S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (2)

Rozmiłowana w Eucharystii

Matka Założycielka swą miłość do Eucharystii objawiała tym, że Mszę świętą, jako bezkrwawą Ofiarę Chrystusa Pana, będącą zasadniczym źródłem zbawienia, wyeksponowała na miejsce centralne. Zaleciła siostrom, aby na niej skupiały „całą energię ducha". Pouczała, że Boskie Misterium Eucharystii udzielające łask zbawiennych i posiadające „moc przebóstwiającą" człowieka domaga się nieustannego zgłębiania jego wartości. W szkicach do Konstytucji, które Matka nazwała „Regułą" napisała: „Chrystus ponawia na ołtarzu Ofiarę Świętą (...), staje się źródłom żywym Bosko ludzkiej rasowości, której życiodajne bogactwa z Boskiej Swej Natury wszczepia w naturę człowieka, rozlewając na całą ludzkość swoją łaskawość. Należy wżywać się ze świętą bojaźnią, z drżeniem w tajemnicę Mszy świętej, ucząc się cenić (...) wielkość ogromu Boskiej Ofiary Zbawiciela (...), wczuwając się pilnie w cel i w sposób Jego poświęcenia się". Zachęcała siostry, aby nie tylko władze duszy, ale wszystko czym dysponują i czym są ofiarowały Bogu, bo Jezus pragnie niejako „zagarnąć je w krąg Swej Ofiary", a potem żeby składały ofiarę z chwili na chwilę na ołtarzu swoich dusz.

Kładła nacisk na należyte przygotowanie się do misterium Eucharystii poprzez uznanie między innymi swej niegodności, a także przez okazanie wdzięczności za możliwość uczestniczenia w niej. Wdzięczność bowiem to najlepszy z czynników przygotowujących wiernych do Mszy świętej, która jest z natury swej najdoskonalszym dziękczynieniem złożonym Bogu. Eucharystia jost także najskuteczniejszym środkiem przebłagania za nasze grzechy i otrzymania łask.

Matka Paula dokładała starań, aby siostry wszystkie święta i uroczystości zgromadzenia przeżywały w duchu liturgii, w połączeniu ze Mszą świętą. Do należytego jej przeżycia przygotowywała je już w wigilię świąt. Wszystkie siostry od początku ich formacji wdrażała do świadomego, pobożnego i czynnego uczestniczenia we Mszy świętej. Niejednokrotnie w przeddzień dawała wyjaśniający komentarz.

Jako Założycielka zgromadwnia o charakterze apostolskim poczuła się odpowiedzialna za obecność na Mszy świętej osób świeckich. Już z chwilą założenia stowarzyszenia w 1923 roku siostry ścieśniła
w jednym pokoju, większy odstępując na kaplicę,, aby umożliwić Prądniczanom uczestniczenie we Mszy świętej. Wielu z nich nie uczęszczało na nią z powodu dużej odległości od kościoła. Potem, po wybudowaniu własnego domu i urządzeniu kaplicy starała się o binację Mszy świętej, żeby w dogodnych warunkach wierni mogli w niej wziąć udział.

M. Paula rozumiała znaczenie dzisiejszego określenia ,,pełne uczestnictwo we Mszy świętej". Jednak często dla lepszego naświetlenia problemu ujmowała Mszę św. i Komunię św. oddzielnie w swoich pismach. Ofiara zdąża do zjednoczenia. Od stopnia zaangażowania się, czyli od gorliwości w przeżywaniu Mszy świętej i sposobu przyjmowania Komunii świętej zależy wzrost łaski i miłości, bo Eucharystia wtedy ma moc przemieniającą człowieka aż do „utożsamiania" się z Chrystusom. Zostawiła Matka Założycielka szereg wskazań, które miały dopomóc siostrom do należytej oceny przyjmowanego Daru i godnego doń przygotowania. Intencją codziennego przyjmowania Komunii św. mogło być tylko zjednoczenie z Bogiem w miłości. Zjednoczenie oznaczające „wspólny los z Chrystusem ma mieć na celu uwielbienie Boga, składanie Mu dziękczynienia i całkowite oddanie się Jemu". Inne uboczne intencje, wypływające ze względów ludzkich muszą być wykluczone. Przestrzegała przed interesownością pisząc, że może być i tak, że dusza przyjmuje Chrystusa do siebie, zaprasza i tak długo jest Nim zajęta aż przedstawi Mu swoje wymagania, podyktuje Mu co ma dla niej uczynić, od czego ma ją uchronić, komu pomóc itp. I na tym poprzestaje. Przeciwna też była indywidualizmowi objawiającemu się w przyjmowaniu Komunii św. i w kontynuowaniu życia z Bogiem. Uważała, że jedno i drugie musi być włączone w ogólny nurt Kościoła. Zjednoczenie z Chrystusem poprzez Eucharystię zobowiązuje do ścisłej łączności i jedności z bliźnimi, którzy z Chrystusem jako Głową tworzą wspólny Mistyczny Organizm. Utrzymanie takiej nadprzyrodzonej więzi z bliźnimi nie dokonuje się bez ofiary, której uczy Chrystus przez Swoją Boską Ofiarę. Stąd napisała: „Ofiarnie kochaj tych, którzy ci boleść sprawiają".

Przyjmowaniu Komunii świętej powinna towarzyszyć wzrastająca gorliwość. Za wszelką cenę M. Paula starała się zapobiec obojętnemu i mechanicznemu przyjmowaniu Pana Jezusa. Taka Komunia święta jest nie tylko bezowocna, ale zupełnie hamuje Chrystusowi działanie w duszy. W różnorodnym sposobie przygotowania się do niej widziała doskonały środek przeciw rutynie. I tak podsuwała siostrom sugestie, aby przyjmowały Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jako Brata, potem znów jako Przyjaciela, Oblubieńca, Mistrza, Zbawiciela, kiedy indziej Lekarza itd. Przez to poddawała im dużą rozpiętość myśli do rozważania.

