a przeniknięty ideałem jasności Boga; On tobie będzie śpiewał hymny rozkoszy z poznania Boga, które posiada głębokie, gdyż twarzą w twarz ogląda szczęście wieczne Boga – i pragnie byś ty nastroiła swego ducha do przyjęcia poznania tego jako wiecznego celu istnienia. Aniele Boży, promienny mój Przyjacielu, chcę wielce wsłuchiwać się w twoją pieśń miłości Boga, naucz mnie, Jasny, w duchu twym kroczyć do Boga, abyśmy mogli stanąć przed Bogiem jako jedno wdzięczne uwielbienie Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (11).&lt;br /&gt;19 XI 1921, sobota.&lt;br /&gt;W tych dniach zrozumiałam jedną rzecz, która wydaje mi się, że jest bardzo ważną. Otóż Jezus dla każdej duszy z osobna się poświęcił i każda w oddzielności posiada Jego jako własność swoją.&lt;br /&gt;Życie każdej duszy pokaże, co ona z Jezusem w ciągu swego życia uczyniła, czy rany, które On ścierpiał dla jej zbawienia ona wiernością, miłością i dziękczynieniem uleczyła i przyodziała Go w szatę chwały zwycięstwa Jego w niej nad nią; czy swoim życiem nie Bożym, nie tylko, że nie skorzystała z Jezusa łask, które On dla niej u Boga Ojca wyjednał, ale poszarpała to Jego święte Ciało w jeszcze większe rany przez grzechy – i Duszę Jego jako Zbawiciela zasmuciła głębokim cierpieniem.&lt;br /&gt;Wszyscy ujrzymy Jezusa i każda dusza zobaczy, jakim jej Jezus powinien by być – potężnym w swej mocy nad nią, promieniujący szczęściem, radością z posiadania jej duszy, cały przyobleczony w szatę jej kochania – a jakim On przez nią się stał – u niej jest – może biedny, cały pokryty nowymi ranami złości, siniakami niedbalstwa, itd. Mam zrozumienie, że nasze niedbalstwo w trwaniu i zdobywaniu łask, lub nimi lekceważenie czyni na Mistycznym Ciele Jezusa siniaki, które Mu ból sprawiają; przeciwnie zaś pocałunek miłości naszej to Ciało Jego czyni jaśniejącym, gdyż uwielbionym przez nas.&lt;br /&gt;Tak, Jezus jako Bóg-Człowiek już zmartwychwstały nie cierpi, lecz w nas jako swoim Ciele Mistycznym, to nie może nie cierpieć przez związek mistyczny – przecież On zjednoczywszy nas ze sobą, nasze cierpienia odczuwa. A więc całą energię życiową użyjmy na to, aby Jezus promieniał naszym szczęściem, naszą wdzięczną miłością – przyobleczmy Jezusa w szatę zwycięstwa i triumfu, rozradujmy Duszę Jego naszym trwaniem w Bogu.&lt;br /&gt;1 (12).&lt;br /&gt;3 XII 1921, sobota&lt;br /&gt;Wczoraj czytałam historię Kościoła. Dziwne wrażenie na mnie wywarło to oczekiwanie Żydów, a i ludzkości całej na Zbawiciela.&lt;br /&gt;Ach, jakiż zastój pod każdym względem w rozwoju ducha, co za tęsknota! – a pustka dookoła – prócz dusz mających nadzieję na przyjście Zbawiciela, ale i te są przeniknięte duchem tęsknego pragnienia!&lt;br /&gt;Dziwne – i ta właśnie, pożądana od tak wielu tysięcy lat przez ludzkość Istota, ta sama – dziś już przejawiła swoje przyjście, cuda, życie swej miłości i dziś z taką prostotą, z taką przecudną prostotą zwraca się do mnie i jednoczy swoje Boskie życie z moim. Czyż to nie są dziwy miłości Boga? – czyż to, z nową siłą ujawniające się, pojednanie z Bogiem ludzkości nie jest naszym szczęściem jedynym?&lt;br /&gt;Dziwne wrażenie na mnie wywarło to uprzytomnienie sobie tęsknoty ludzkiej za Zbawicielem, a obecnie Jego tęsknoty za stworzeniem – ludzkością. Przecież ten sam Jezus przecudny dziś wśród nas jest obecny, przed nami stoi w całej swej potędze, wyciągając ku nam miłosne swe ramiona – On chce nas posiadać w pełni, chce nami się cieszyć przed Bogiem. To boskie pragnienie Jezusa jest życiem naszym!&lt;br /&gt;Co byśmy czynili, gdyby Bóg nie posiadał tego pragnienia? Gdyby On nie tęsknił za naszą duszą? O bądź błogosławione pragnienie Jezusowe, ty jesteś naszym życiem, szczęściem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (13).&lt;br /&gt;6 XII 1921, wtorek.