Życie i działalność Matki Pauli Zofii Tajber

Zofia Tajber urodziła się 23 VI 1890 r. z emigrantów śląskich, Rudolfa i Marii z Luksów, którzy osiedliwszy się w Białej Podlaskiej, założyli tam tartak oraz fabrykę sztyftów i prawideł szewskich. Gdy Zosia, ich 15-te dziecko, miała pięć latek, wywędrowali do Żytomierza na Wołyniu, zakładając podobne przedsiębiorstwo i dając zatrudnienie około 300 robotnikom z Kongresówki. Tutaj Zofia uczy się w rosyjskiej szkole średniej pobierając dodatkowe lekcje polskiego w domu. Społeczna atmosfera domu, gdzie rodzeństwo żywo dyskutuje nad sprawą poprawy położenia robotników, kształtuje także umysł i serce dziecka, które zaczyna uważniej obserwować pracowników w warsztatach ojca patrząc w ich twarze czy przebija się z nich zadowolenie. Zapamięta dobrze, że w domu wiele mówiono o wydanej wówczas przez Leona XIII encyklice "Rerum novarum". 

Wszystko, cokolwiek otaczało i zajmowało Zofię, posiadało oprócz zwyczajnej jakąś inną jeszcze, tajemniczą wymowę. Zabawy w sklep z towarzyszkami przed domem, piosenki dziewczęce, wycieczka z rodzicami po rzece Teterew, wszystko zdawało się jej zapowiadać powołanie do uprawy jakiegoś piękniejszego ogrodu i do zrywania kwiatów wyższej miłości. Wiedziona przeczuciami, że będzie służyć cierpiącym i biednym, stara się do tego przygotować sposobem, który później określi następująco: "pragnęłam być coraz to lepszą". Dziecinną "kradzież" bułki zabranej z domu bez pozwolenia starszych opisze później jak św. Augustyn kradzież gruszek. 

Staranie o życie duchowne utrzyma się u niej w czasie gimnazjum. Drogę do odległej o 4 km szkoły poświęca myślom o Bogu, powrót zaś obserwacjom przyrody i powtórce lekcji.

Gdy po ukończeniu gimnazjum Zofia wyjawia myśl wstąpienia do klasztoru, rodzina wyraża sprzeciw.  Niewierzący brat podsuwa Zofii "mądre" książki ateistyczne Voltaire'a i Nietzschego, aby "wybić jej z głowy" życie w zakonie. Złe rozmowy o Kościele i księżach dokonują reszty, podważają wiarę Zofii i wszczepiają jej przesadny krytycyzm względem autorytetów nie wyłączając ojca. Zofia przestaje się modlić. Pozostaje jej tylko miłość przyrody i sztuki. Stwórca nie poskąpił jej bowiem uzdolnień muzycznych, śpiewa ona pięknym sopranem.

W poszukiwaniu szczęścia w sztuce oddaje się studiom muzycznym i ćwiczeniom śpiewu, podejmując je w r. 1911 w Kijowie, a uzupełniając w Berlinie i w Warszawie. Niestety spotyka ją zawód, gdyż odkrywa coraz bardziej rozdźwięk i pustkę w samej sobie. Na dodatek stwierdza, iż jej indywidualność wyodrębnia się do tego stopnia, że nie potrafi z nikim zawrzeć jakiejś szczególniejszej przyjaźni. 

Ośmioletnią rozterkę przerywa wreszcie wybuch Wojny Światowej i przewrót w Rosji, które i nią samą wstrząsają do głębi. To co widzi i o czym słyszy, poczyna z kolei podważać przesadny u niej kult myśli ludzkiej i wiarę w nieograniczoną siłę woli. Zaczyna przeprowadzać rewizję swoich poglądów i to doprowadza ją do odnalezienia tego, o czym marzyła już w dzieciństwie.

"Całe życie poszukiwałam", to wyznanie Zofii odnosi się także do okresu jej odejścia od Kościoła. Kto szczerze poszukuje, ten w końcu zawsze znajduje. Zetknięcie się z księdzem Ignacym Dubowskim, późniejszym biskupem Łucko-Żytomierskim stało się w życiu Zofii Tajber punktem zwrotnym. Inne książki zaproponowane przez księdza, ukazują Zofii Kościół od strony interesującej i pięknej. W r. 1915 Zofia klęka u kratek konfesjonału. Odtąd rozpoczyna systematyczną pracę wewnętrzną. Osiągnięcia duchowne i łaski są tak znaczne, że ks. Dubowski poleca jej spisywać swoje przeżycia i oświecenia. 

Czytając w r. 1918 pisma św. Teresy stwierdza Zofia, że Bóg prowadzi ją do siebie "drogą mistyczną". Wyraźnie wyczuwa, że ktoś ją kocha miłością nadludzką i tę ogromną miłość wlewa jej do serca. Po kilku latach już prawie nie poznaje samej siebie. Odmianę swoją i rozwój tłumaczy w ten sposób: "Muszę zaznaczyć, że od chwili gdy poznałam i pojęłam nieskończoną Miłość Boga do każdej duszy ludzkiej, dla której On Bóg stał się Człowiekiem, już nigdy w tę Jego Miłość ku mnie nie wątpiłam, i ona była moją we wszystkim dźwignią". 