Wielkie znaczenie przywiązywała również Matka Założycielka do adoracji Pana Jezusa w Jego Sakramencie Miłości. Gorącym jej pragnieniem było, aby członkinie zgromadzenia zamieszkały z Chrystusem pod jednym dachom. O realizacji mogłai marzyć dopiero po wybudowaniu własnego domu, większego niż dzierżawiony, co miało miejsce w 1927 roku. Nie przypuszczała jednak, że na tą łaskę stałej obecności sakramentalnej Chrystusa w kaplicy, będzie musiała długo czekać. Nie mogąc początkowo zapewnić siostrom nawet minimum wygód materialnych, starając się o Najświętszy Sakrament pocieszała się myślą, że da im coś znacznie lepszego, co scementuje je w jedności i miłości siostrzanej. Gdy urzeczywistniły się jej marzenia cieszyła się, że siostry mogły bez trudności uczestniczyć w nabożeństwach eucharystycznych oraz adoracjach, a także korzystać z nawiedzeń prywatnych. Zachęcała je do adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie także w czasie pracy przez wybieganie myślą do miejsca Jego utajenia.

Znała błogosławiony wpływ takiej modlitwy na dusze ludzkie. Rozmiłowana w Chrystusie Eucharystycznym wszyst-kich pragnęła pociągnąć do tego źródła miłości. W jej notatkach czytamy: „Kocham Pana Jezusa żyjącego na całym świecie w Najświętszym Sakramencie (...). Przenajświętszy Sakrament zajął całkiem myśl moją. O Nim, o tym Najukochańszym Jezusie wciąż rozmyślałam i chciałam pojąć i rozumieć, co mianowicie Chrystus chciał wyrazić przez ustanowienie Najświętszego Sakramentu. Zrozumiałam, że jest to źródło niewyczerpanych łask Bożych, że łącząc się z Chrystusem utajonym w Przenajświętszym Sakramencie z łaski Jego możemy stać się podobnymi Jemu (...). Gdy Cię widzę na ołtarzu utajonym w Przenajświętszym Sakramencie taką mam chęć stać się czystą, jasną jak światło Boże, którego człowiek cielesny nie może pojąć".

Pozostawiła zgromadzeniu w spuściźnie wiele modlitw adoracyjnych, które świadczą o jej głębokiej wierze i umiłowaniu Chrystusa wyniszczającego się w Eucharystii. Tę wiarą chciała budzić i ożywiać w każdym człowieku. Wymagała, aby kaplice zgromadzenia były pięknie przybrane, by sam ich wygląd wywierał wpływ na ludzi i pogłębiał wiarę w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Z Chrystusem w życie

M. Paula Zofia Tajber zdawała sobię sprawę z tego, że Chrystus przychodzi do komunikującego się nie tylko na kilkanaście minut, ale chce założyć stale mieszkanie w jego duszy. „Kto spożywa Ciało Moje i pije Moją Krew, mieszka we Mnie, a Ja w nim" (J 6, 5fi). Dlatego nie wystarczy zająć się Chrystusem w czasie Mszy świętej i po sakramentalnym Jego przyjęciu, ale trzeba żyć w stałej łączności z Nim. Świadomość posiadania we wnętrzu swoim Boga powinna więc przenikać wszystkie godziny dnia.

Głównym rysem duchowości zgromadzenia Sióstr Duszy Chrystusowej jest właśnie „życie Jezusem zamieszkałym w duszy". Idua ta ma trwały fundament w prawdzie nauki objawionej ,,już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20), a także w słowach Chrystusa: „trwajcie we Mnie, a Ja bodę trwał w was" (J 15, 4). Wypływa wiec ona z Eucharystii i ma w niej swoje źródło.

M. Paula bolała nad tym, że wierni po przyjęciu Chrystusa w Sakramencie Miłości opuszczają Go i sami idą przez życie. Wiedziała, że żywa świadomość o obecności Chrystusa w nich, łączenie się z Nim, ma wpływ na ich czyny, budzi radość i poczucie szczęścia oraz prowadzi do wzrostu w miłości. Wstrząsnęły nią słowa Pana Jezusa skierowane do niej: „Jest wiele dusz, które czczą Mnie szczególnie utajonego w Najświętszym Sakramencie, ale mało kto pamięta o Mojej bytności w nich". I następne zobowiązujące słowa: „Zadaniem twoim i sióstr zgromadzenia jest także uczcić Mnie żyjącego w duszach waszych i w bliźnich", (...) „w duszach, które są żywymi tabernakulami". W hierarchii wartości wszelkich prac Matka Założycielka ten obowiązek postawiła na czele. Nazwała go „szczególnym powołaniem", powołaniem dynamicznym, skoro powiedziała, że nasze życie to „bój o los Boga żyjącego w duszy", by On miał chwałę zawsze we wszystkim. Wszelkie inne czynności miały być tylko środkami w realizowaniu tego celu. To zjednoczenie z Chrystusem wymaga w pierwszym rzędzie świadomości, że On w nas żyje. Świadomość pociągnie za sobą troskę o rzetelną współpracę z Nim, przyczyni się szczególnie do zdobywania umiejętności „czerpania z Chrystusa Boskiego życia". Trwać w Chrystusie to „wkluczyć swoje życie w Jego życie", bo „beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5). Żyć Jezusem —  mówiła M. Tajber — to razem z Nim, żyjącym w nas, kochać, myśleć, pracować, cierpieć. Wtedy taka działalność nabierze wartości bosko-zbawczych. Doskonałość współżycia z Bogiem w nas żyjącym wymaga zapominania o sobie, umierania egoistycznego „ja", ustępowania Chrystusowi w sobie miejsca, pokonywania przejawów złej natury. Ale nade wszystko — podkreślała M. Paula — należy dać się „zawładnąć Chrystusowi, niejako zatracić się w Nim". Dlatego przypominała siostrom, by nigdy nie pozostwiały Chrystusa osamotnionego, bo będzie On wówczas „bezczynny", lecz żeby przez gorliwą współpracę pozwoliły Mu być „twórczym" w swoich duszach. Bo On nas nie tylko oczyszcza, podnosi, uświęca, ale pragnie przez nas dobroczynnie działać i wpływać na otoczenie. A stanie się to wtedy, gdy „żyć będziemy w atmosferze Jego Boskiego Ducha i obracać się w środowisku Jego potęg".