&lt;br /&gt;Chcę dalej pisać o sposobach modlitw, które nieraz używam w chwili, gdy mogę trochę się skupić lub podczas Mszy świętej. Zaczynam powoli wymawiać imię „Jezus” – z początku uświadamiam sobie, jeśli mi w danej chwili jest potrzebne, kto to jest Jezus – i kim dla mnie jest Jezus, a później wymawiam to boskie Imię z największą czułą wdzięcznością, obejmując kochaniem postać tej Istoty, która nosi to przecudne Imię. W chwilach takich Jezus, gdy słyszy wołanie zachwyconej duszy, z początku milczy, choć jest rozradowany – jeśli zaś dusza dalej wciąż woła wdycha po prostu w sobie to szczęście – Imię Jezus. Jezus wtedy sam w Swoim szczęściu się gubi, gdyż widzi jak wielce jest przez duszę kochany. Znowu zaś dusza, widząc skutki swego nawoływania, uszczęśliwiona odnajduje siebie w Bogu – przestaje już wołać, bo Jezus znalazłszy taką miłość w jej duszy, sam woła, lecz nie Siebie, a duszę umiłowanego stworzenia. Przedziwnym jest ten hymn wzajemnej miłości − jego melodie głoszą najwyższe chóry duchów niebieskich, włączają ją w potok szczęścia Trójcy Przenajświętszej, która rozkoszuje się szczęściem Duszy Boga-Człowieka w zjednoczeniu z duszą człowieka na ziemi. Bogatą jest ta modlitwa w swoich skutkach, w niej tyle łask poznania duszy Jezusa się kryje, a zjednoczenie łatwym się staje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (14).&lt;br /&gt;7 XII 1921, środa.&lt;br /&gt;Bardzo zbliżam się do Boga, gdy wymawiam krótką pochwalną modlitwę na cześć Trójcy Przenajświętszej w słowach: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen”.&lt;br /&gt;W chwili, gdy tę modlitwę wmawiam, nieraz wyczuwam dziwną rozkosz – ja stworzenie, w każdym bądź razie ograniczone, pomimo że noszące duszę stworzoną na obraz i podobieństwo Boże, posiadam moc, włączam ten hymn chwały w samą Trójcę Przenajświętszą i tak jak i Ona jest bez początku i końca – tak i moje gorące i szczere pozdrowienie, choć ma początek, lecz wielbiąc Boga uwielbieniem początku, który nie miał początku, staje się jak gdyby również bez początku, trwać już będzie w wieczności.&lt;br /&gt;Ta modlitwa posiada cudotwórczą moc, gdyż wielbi Boga za przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a która w Bogu jest niezmienna – zawsze jest teraźniejszością. My, dusze ludzkie, jesteśmy przechodniami i o ile będziemy włączeni w to wieczne szczęście, teraźniejszość, staniemy się pełnią w Pełni, również wiecznotrwałym szczęściem ze Szczęściem.&lt;br /&gt;Trójca Przenajświętsza otrzymuje hymn chwały od swego odzwierciedlenia w – duszy ludzkiej, duszę tę, przez jej obejmowanie w kochaniu wieczności, czyni ją potężną w swoje łaski wiecznego trwania jej radosnego hymnu. I tak choćby raz odmówiona gorąco i szczerze ta modlitwa, u Boga trwa już wiecznie, gdyż my Jego wieczne trwanie uwielbiliśmy w chwale, którą włączyliśmy w wieczność.&lt;br /&gt;Dusza w takich chwilach promieniuje dziwną radością, gdyż czuje, że uczyniła wielki rozmach i wzlot ducha, gdyż ona choć ograniczona, wobec Boga Przedwiecznego, ogarnęła nieobjętą pełnią Bóstwa – Trójcę Przenajświętszą i objęła ją wieczną chwałą. Dziwna rozkosz rozlewa się w duszy, iż ona może to wieczne Szczęście objąć swym kochaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (15).&lt;br /&gt;8 XII 1921, czwartek.&lt;br /&gt;…Podczas Mszy świętej, lub w ogóle w ciągu dnia, przez chwileczkę, zwrócę duszę moją ku Bogu i zawołam tkliwie z wdzięczną miłością: „Ojcze”! W takiej chwili nastrajam tak duszę, aby ona wielką radość czuła i z tego powodu, że sobie uprzytomniła Boga jako Ojca jedynego, i z tego, że On pozwolił Siebie kochać, że daje Siebie poznawać, że pragnie naszej miłości, że dowiódł nam w Synu Swoją miłość ku nam i że mi jest tak dobrze z Nim, Najdroższym Ojcem żyć – chcę do niego dążyć, każdą chwilką życia mego, chcę Go posiąść na wieki, aby móc dać Mu w wieczności siebie uszczęśliwiać, a przez to stać się Jego, Boga, pociechą.&lt;br /&gt;Wołając „Ojcze” staram się modlić, to znaczy proszę nie prośbą, a miłością Go ku sobie skłaniam, wyczuwam, że mój bezdźwięczny głos, gdyż w myśli duchem wyrażany, rozpływa się w bezbrzeżnym oceanie wszechbytu i koncentruje się przy Ojcu, który wlał w duszę moją życie, życie piękne, bo podobieństwo do Siebie.