Prowadzona drogą miłości i wdzięczności względem Boga, Zofia przeżywa zapały i wzloty. Usiłuje przywoływać do głosu krytyczny rozum i odrzucać nadzwyczajności. Mówi sobie: każdy człowiek powinien kierować się rozumem. Nie chce tych nadzwyczajności, dlatego to, co ją spotyka, jest dla niej upokorzeniem. Czuje się słabym dzieckiem a równocześnie czuje się ukochaną przez Boga. Zdrowy rozsądek nakazuje jej posłuszeństwo Woli Bożej i spowiednikowi jako jedyne zabezpieczenie na tej szczególnej drodze. 

W okresie obecnym, o którym powie, że "Miłość stała się jej życiem" powstaje w niej myśl założenia nowego zakonu, opartego na zasadzie miłości, wdzięczności i wierności. Dotychczasowe jej doświadczenie wewnętrzne dowiodło jej, że miłość to najbardziej życiodajna siła i sekret szczęścia. Wdzięczność zaś to szczególny, synowski przymiot Duszy Jezusa Chrystusa ożywiający Go względem Ojca, a zadaniem zaś specjalnym nowego zakonu będzie kontemplacja i cześć Najświętszej Duszy Jezusa Chrystusa. Nawet żart starszej w rodzinie siostry zdawał się popierać projekt: "Jeśli Zofia chce wstąpić do klasztoru, to może sobie założyć klasztor w naszym ogrodzie". 

Okres pobytu w Żytomierzu, chociaż już tam w r. 1919 podejmuje z dwiema innymi towarzyszkami próbę życia wspólnego, jest okresem przedwstępnym i czasem formowania się w umyśle Zofii pojęć o celach i charakterze mającego powstać zakonu. Myśl jej koncentruje się na prawdzie o obecności Chrystusa w członkach Mistycznego Ciała. Kontemplacja doskonałości Duszy Chrystusa rozpala w niej pragnienie, by piękno i bogactwo tej Duszy zabłysło nowym blaskiem w Kościele. 

W r. 1920 przybywa z gotowym planem do Krakowa i przedstawia miejscowej władzy kościelnej sprawę nowego zakonu. Zanim nastąpią jakieś widoczne osiągnięcia, panna Zofia Tajberówna i jej towarzyszki muszą przejść szkołę ubóstwa, pracy i cierpienia. Poszukiwania pierwszego noclegu przez umęczone uciekinierki ze wschodu, praca służebna w rozmaitych domach delikatnej i nienawykłej do pracy fizycznej Zofii, nieufność ludzka, wreszcie przykrości doznawane od towarzyszki, oraz nieustanne badanie jej przeżyć wewnętrznych - wszystko to było solidną zaprawą Zofii do dzieła budowania. 

Wiedziona przekonaniem, że wszystko co wielkie wspiera się na Krzyżu, wytrzymuje wszystko i nie narzeka z powodu cierpienia. Od kilku już lat powtarza sobie regułę, ułożoną dla siebie i dla zakonu: "Cierpieć nie będę, choć będę cierpiała, gdyż nie chcę, byś Ty, mój Jezu, cierpiał we mnie, a miał w mej duszy słodkie odpocznienie". Zanim otrzyma zezwolenie na założenie stowarzyszenia religijnego, przechodzi wprzód formację duchowną i dokształcenie religijne pod kierunkiem kilku ojców jezuitów. Kiedy arcybiskup Stefan Sapieha, metropolita krakowski udzieli zgody, Zofia przystępuje do dzieła. Dnia 24 X 1923 r. następuje na Prądniku Białym pod Krakowem otwarcie pierwszego domu "Katolickiego Stowarzyszenia dla pogłębienia życia religijnego ku czci Przenajświętszej Duszy Chrystusa Pana".

Nazwa "Biały Prądnik" bardzo się Zofii spodobała. Tłumaczyła ją sobie proroczo: "Tutaj popłynie prąd, który będzie wybielał dusze". Miłość człowieka, będącego już członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa lub mającego się nim dopiero stać dzięki  apostolstwu, skłaniała Zofię do niesienia pomocy ludziom żyjącym w trudnych warunkach. Jeśli ja cieszę się posiadaniem Chrystusa, to muszę Nim promieniować na bliźnich poprzez życzliwość, miłość i uczynki. Tak pojęta duchowość harmonizowała doskonale z życiem praktycznym. Gdy ktoś zapragnął z nią rozmowy, stwierdzał, że zetknął się z osobą głęboko wyrobioną, ale całkiem zwyczajną. Głębsze przeżycia wewnętrzne ułatwiały Zofii kontakty z ludźmi, kazały jej szukać człowieka.