Matka Założycielka aczkolwiek widziała pozytywne skutki praktyki tzw. Komunii św. duchowej, to jednak nie polecała jej siostrom jako koniecznego ćwiczenia. Podkreślała bardziej nie tyle potrzebę ciągłego pragnienia przyjmowania Chrystusa, ale świadome życie Nim, kiedy się Go już posiada w duszy. Była przekonana, że przyswojenie sobie przez każdego prawdy o bytowaniu Chrystusa w duszach i konsekwentne życie według niej, odrodzi ludzkość i przyniesie pokój na ziemi.

Do głębszego poznania Chrystusa i Jego umiłowania przyczyni się „poznawanie i zgłębianie" Jego Najświętszej Duszy. Matka Założycielka pisze, iż w Duszy Chrystusowej najdoskonalej odzwierciedla Siebie Bóg w Swoich przejawach doskonałości. Kult ten ma „wprowadzić ludzkość w życie Boga w Trójcy Jedynego, by zjednoczyć każdego człowieka z każdą Osobą Boską".

Cześć oddawana Duszy Chrystusowej jest w zgromadzeniu M. Pauli zasadniczym celem szczegółowym. Zobowiązuje ona do kontemplacji tejże Najświętszej Duszy, szerzenia czci, a także naśladowania Jej cnót. Bowiem jest Ona „źródłem i zasadą życia ludzkiej natury Chrystusa i wzorem najdoskonalszego uczestnictwa w życiu Bożym". Stąd Matka Założycielka, w oparciu o Ewangelię, ukazywała konieczność ustawicznego poznawania „tajników" Duszy Chrystusowej, zgłębiania Jej przymiotów i cnót oraz wzbogacania się w Jej świętość przez wierną współpracę z łaską. Ten najdoskonalej uczci Duszę Chrystusa — powiedziała — kto pozwoli Jezusowi żyć w sobie, a przez to lepiej doceni godność i wartość swojej nieśmiertelnej duszy.

Realizacja kultu Duszy Chrystusa Pana i Jego życia w nas jest ściśle związana z ideą „budowania Ciała Mistycznego", którego Głową i źródłem świętości jest Chrystus. Matka Założycielka zanotowała: „Chrystus żyje w członkach Ciała Mistycznego po to, by ich uświęcać, utrwalać w nich swój byt, a przez to przysparzać świętości Kościołowi". Nauka o Mistycznym Ciele Chrystusa uprzytamnia człowiekowi wielką odpowiedzialność za swoje postępowanie. Wszyscy ludzie są zobowiązani do współdziałania z Chrystusem w dziele rozszerzania i wzbogacania tego Ciała przez doskonalenie swego życia. Obecność zaś Chrystusa w drugim człowieku ustawia nasz stosunek do niego na płaszczyźnie nadprzyrodzonej. Wymaga w dziedzinie miłości bliźniego czystości sądów, życzliwych myśli, dobroci serca, szlachetnych czynów. Wskazuje na wielką jego godność, ponieważ jest mieszkaniem samego Boga, a nawet więcej, bo Chrystus utożsamia się z nim (por. Mt 25, 40). M. Paula często powtarzała: „Bliźni to Chrystus, ty masz Chrystusa widzieć w bliźnich, a znajdziesz Go w sobie i  w innych".
Wzrastanie w miłości bliźniego wymaga rzetelnej wierności Bogu, umiłowania Go i dziękczynienia Mu za wszystko, co spotyka nas na drodze życia. Te cnoty według M. Tajber wytwarzają odpowiednie warunki do harmonijnego rozwoju życia wewnętrznego. Sprowadzają do duszy szczęście, radość i pokój. Powiedziała, że „cieszyć się Bogiem znaczy miłować Go, dziękować Bogu to znaczy poznawać Boga, być wierną Bogu — to przyoblekać się w Jego Wolę".

Podane wyżej myśli ilustrują tylko fragmentarycznie głębię przeżyć M. Pauli Zofii Tajber. Całe jej życie, chociaż tak bardzo wewnętrzne a zarazem mistyczne było jednym wielkim apostolstwem. Otrzymywanymi od Boga oświeceniami, łaskami i darami, a także głębokim doświadczeniem pragnęła dzielić się z innymi, uprzystępniając prawdę o bytującym w nich Bogu, dzięki przyjmowanej Eucharystii. Sama mając wielką łatwość obcowania z Bogiem chciała drugim wskazać drogę prowadzącą do osiągnięcia jak najgłębszego zjednoczenia z Nim w miłości.

Powiedziała do swoich sióstr: „Pożądajmy całą duszą, aby wszyscy ludzie na świecie poznali Boga Człowieka Jezusa Chrystusa. W Nim jedynie widzieli Praw­dę, Drogę i Żywot, który ludzki ród po­prowadzi do wiecznego celu — Boga".