&lt;br /&gt;Co za rozkosz duszę wypełnia, gdy ona swobodna, gdyż miłująca woła – „Ojcze”! – nic więcej nie mówi, lecz w tym wyrazie zamyka wszystko i szczęście, i radość, i miłość bezgraniczną. Ona kocha miłością dziecięcą, pełną prostoty, lecz tak przez Ojca pożądaną – czuje w takich chwilach, że to jedno słowo „Ojcze”! wszechbyt zawiera, gdyż początek i koniec – pełnię, która nie ma ani początku, ani końca. Cudne są chwile życia dla duszy – ona taka piękna się staje, cała promienna uroczystym nastrojem, gdyż Ojciec – Początek spogląda na nią łaskawie i Siebie w swoim dziecku znajduje, miłość, która jest samym istnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 (16).&lt;br /&gt;9 XII 1921, piątek.&lt;br /&gt;Praca wewnętrzna nad odrodzeniem duszy polega na tym, aby się nauczyć kochać Boga w myślach, słowach, uczuciach, czynach i to nie tylko w czasie przeznaczonym na modlitwę, ale w każdej chwili życia codziennego, szarego. Miłość nasza musi posiadać moc czynną – to znaczy, że życie nasze musi być przekształcone miłością w życie wyższe. Troszczyć się musimy około jednego, aby w duszy naszej miłość posiadała życie – a jeśli ona w nas rozpocznie swe życie i zapanuje nad nami, wszystkie wady poginą w duszy, gdyż miłość jest w mocy zmienić duszę tak cudownie, że z duszy o prędkim charakterze, skłonnym do złości raptownej stanie się dusza przez miłość cichą, pogodną; z duszy pełnej wad, jako to obmowy, interesowania się cudzymi sprawami, w których nie ma chęci dopomóc bliźniemu, a tylko ze złośliwej ciekawości, lub płytkiego pojmowania czystości duszy – dusza przez miłość dobrze pojmowaną i sumiennie pielęgnowaną odżyje i stanie się jasną, promienną, wolną od wszelkich więzów, zwyrodniałych myśli i uczuć. Miłość odbudowuje, odświeża, odtwarza i wnosi sobą takie piękno, które duszę czyni dziwnie promienną w blaski podobieństwa do Boga.&lt;br /&gt;W tej pracy trzeba o jednym pamiętać i starać się nigdy nie zapominać, że nic, ale to konkretnie nic nie posiada takiej mocy w przekształcaniu duszy, w wypłacaniu Bogu za krzywdy, które człowiek Jemu czyni w zbliżaniu się do Boga i stawaniu się podobnym Jemu, a najgłówniej w wypełnianiu przeznaczenia swego względem Boga, bliźniego i siebie − jak miłowanie; nic do tego celu nie zdoła przyprowadzić, jak gorąca, wierna, potęgująca się we wzroście dziękczynienia miłość (--).&lt;br /&gt;Przy Bogu trwać – znaczy żyć w pokoju dla Boga, aby Bóg mógł w tym pokoju przejawiać swoje prawa miłości. Posiadamy Syna Bożego, który jest naszą łącznością, więc trwajmy przy Nim, obejmując Go wciąż swym kochaniem, a On ująwszy ducha naszego w całości, włączy nas w Siebie, samego Boga Przedwiecznego. Daleko łatwiejszą jest taka praca, raczej ona jest najłatwiejszą, gdyż najskuteczniejszą i prosto prowadzącą do celu istnienia naszego – Boga. To właśnie przekształcać w sobie złe skłonności, wady, nałogi w cnoty dziękczynną miłością, radosną, wprowadzającą w duszę ducha wolności bożej.&lt;br /&gt;Przekształcanie polega na tym, że dusza z początku musi obudzić się i zainteresować tym życiem wewnętrznym – musi zapragnąć pracy wewnętrznej i ją wprowadzać w życie swe codzienne i obudzać w sobie, jak i pobudzać do niej. Później poznawszy piękno, moc, prawdziwość, konieczność tej pracy zaczyna już to życie rozwijać w swym życiu codziennym i już wprowadza w czyn, materializuje ideę, przedtem ją tylko interesującą (--).&lt;br /&gt;&lt;a style="mso-footnote-id: ftn1" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftnref1" name="_ftn1"&gt;[1]&lt;/a&gt; W rkps jest: zmaterializowaną w życiu naszym.&lt;br /&gt;&lt;a style="mso-footnote-id: ftn2" title="" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=1789001291607456826#_ftnref2" name="_ftn2"&gt;[2]&lt;/a&gt; W rkps jest: rozpoczyna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-7913267455280077482?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/7913267455280077482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/wybor-pism-m-tajber-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/7913267455280077482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/7913267455280077482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/wybor-pism-m-tajber-cz-1.html' title='Wybór pism m. Tajber cz. 1'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-1538046435369582900</id><published>2010-03-25T02:13:00.000-07:00</published><updated>2011-04-11T01:05:51.572-07:00</updated><title type='text'>MYŚLI WYBRANE</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBj66X3cI/AAAAAAAAABY/rKuChx--ejE/s1600/tajber.