S. Fabiana Ptak: Rozmiłowana w Eucharystii (1)

Zofia Tajber, o której mowa w tej broszurce żyła w latach 1890—1963. Po bolesnym okresie zwątpienia i niewiary przeżytym w młodości w Żytomierzu, jedno spojrzenie na Chrystusa w monstrancji wystarczyło, by odnalazła szczęście, miłość, cel życia. Wówczas to łaska Boża mocna jak grom oświeciła jej duszę, powaliła na kolana. „Pycha moja została złamana" — napisała.

Odtąd Jezus Eucharystyczny stał się dla niej przedmiotem najwyższej czci i adoracji. Śledząc dalsze jej życie można dojść do przekonania, że tajemnicą jej szybkiego postępu duchowego, wzrostu w miłości, było częste uczestniczenie we Mszy św. i przyjmowanie Komunii świętej z wielką gorliwością, pobożnością i gorącym pragnieniem. Nazwała je „najwartościowszą energią otwierającą duszę na działanie Boże". Modliła się często i żarliwie. Szczególnie przed powzięciem ważniejszych decyzji cale godziny spędzała przed Najświętszym Sakramentem prosząc o światło. Tu odkryła też swoje powołanie zakonodawcze. Spotkania z Chrystusem Eucharystycznym doprowadzały ją do pogłębienia zjednoczenia z Nim.

Ubolewała, że z powodu niesprzyjających warunków związanych z surowym postem eucharystycznym, wiele dusz rzadko łączy się z Chrystusem w Komunii świętej. Odczuła to na sobie, gdyż niedomagania fizyczne nie pozwalały jej na pójście na czczo do odległego od domu kościoła w Żytomierzu. Współczuła więc całym sercem wszystkim pracownikom, chorym, starszym, również matkom rodzin, że ten przepis w wielu przypadkach paraliżował ich pragnienie częstego komunikowania się. Napełniona światłem Bożym powiedziała, że przyjdzie czas, kiedy Kościół wróci do praktyki pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wówczas przyjęcie Sakramentu Eucharystii nie będzie poprzedzał post trwający od północy. W 1933 roku ujrzała oczyma duszy cało zastępy dusz ludzkich, którym post eucharystyczny Uniemożliwia) łączenie się sakramentalne z Bogiem Człowiekiem. W tym czasie jak relacjonuje wewnętrznie odczuła, że ma tę sprawę przedstawić władzy kościelnej. Z czasem zdała sobie sprawę z tego, że skrócenie postu eucharystycznego i w ten sposób stworzenie dogodniejszych warunków do przyjmowania Komunii świętej niesie z sobą potrzebę wprowadzenia również w dni powszednie Mszy świętej o różnej porze dnia, a szczególnie wieczorem. Zwróciła się też z tym do władzy duchownej.

Pisma Zofii Tajber, a zwłaszcza jej notatki osobiste tchną żarom kontemplacji duszy rozmiłowanej w Chrystusie, spotykanym codziennie w Eucharystii. Nazwała „dramatem" fakt, jakim jest przyjmowanie Chrystusa w Komunii świętej, a potem w ciągu dnia utracenie z Nim kontaktu. Swoim życiem poświadczyła, że nie wystarczy przyjmować Eucharystię, ale trzeba nią żyć. „Żyję życiem Boga, gdy przyjmuję Go w siebie pod postacią Chleba. On staje się Pokarmem moim dla którego chcą cała żyć, by On mnie wypełnił sobą, a ja bym cała oddała się Jemu". Stając się mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej pełna zachwytu wołała: „Moim zadaniem jest dosięgać Boga w trzech Osobach Jedynego i te wszystkie trzy Osoby pragnę kochać w oddzielności i wszystkie w Trójcy Jedności. Pragnę kochać, wiecznie kochać, by na wieki Bogiem, w Bogu żyć".
Uszczęśliwiającego współżycia z Bogiem zamieszkałym w duszy, dzięki przyjmowanej Eucharystii, uczyła siostry założonego przez siebie zgromadzenia i tym „łatwym sposobem" prowadzącym do zażyłości z Chrystusem pragnęła dzielić się ze wszystkimi ludźmi.

Dzieciństwo, młodość, nawrócenie

Założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana Zofia Tajber (w zakonie matka Paula) była 15-tym dzieckiem bogatych rodziców właścicieli fabryki, ludzi szczerze religijnych, o wspaniałych tradycjach patriotycznych, o postawach humanitarnych względem każdego człowieka. Przyszła na świat w wigilię św. Jana Chrzciciela w 1890 r. w Białej Podlaskiej, pod zaborem rosyjskim. Zdolna, o nieprzeciętnej inteligencji wzrastała w głębokiej i zdrowej pobożności. Poznawane prawdy religijne wcielała w życie, wybierając to, co dobre, co przynosi chwałę Bogu i co jest korzystne dla bliźniego.

O pierwszych kontaktach z Chrystusem eucharystycznym nie pozostawiła w swoich pismach żadnych wspomnień. Musiały być jednak dla niej radosnym, wielkim przeżyciem, bo kilkakrotnie wspomina, że najmilsze chwile wczesnego dzieciństwa spędziła w Białej, gdzie chodziła z rodzicami do kościoła na Mszę świętą.

Mieszkając już w Żytomierzu była pozbawiona tego szczęścia, gdyż tylko starsze rodzeństwo z matką i ojcem jeździło powozem na Mszę św. do kościoła oddalonego od ich fabryki o kilka kilometrów. Dla niej, najmłodszej najczęściej nie było w nim miejsca. Toteż z satysfakcją stwierdza, że od chwili rozpoczęcia nauki w gimnazjum regularnie uczęszczała do kościoła i widziała konieczność głębszej pracy nad sobą.

Rodzice dają jej staranne wychowanie i wykształcenie muzyczne. Pod wpływem brata, który zachęcał ją do czytania ateistycznych dzieł filozoficznych, w latach 1908—1915 przeżyła głęboki kryzys wiary. Zaprzestała nawet praktyk religijnych. To wprowadziło jej duszę w ogromne zamieszanie i pustkę; pozbawiło pokoju i szczęścia. Usiłowania zaspokojenia ambicji i aspiracji serca uprawianiem i kontemplacją sztuk pięknych, nie dało spodziewanych rezultatów. Pogrążała się w mrokach zwątpienia i beznadziejności. Odkrywała w sobie coraz większe zło, mimo, że usiłowała je zwalczać siłą swojej woli i energii. Toteż niezadowolona z siebie nieustępliwie szukała jakiejś nowej drogi życia, która napełniłaby jej duszę szczęściem.

Po kilku latach rozterki i męki wewnętrznej zrozumiała, że jedyną Drogą, która prowadzi do celu jest Chrystus. Nawrócona pojęła, ile straciła przez ten okres. Zachwianie wiary w Boga w drugim człowieku porównała do grzechu zabójstwa mówiąc, że „odebrać komuś wiarę to zabić jego samego".

Odtąd ukochała Boga całym sercem i żyła tylko dla Niego. Ta miłość potęgowała się w niej z dnia na dzień. Pragnęła teraz wiernością i gorliwością wynagrodzić Mu za swoją i innych ludzi niewierność. Została wprowadzana przez Boga w głębie Jego życia, otrzymywała na modlitwie światło, doznawała przeżyć mistycznych. Przeżywszy udrękę zagubienia Boga, pragnęła teraz innych wyrywać z mocy szatana. Przyjęła Sakrament Bierzmowania, który zapoczątkował jej wielką miłość do Ducha Świętego Uświęciciela.

Szczęście obcowania z Bogiem skierowało ją na drogi apostolskie. Były to czasy działań rewolucyjnych w Rosji, ostatnie lata I wojny światowej. Przemiany świata dokonywały się w przelewie krwi. Terror, gwałt oraz inne okrucieństwa niszczyły i deprawowały nie tylko ciała, ale i dusze ludzkie. Zastanawiała się, czy i ona nie przyczyniła się do tej straszliwej sytuacji swoim odstąpieniem od Boga. Widziała ludzi umierających w zaślepieniu zła. Obawiała się o ich los w wieczności. Prosiła Boga, żeby zesłał ratunek dla biednej ludzkości i aby ona sama otrzymany cenny dar życia mogła zużytkować na Jego chwałę. Pragnęła także posiąść sztukę życia, o to przecież modliła się przez wiele lat.


Dzieło fundatorskie Zofii

Z natchnienia Bożego postanowiła założyć zgromadzenie poświęcone czci Najświętszej Duszy Pana Jezusa. Zrozumiała, że będzie ono bardzo aktualne w dobie oddalania się świata od Boga i zaprzeczania wartościom duchowym. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej widziała siłę odrodzenia i ratunek przed przerostem materializmu i zafascynowaniem doczesnymi dobrami. Poprzez zakon rysowały się różnorakie możliwości oddziaływania na wszelkie dziedziny pracy ludzkiej, budzenia zmysłu Chrystusowego i rehabilitacji dla wartości duchowych, najcenniejszych, bo nieprzemijających.

Utrata majątku rodzinnego (został skonfiskowany) nie spowodowała u niej najmniejszego załamania. Stawka szła o sprawy daleko ważniejsze. Ludzkości zachłyśniętej kultem ciała, zmaterializowanej i merkantylnej chciała zaprezentować świętość Duszy Chrystusowej, poprzez którą docenić można wartość własnej duszy i odrodzić się w Chrystusie.

Wyzuta wiec ze wszystkiego co ziemskie, ale bogata w Boga, nie mając żadnych warunków do misji fundatorskiej w Żytomierzu, z ogromnym trudem w 1920 roku przedostała się do Polski i zatrzymała w Krakowie. Pierwsze trzy lata były borykaniem się z wielkimi trudnościami natury materialnej, tworzeniem choćby najprostszych warunków bytowych dla nowej instytucji. Zabiegała też ona w tym czasie o uzyskanie aprobaty dla ideowej koncepcji nowej rodziny zakonnej, co łączyło się z badaniem pism Zofii Tajber przez wybitnych teologów z zakonu Księży Jezuitów. Ciężką pracą fizyczną torowała sobie drogę do zadań, które Bóg jej przeznaczył. Zaznała wtedy doli tych najbiedniejszych.

W roku 1923 za pozwoleniem Księcia Biskupa Adama Sapiehy Ordynariusza Archidiecezji Krakowskiej założyła w wiosce Prądniku Białym (obecnie dzielnica Krakowa) Stowarzyszenie Katolickie ku czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Tenże Ordynariusz już jako Kardynał przekształcił stowarzyszenie w 1949) roku w zgromadzenie zakonne, a w 1981 Ojciec św. Jan Paweł II zaliczył je w poczet zgromadzeń na prawie papieskim.

Radosne dźwiganie krzyża

Uzyskiwanie od Władzy kościelnej coraz to wyższego statusu potrzebnego do osiągnięcia tożsamości założonej przez Zofię Tajber instytucji odbywało się nic bez cierpień, przeciwności i pokonywania piętrzących się ciągle trudności. Zresztą cała droga Założycielki była jedną Golgotą, jednak ona nie uważała jej za taką. Niemalże od chwili swego nawrócenia umiłowawszy Boga nade wszystko, nigdy w tę Jego miłość nie zwątpiła i na niej budowała swojo nowe życie. Chcąc się odwzajemnić Bogu, dawała Mu ciągle radosne dowody swojej miłości. Nawet w cierpieniu starała się okazywać Bogu wdzięczność, zachować wesele i pokój, aby miał w jej duszy zawsze „słodkie odpocznienie". Wola Boża, obojętnie czy przenosiła jej cierpienie czy radość, była dla niej umiłowanym „pokarmem i napojem". Nazwała ją oddechem duszy. W chwilach prób, myśl że widocznie Pan Bóg tak chce, przywracała jej równowagę, pokój, zaprawiała do męstwa, wielkoduszności, cierpliwości i przetrwania wielu ciosów.