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452594227971612098" src="http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBj66X3cI/AAAAAAAAABY/rKuChx--ejE/s320/tajber.jpg" style="cursor: hand; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 224px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Miłość Boga dla Boga jedynie jest szczęściem nad ludzkie pojęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dusza staje się duchowo szczęśliwa, wtedy też łatwo jej stać się dobrą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świętym być, to znaczy tyle, co szczęśliwym i szczęście wokół siebie roztaczać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg żyje w duszy, by dusza promieniowała Nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daj Bogu możliwość tworzyć w duszy i przez twoją duszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca człowieka uszlachetnia. Człowiek szlachetny pracę uszlachetni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrą rzeczą jest uważać co czynisz, jak czynisz, dlaczego i dla kogo czynisz. Ale najlepszą rzeczą jest uważać na to, czy kochasz, jak kochasz, kogo kochasz i dlaczego kochasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chrystus pragnie miłości świętej, gorącej, żywej, jasnej jak słońce. Tylko w miłości rodzi się najszlachetniejsze zjednoczenie z Bogiem. Kochać Boga to znaczy wszystko Mu ofiarować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ten prawdziwie kocha Boga, kto ukocha całą duszą wolę tegoż Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto jest wierny Bogu i powołaniu swemu, ten jest tryumfem Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyć trzeba w czystej miłości Boga, a miłość bliźniego i siebie stanie się Bożą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg w bliźnim oczekuje od ciebie miłości czynnej skierowanej do bliźniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętaj, że delikatność ducha i delikatne obejście się z bliźnim jest oznaką ducha Bożego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo twoje musi być czyste i wolne od wszelkich domieszek, które mogą przykrość sprawić bliźniemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Bóg dał mowę człowiekowi po to, aby on ten dar spożytkował na chwałę Jego, zbudowanie bliźniego i pożytek duchowy własnej duszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch Chrystusa to duch wyrozumiałości, to duch przebaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch miłości to duch życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ducha miłości rodzi wesele życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała mądrość życia polega na tym, by swoją wolę, rozum, pamięć, serce, całą duszę poddać pod Wolę, Rozum, Byt, Serce, Duszę Syna Bożego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyć Jezusem, to wespół z Nim kochać, myśleć, działać, by czyn stał się nie tylko twój, lecz Boga w tobie żyjącego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochaj sam siebie - to znaczy: nie brudź ducha duszy swojej; ona tak piękną być może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstań, a ujrzysz piękno włożone ręką Bożą w duszę twoją. Tą pięknością jest obraz i podobieństwo twoje do Boga. Umiej poznać godnośc swoją i należycie ją uszanować w sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość to szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dusza święta, to dusza szczęśliwa, a tylko szczęśliwy człowiek może siać szczęście pochodzące od Boga, bo Bogiem żyje, a Bóg w nim sprawia to, że wszystkim daje szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto weseli się ze szczęścia Bożego, ten już innego pojąć nie będzie w stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpatrując się w