Pierwsze kilkanaście lat istnienia zgromadzenia charakteryzowało sią wielkimi brakami materialnymi. Uwłaszcza prymitywne warunki mieszkaniowe powodowały niską stopę życiową, niedostatek, częste doskwierał głód. To jednak nie zrażało M. Pauli ani sióstr formowanych w świetle jej wielkiego i wspaniałomyślnego ducha. Umiały nawet tym „minimum" dzielić się z biednymi i pracować bezinteresownie, a takie potrzeby zachodziły stale.

Prawdziwych cierpień czyli utrapień moralnych dostarczały Zofii Tajber okoliczności, które napotykała w rozwoju swej doktryny. Było to po części zrozumiałe. Jej koncepcja ideowa, chociaż mocno oparta o naukę objawioną, niemniej połączona z mistyką i prywatnymi objawieniami, budziła nieraz zastrzeżenia ze strony czynników kościelnych przez swoiste ujęcie, nie zawsze mieszczące się w dotychczasowej terminologii teologicznej. Mogły również razić przelane na papier jej prekursorskie myśli, które dopiero dzisiaj w świetle nauki soborowej można zrozumieć i pozytywnie ocenić.

Matka Założycielka mężnie trwała przy „sprawie", jak nazywała syntezę głoszonej przez siebie nauki. Nigdy jednak nie uczyniła nic, co by było sprzeczne z wolą hierarchii kościelnej i zawsze nakłaniała siostry do posłuszeństwa Kościołowi w sprawach doktryny wiary. Sama również zachowywała taką postawę. Różne nakazy i zakazy przyjmowała ze spokojem i wdzięcznością ufając, że jeśli Bóg powierzył jej taką „sprawę", to On sam ją przeprowadzi przez wszystkie burzliwe i niebezpieczne drogi.

Prześledzenie dziejów historii zgromadzenia od strony prezentowanej przez Matkę Paulę nauki, wskazuje na przedziwną Opatrzność Bożą, która nie pozwoliła na rozpad jej dzieła. Rosło ono w ogniu przeciwieństw, niechęci i niezrozumienia. „Sprawa" miała wielu przeciwników, a nawet zaciętych wrogów. Nie brakło jednak także od samego początku wielu światłych kapłanów, którzy umieli dostrzec w pismach Matki wiele pięknych, mistycznych myśli. Bronili dlatego ich słuszności, a także przejęli się, ich wartością, mniejszą uwagę zwracając na pewne nieścisłości. Widzieli bowiem możliwość wzbogacenia życia religijnego przez kult Duszy Chrystusowej i tajemnicę bytowania Chrystusa w duszach ludzkich.

Ostatnią bolesną próbą Matki Zalożycielki było złożenie jej z urzędu przełożonej generalnej i przeniesienie na placówkę zgromadzenia do Siedlca. Tam zakończyła życie w 1963 roku w opinii świętości. Na Mszy św. pogrzebowej, która została odprawiona w kaplicy domu generalnego w Krakowie, ówczesny Biskup, rządca diecezji, wikariusz kapitulny Karol Wojtyła, pięknie scharakteryzował sylwetkę Matki Założycielki, wskazując na głębię jej ducha i aktualność idei.

Czyniła wszystko na chwałę Bożą

M. Paula Zofia Tajber wczuwając się w potrzeby społeczne epoki narzuciła swemu dziełu dosyć obszerny wachlarz prac o charakterze wychowawczo-oświatowym i charytatywno-społecznym. Warunki ekonomiczne: brak odpowiedniej bazy materialnej do 1939 roku, następnie okupacja i trudny okres dla rozwoju instytucji zakonnych w Polsce po II wojnie światowej, nie sprzyjały zrealizowaniu planów Założycielki. Dlatego starała się wykorzystać te możliwości, które można było urzeczywistnić i które służyły dobru społecznemu. Zakładała ochronki w nowo powstałych filiach, różne pracownie, w których dziewczęta uczyły się zawodu, kuchnie dla biednych. Roztaczała opiekę nad starcami i biednymi. Siostry zajmowały się pielęgnowaniem chorych w szpitalach i w domach prywatnych, prowadziły kolonie, katechumenat dla Izraelitek, zajmowały się wychowywaniem opuszczonych dzieci i sierot, a także prowadziły katechizację dzieci i dorosłych. W latach pięćdziesiątych włączyły się w prace przy parafiach jako katechetki, zakrystianki, organistki, kancelistki itp.

Wszystkie te prace siostry miały obowiązek spełniać z nadprzyrodzoną intencją, wnosząc wszędzie ducha Bożego, a samą pracę wykonywać tak, żeby ona była „podnoszona do godności nabożeństwa".

Sylwetka duchowa Matki Tajber

Biorąc pod uwagę całokształt dokumentów archiwalnych zgromadzenia, zwłaszcza notatek autobiograficznych M. Tajber, wspomnienia różnych osób o niej oraz wypowiedzi sióstr, można dojść do wniosku, że Matka Założycielka reprezentowała sobą typ nowego człowieka „pławiącego" się w szczęściu. Jak do tego doszło? Przecież całe jej życie zakonne oscylowało między cierpieniami ducha, niedomaganiami fizycznymi, a ciosami zdającymi się zwiastować zagładę zgromadzenia. Cała tajemnica jej szczęścia to miłość do Chrystusa Eucharystycznego i ciągłe trwanie przy Nim żyjącym w duszy, staranie się o Jego dobry „los" w sobie i w innych, a także ustępowanie Mu miejsca, by On działał, promieniował i przejawiał się przez nią. O jej bogatej osobowości świadczy najlepiej duchowość zgromadzenia, którego była pierwszym żywym, praktycznym odbiciem. Myśli jej ciągle były zanurzone w sferach spraw Bożych. Cieszyła się, że „jest żywą myślą, myślą Stworzyciela", jest osobą pomyślaną od wieków, pożądaną przez Boga. Chciała jak najdoskonalej wypełnić plan Boga względem siebie. Wola Boża była więc jej największym umiłowaniem, bo coraz ściślej jednoczyła ją z Boskim Oblubieńcem.