Boga, sam coraz bardziej przybliżasz się do Niego, z Nim się zjednoczysz, w Niego się przemienisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dusza, w której Bóg gości, przemieszkiwa, jest zawsze pogodna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg w duszy - pogoda w duchu człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielki jest ten, kto mało myśli o sobie, a wiele o Bogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzę w Boską sprawiedliwość, że tego, kto kocha Boga, Bóg doświadcza, lecz nie opuszcza nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze jest tej duszy, która wszystko, co tylko może czynić, czyni dla chwały Bożej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnę umrzeć, umrzeć dla zmysłów, dla wszelkich władz, które są przeszkodą życia duszy wyłącznie dla Boga w Bogu. Pragnę umrzeć, by żyć dalej, choćby nawet na ziemi i to w ciele, lecz już życiem innym, nie ziemskim, a życiem duszy zatopionej w niebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim jedynym pragnieniem w życiu jest, by Bóg był przez wszysktich kochany, by wszystkie narody Go poznały i nade wszystko umiłowały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strona sióstr z USA: &lt;a href="http://www.sistersofthemostholysoulofchrist.com/"&gt;http://www.sistersofthemostholysoulofchrist.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strona sióstr z Polski: &lt;a href="http://www.duszajezusa.pl/"&gt;http://www.duszajezusa.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strona o Matce Pauli Tajber:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/paula_tajber/modlitwy.htm"&gt;http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/paula_tajber/modlitwy.htm&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-1538046435369582900?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/1538046435369582900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/mysli-wybrane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/1538046435369582900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/1538046435369582900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/mysli-wybrane.html' title='MYŚLI WYBRANE'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBj66X3cI/AAAAAAAAABY/rKuChx--ejE/s72-c/tajber.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-4043280092659304029</id><published>2010-03-25T02:12:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T08:31:03.492-07:00</updated><title type='text'>Akt adoracji i zjednoczenia z Jezusem Chrystusem obecnym w nas</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBr0lb1uI/AAAAAAAAABg/nXv19tlrihI/s1600/a1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 204px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452594363712132834" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBr0lb1uI/AAAAAAAAABg/nXv19tlrihI/s320/a1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jezu żyjący we mnie, błogosławię obecność Twoją we mnie! Weź mnie w swoje bosko-zbawcze wszechwładne posiadanie i panuj nade mną w każdej chwili dnia, bym mógł(a) wiernie pełnić wolę Twoją Najświętszą. Żyję jedynie dla Ciebie, Panie, i chcę spełniać wszystko, co zamierzyłeś dokonać przeze mnie. Więc zechciej Jezu działać we mnie i przeze mnie, bym mógł(a) zdążyć dokonać tego, co jest przeznaczone dla mnie. Ty wiesz, mój Jezu, że chwile życia tak szybko upływają bezowocnie, ja zaś pragnę wszystkie wykorzystać dla chwały Twojej. Więc pociągaj mnie wolą Twoją Najświętszą ku Sobie zamieszkałemu we mnie, bym od Ciebie nie odchodził(a) ani na chwilę, a żył(a) zawsze w Tobie, przy Tobie, dla Ciebie zamieszkałego we mnie. Pragnę żyć Tobą, mój Drogi Zbawicielu, bym stał(a) się cały(a) Twój (a) i podobny(a) Tobie, byś mógł mnie zdobyć na wieki żyjącego(ą) Tobą, bym stał(a) się wiernym przejawem Twoim. O Jezu, zabierz mnie catego(ą) w posiadanie Twoje, bym żył(a) w Tobie, z Tobą, dla chwały Ojca Niebieskiego, byś Ty opanował cały mój umysł i wolę moją, bym już myślał(a), pragnął(a) i czuł(a) jedynie przez Ciebie, w Tobie i za łaską Twoją wraz z Tobą. Niech miłość Twoja przejawia się przeze mnie, myśl Twoja całego(ą) mnie podnosi ku Tobie, a wola Najświętsza niech mnie z Tobą na wieki zjednoczy i uczyni jedno. Amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-4043280092659304029?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/4043280092659304029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/akt-adoracji-i-zjednoczenia-z-jezusem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/4043280092659304029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/4043280092659304029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/akt-adoracji-i-zjednoczenia-z-jezusem.html' title='Akt adoracji i zjednoczenia z Jezusem Chrystusem obecnym w nas'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBr0lb1uI/AAAAAAAAABg/nXv19tlrihI/s72-c/a1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-5668114638052998625</id><published>2010-03-25T02:11:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T08:31:36.942-07:00</updated><title type='text'>Kard. Karol Wojtyła, Przemówienie wygłoszone przy trumnie m. Pauli Zofii Tajber, Kraków dnia 31 maja 1963 r. (fragment):</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBz4YViFI/AAAAAAAAABo/VvaWPyoNQo0/s1600/a3.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 163px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452594502169888850" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBz4YViFI/AAAAAAAAABo/VvaWPyoNQo0/s320/a3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;(...) Tajemnica Duszy Chrystusa Pana związana jest najściślej z tajemnicą Jego Człowieczeństwa. Wierzymy, że Człowieczeństwo to było związane z Bóstwem w jedności Osoby. Wierzymy, że Chrystus Pan jako prawdziwy Człowiek posiadał prawdziwą ludzką duszę. Dusza Jego, tak jak dusza każdego z nas, była zasadą i źródłem życia ludzkiego Chrystusa Pana, całego życia ludzkiego, nade wszystko jednak życia duchowego. Wierzymy, że Dusza Chrystusa Pana była przyozdobiona taką pełnią łask, jaką nie jest przyozdobiona i wyposażona żadna inna dusza ludzka. Była to bowiem pełnia Głowy Ciała Mistycznego. Pełnia, z której całe Ciało Mistyczne, wszystkie członki, wszystkie dusze ludzkie, z duszą Maryi, Matki Chrystusa na czele, były wciąż Tą niejako wyposażone zaopatrywane, ubogacane łaską. I stąd w Duszy Chrystusa czcimy nie tylko zasadę i źródło duchowego życia człowieka, ale czcimy także podmiot życia nadprzyrodzonego zarówno Odkupiciela naszego, Jego własnego osobistego życia nadprzyrodzonego jako Człowieka, czcimy równocześnie Źródło życia nadprzyrodzonego całej ludzkości. Jest to więć istotnie Tajemnica wielka - Dusza Chrystusowa, Tajemnica niezgłębiona. Kościół dał wyraz swojej wiary dla tej Tajemnicy już od pierwszych stuleci formułując prawdę wiary o prawdziwej naturze ludzkiej Chrystusa, zespolonej z prawdziwą naturą Boską w jedności Oosby Słowa. Kościół dał wyraz swojej wiary w Duszę Chrystusa i swojej czci dla Duszy Chrystusa przez stulecia. Wszyscy bardzo często po Komunii świętej odmawiamy to westchnienie św. Ignacego Loyoli: Anima Christi, sanctifica me, "Duszo Chrystusowa, uświęć mnie!". Ale nie można powiedzieć, żeby tajemnica Duszy Chrystusowej, chociaż przez tyle stuleci i tysiącleci znana i czczona przez wyznawców Chrystusa Pana, przez nas wierzących chrześcijan - katolików, żeby ta Tajemnica nie czekała jeszcze na jakieś szczególne poznanie i pogłębienie. I dlatego duch zmarłej Matki Pauli Zofii w dziejach życia wewnętrznego, w dziejach pobożności chrześcijańskiej, miał i nadal ma swoją rolę do spełnienia. Ta szczególna cześć i umiłowanie Duszy Chrystusa, wybór tej zasady i źródła życia ludzkiego naszego Odkupiciela przez Zmarłą jest dla Kościoła czymś cennym (...).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-5668114638052998625?