Pragnęła znękanej ludzkości przybliżyć Boga, wybłagać u Niego jej odrodzenie. O to modliła się przez całe życie, cierpiała, prosiła, pisała. Często słyszała głos Chrystusa, „Dajcie Mi żyć w sobie, a odnowię oblicze ziemi". W młodzieńczych latach pragnęła założyć „szkołę życia", która by zwracała uwagę na kształtowanie władz duszy: rozumu i woli, kształcenia uczuć, pamięci, wyobraźni. Myślała jak się do tego zabrać. Tymczasem tego wszystkiego nauczyła się w „szkole Boskiego Mistrza". I dlatego tak bardzo pragnęła podzielić się tym ze wszystkimi. Zrozumiała, że świadomość o żyjącym w duszy ludzkiej Bogu skierowuje człowieka do głębin Jego życia, doprowadza do coraz większego zjednoczenia z Nim. To jest ta nowa, najlepsza pedagogia. Odczuła to na sobie.

Miała wady jak każdy człowiek, walczyła z nimi, w pierwszym rzędzie z porywczością i dumą. Ćwiczyła się w cnotach. Wiedząc, że jest za słaba, by osiągnąć doskonałość, „przyoblekała się w świętość Chrystusa", Uznała to za najlepszy środek w wyrugowaniu wad i upodobniania się do Niego. Dążyła do Chrystusa całym sercem, nie zwracając uwagi na otchłań nędzy, własnej czy cudzej, lecz zapatrzona była w „głębię Bożą". Ponieważ oparła się jedynie na Bogu, rozliczne przeszkody i kłopoty były dla niej tylko dodatkową kuźnią cnót. Nie chciała być męczennicą trudów życia czy przeżyć wypływających z miłości własnej, ale, jak pisze — co jest stwierdzeniem oryginalnym — „męczennicą pożądań doskonałości", wzbogacania się duchowego.

Bardzo kochała Matkę Najświętszą, która była dla niej Mistrzynią życia duchowego. Czciła ją szczególnie jako Matkę Ciała Mistycznego, czyli Kościoła.

Miała wielkie poczucie piękna i harmonii, zachwycała się przyrodą. To pomagało jej ukochać Odwieczną Harmonię — Boga. Łączyła w sobie skłonność do filozoficznej refleksji, pęd do poznawania prawdy, wielką wrażliwość na dobro, współczujące i otwarte serce na potrzeby bliźnich. Całe jej życie można by określić jednym zdaniem: było ono służbą bliźniemu i to służbą w jej różnych aspektach. Nie potrafiła nigdy przejść obojętnie wobec jakiejkolwiek potrzeby drugiego człowieka. Uczulała na to swoje siostry. Jej zasięg oddziaływania nie ograniczał się nigdy do najbliższych. Myślą, sercem, modlitwą docierała do najdalszych zakątków ziemi, do wszystkich narodów i ras. Modliła się przeważnie „za całą ludzkość" i w jej imieniu. Okazywała każdemu miłość, szacunek i życzliwość, niezależnie od stopnia wykształcenia, pochodzenia czy wyznania. Dla swoich córek duchowych była faktycznie „matką". Nie wynosiła się nad innych, była pełna prostoty i pokory.

Agata Ślusarczyk: Służebnica Boża Paula Zofia Tajber rozmiłowana w Eucharystii

Niedziela, Edycja rzeszowska 13/2005

W Roku Eucharystii jesteśmy zachęcani do odkrywania Eucharystii na nowo, do świadomego uczestniczenia we Mszy św. oraz do częstej adoracji Najświętszego Sakramentu. Przykład umiłowania Eucharystii dają nam święci i błogosławieni, którzy traktowali ją jako wyjątkowy dar i źródło siły w dążeniu do doskonałości. Jezus Eucharystyczny był przedmiotem najwyższej czci również dla służebnicy Bożej Pauli Zofii Tajber, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana.

Zofia Tajber pochodziła z ziemi podlaskiej, a dzieciństwo i młodość spędziła w Żytomierzu. Przeżyty w latach studenckich kryzys wiary stał się dla niej inspiracją do poszukiwania nowej drogi życia. Po kilku latach wewnętrznej udręki, w Chrystusie wystawionym w Najświętszym Sakramencie, odnalazła swoje szczęście doczesne i wieczne. Zrozumiała, że jest powołana do założenia nowej rodziny zakonnej poświęconej czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdaniem służebnicy Bożej, całe życie wewnętrzne człowieka powinno opierać się na przekonaniu, że Jezus którego przyjął w Komunii św., uczestniczy w jego myślach, słowach i postępowaniu. Wiara w obecność Jezusa w duszy – według jej nauki – wydelikatni sumienia ludzkie, bowiem każdy będzie zwracał uwagę na swoje postępowanie. Idea życia Jezusem jest środkiem na odrodzenie ludzkości i zaprowadzenie Bożego pokoju na ziemi. Jest ona „szkołą życia duchowego”, która wprowadza człowieka w życie Boże, daje mu możność posiadania Boga i oddania się do Jego wyłącznej dyspozycji. Służebnica Boża podkreślała, iż trzeba dostrzegać Jezusa w bliźnich, dlatego uwrażliwiała siostry, by odnosiły się do bliźnich z wielkim szacunkiem. Mówiąc o obecności Chrystusa w duszy ludzkiej, chciała ukazać, że Pan Bóg jest nie tylko dla wybranych, ale z każdym chce nawiązać łączność i „każdego człowieka wynieść do wielkiej świętości”.