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/5668114638052998625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/kard-karol-wojtya-przemowienie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5668114638052998625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5668114638052998625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/kard-karol-wojtya-przemowienie.html' title='Kard. Karol Wojtyła, Przemówienie wygłoszone przy trumnie m. Pauli Zofii Tajber, Kraków dnia 31 maja 1963 r. (fragment):'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uBz4YViFI/AAAAAAAAABo/VvaWPyoNQo0/s72-c/a3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1789001291607456826.post-5746742349403928916</id><published>2010-03-25T02:10:00.000-07:00</published><updated>2010-03-25T08:32:05.717-07:00</updated><title type='text'>Kult Duszy Chrystusa</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uB7cGatxI/AAAAAAAAABw/MP3t7j8Y6ws/s1600/a4.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 174px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452594632017491730" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uB7cGatxI/AAAAAAAAABw/MP3t7j8Y6ws/s320/a4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kult Najśw. Duszy Pana Jezusa wywodzi się z tajemnicy Wcielenia. W momencie przyjęcia przez Słowo Odwieczne ludzkiej natury, została stworzona najdoskonalsza z ludzkich dusz, Dusza Boga - Człowieka. Unia hipostatyczna dokonała substancjalnego i osobowego zjednoczenia drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, tj. Syna Bożego, z ludzką naturą Chrystusa, w wyniku której dwie natury: boska i ludzka zostały zjednoczone w jednej Osobie Słowa Przedwiecznego. Dusza Chrystusa przynależąc więc do Boskiej Jego Osoby, zasługuje na szczególną cześć. Chociaż Kościół od wieków czci Duszę Chrystusa, to jednak nie znaczy, że cześć ta nie czeka na dalsze pogłębienie. Na potrzebę i aktualność kultu reprezentowanego przez matkę Paulę Tajber, zwrócił uwagę biskup krakowski Karol Wojtyła w dniu jej pogrzebu. Stwierdzenie to było równocześnie jakby odpowiedzią na zarzuty stawiane Matce, że nabożeństwo do Duszy Chrystusowej jest niepotrzebnym "kawałkowaniem" Chrystusa. Analiza pism m. Założycielki wykazuje, że cześć oddawana Duszy Chrystusowej odnosi się do całej Osoby Boga - Człowieka ze specjalnym tylko uwzględnieniem Jego Człowieczeństwa, w którym Dusza Chrystusowa jest najważniejszą częścią tego Człowieczeństwa. Założycielka zdawała sobie sprawę, że Dusza Pana Jezusa jest najdoskonalszym narzędziem, poprzez które Boska Osoba wpływa i działa na ludzkość. A wszystkie czyny i słowa Boga - Człowieka są wyrazem głębokich przeżyć dokonywujących się w Jego Duszy, która równocześnie jest najwspanialszym wzorem uczestnictwa w życiu Bożym. M. Paula Tajber nie ograniczała czci Duszy Chrystusowej do modlitewnych formuł w postaci: uwielbień, dziękczynienie, wynagrodzenia czy prośby. W pozostawionych wskazówkach na ten temat kładła nacisk między innymi na konieczność ustawicznego poznawania tajników Duszy Chrystusa Pana, "zgłębiania" Jej przymiotów i cnót oraz "przyoblekania" się w Jej świętość. Wielkie bogactwo przemyśleń i natchnień zawartych w licznych pismach m. Tajber wymaga specjalnego studium na temat kultu Duszy Chrystusowej i związanych z nim tajemnic: życia Chrystusa w duszach ludzkich oraz świadomego budowania Ciała Mistycznego Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zródło: S. Fabiana Ptak ZDCH, Służyła Bogu w radości i dziękczynieniu, Kraków 1987, s. 73-75.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1789001291607456826-5746742349403928916?l=duszachr.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duszachr.blogspot.com/feeds/5746742349403928916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/kult-duszy-chrystusa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5746742349403928916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1789001291607456826/posts/default/5746742349403928916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duszachr.blogspot.com/2010/03/kult-duszy-chrystusa.html' title='Kult Duszy Chrystusa'/><author><name>Dusza Chrystusa</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08860672964229216927</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_-ZqlsQh4UIc/S6uB7cGatxI/AAAAAAAAABw/MP3t7j8Y6ws/s72-c/a4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