Z pism Matki Tajber wynika, że adoracje Najświętszego Sakramentu i częste przyjmowanie Komunii św. prowadziły ją do głębokiego zjednoczenia z Chrystusem. Często powtarzała siostrom, że Pan Jezus, którego przyjmujemy w Eucharystii, przychodzi podjąć trud pracy nad naszym uświęceniem. Dlatego radziła, aby w Sakramencie Miłości przyjmować Jezusa raz jako Brata, innym razem jako Mistrza, Przyjaciela lub Lekarza czy Zbawiciela. Tylko trwanie w Chrystusie – winnym Krzewie może wydać bogate owoce w apostolstwie. W nabożeństwie do Duszy Chrystusowej służebnica Boża widziała antidotum na szerzące się materializm i liberalizm. Przypomina również dzisiaj, że rzeczy materialne, choć są potrzebne do godnego życia człowieka, nie mogą go zdominować i zniewolić. Źródłem siły do pokonywania w sobie trzech pożądliwości: ciała, oczu i pychy żywota jest Chrystus, którego przyjmujemy w Eucharystii. Sł. Boża Paula Zofia ukazała to wyraźnie swoim życiem. Jej posłannictwo dobrze streszcza fragment modlitwy: Boże, Źródło wszelkiej świętości (…) prosimy Cię o chwałę ołtarzy dla Twej służebnicy m. Pauli Zofii Tajber, która swoim życiem wielbiła Najświętszą Duszę Chrystusa, widząc w Niej najdoskonalszy wzór naszego zjednoczenia z Bogiem i ofiarnej miłości, i która bezgranicznie oddana była sprawie odrodzenia ludzi poprzez służbę uświęcenia nieśmiertelnych dusz ludzkich.



Bibliografia:

Konstytucje Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, Kraków 1988;

s. Agata Jadwiga Bartyzel CACh, Żyć Jezusem. Duchowość Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, Kraków 2002;

s. Fabiana Ptak ZDCh, Służyła Bogu w radości i dziękczynieniu, Wydawnictwo Ojców Karmelitów Bosych, Kraków 1987;

s. Fabiana Ptak ZDCh, Rozmiłowana w Eucharystii, Wydawnictwo Ojców Karmelitów Bosych, Kraków 1988;

O. Otto Filek OCD, Promieniować Chrystusem, nakładem Polonii Amerykańskiej, Rzym 1983;

http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/paula_tajber/

A. F., Dusza Chrystusa, Niedziela w Chicago 5/2004

"Moim jedynym pragnieniem w życiu jest, by Bóg był przez wszystkich kochany, by wszystkie narody Go poznały i nade wszystko umiłowały”. Takie skromne pragnienie miała apostołka Duszy Chrystusowej sługa Boża Matka Paula (Zofia Tajber), założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana.

Zofia Tajber urodziła się 23 czerwca 1890 r. w Białej Podlaskiej. Młodość spędziła w Żytomierzu, gdzie pod wpływem lektury filozofów ateistycznych przeżyła kryzys religijny. Nawrócona oddała się całkowicie Bogu. W swoim młodzieńczym życiu doświadczyła, jak ciężko jest żyć bez iskry wiary, a będąc świadkiem okrucieństw, zniewolenia, zdeprawowania człowieka w czasie rewolucji rosyjskiej, a następnie I i II wojny światowej, zrozumiała jeszcze lepiej, do czego zdolny jest człowiek, który odrzuci całą prawdę, Bożą prawdę o człowieku, o jego godności płynącej z faktu, że jest istotą stworzoną z wielkiej miłości Boga do człowieka.

Matka Paula prowadziła głębokie życie wewnętrzne, doznawała przeważnie natchnienia od Boga w sferze intelektualnej, rzadko otrzymując łaskę nadprzyrodzonych widzeń. Istotą jej posłannictwa było szerzenie kultu Najświętszej Duszy Chrystusa Pana i ukazywanie przez to wielkiej wartości duszy ludzkiej, budzenie świadomości o życiu Pana Jezusa w duszach ludzkich, pouczanie o odpowiedzialności za rozwój na ziemi Mistycznego Ciała Chrystusa Pana.

Tę duchowość Matki Pauli wyrażają litanie i modlitwy tchnące jej żarliwą wiarą, apostolską troską, wołaniem o powszechne odrodzenie ludzi i świata.

Apostolat Najświętszej Duszy Chrystusowej rozwijany jest obecnie w Polsce przez Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, zwane siostrami Duszy Chrystusowej. Posłannictwo założycielki propagują ludzie świeccy wraz z siostrami Zgromadzenia. W Chicago Apostolstwo Duszy Chrystusowej rozwija się od 1994 r., kiedy to karmelita bosy o. Jerzy Woźniak zaszczepił w środowisku polonijnym ducha tego Apostolstwa i zainicjował specjalne nabożeństwo, na które składa się Droga Krzyżowa, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Wystawienie Najświętszego Sakramentu i procesja wokół kościoła. Grupa Apostolstwa Duszy Chrystusowej zbiera się w każdą ostatnią sobotę miesiąca na specjalnej Mszy św. w parafii św. Jana Brebeuf w Niles, 8307 N. Harlem. Z wielkim oddaniem już od 10 lat prowadzi jedyną tego rodzaju grupę apostolską zelatorka Jolanta Dziok (tel. 1 773 792-2939).